MAKABRYCZNE ODKRYCIE NA GRZYBOBRANIU

Fot. Pixabay

Chwile grozy przeżył mieszkaniec Sochaczewa, który wybrał się na grzybobranie do jednego z lasków w Kuznocinie. Zamiast grzybów znalazł zwłoki kobiety.

Nie tak wyobrażał sobie grzybobranie jeden z mieszkańców Sochaczewa, który 13 września wybrał się na grzyby do lasków w Kuznocinie. Jak wynika z naszych informacji, przechodząc przez jeden z zagajników zauważył wystające spod krzaków nogi. Po rozchyleniu gałęzi mężczyźnie ukazał się makabryczny widok.

Makabryczne odkrycie

Pod krzakiem leżały rozpołowione zwłoki kobiety. Nie stracił jednak zimnej krwi. Nie mając przy sobie telefonu, natychmiast udał się do domu, skąd zadzwonił na policję. Według naszych informacji, znaleziona martwa kobieta była poszukiwana przez policję jako zaginiona.

W rozmowie z nami Agnieszka Dzik, rzecznik prasowy sochaczewskiej policji, stwierdziła, że na obecnym etapie śledztwa nie chciałaby podawać dokładnych informacji dotyczących zdarzenia.

Mogę jedynie potwierdzić, że rzeczywiście do zdarzenia, o które państwo pytacie, doszło 13 września na terenie Kuznocina. Zgłoszenie wpłynęło do oficera dyżurnego KPP w Sochaczewie około godziny 12.20. Na miejsce natychmiast zostali wysłani funkcjonariusze, powiadomiliśmy także prokuraturę, która obecnie prowadzi w tej sprawie dochodzenie. Mogę również dodać, że ciało znalezionej kobiety były w zaawansowanym rozkładzie – powiedziała nam Agnieszka Dzik. Dodając przy tym, że ciało znalezionej kobiety zostanie poddane sekcji zwłok w celu ustalenia przyczyn śmierci, jak również czy jej powodem nie było działanie osób trzecich. – Nie mogę jednak odpowiedzieć na pytanie, czy znalezione ciało to zaginiona kobieta, o której państwo mówicie. To dopiero wykażą specjalistyczne badania DNA – stwierdziła w rozmowie z nami Agnieszka Dzik.

Dodajmy, że według naszych informacji przy zwłokach znaleziono dokumenty, w tym dowód osobisty. Jednak nie ma stuprocentowej pewności, że należały one do denatki. Stąd i konieczność przeprowadzenia badań DNA. Tym bardziej, że zwłoki były w takim stanie rozkładu, że na podstawie zdjęcia z dowodu osobistego nie można było zidentyfikować twarzy kobiety.

Zwłoki w rowie

To nie pierwszy przypadek na terenie powiatu sochaczewskiego, kiedy to śledczy musieli dokonać badań DNA, aby ustalić, kim był znaleziony zmarły.

Tak było w przypadku zwłok znalezionych 12 listopada 2020 roku, w trakcie prowadzonych prac udrażniających jeden z rowów melioracyjnych w Żdżarowie. Zostały one wydobyte przez operatora koparki wraz z mułem. I tylko przez przypadek zostały zauważone. Jednak mimo przeprowadzonych badań DNA, nie udało się ustalić, kim była osoba, której zwłoki znaleziono.

Wiadomo jedynie, że jest to mężczyzna, a jego śmierć nie nastąpiła w wyniku działań osób trzecich. Inaczej mówiąc, nie został on zamordowany, a zgon nastąpił z przyczyn naturalnych lub w wyniku nieszczęśliwego wypadku, np. wpadnięcia do wypełnionego wodą rowu i utonięcia.

Tym samym nie potwierdziły się wcześniejsze przypuszczenia, że odnaleziono ciało poszukiwanego od dłuższego czasu 31-letniego Piotra P. lub 35-letniego Jarosława G. Pobrany porównawczy materiał DNA od bliskich zaginionych wykluczył, że to zwłoki jednego z nich.

Jak wynika z naszych informacji, próbki DNA mężczyzny znalezionego w listopadzie w Żdżarowie trafiły do banku danych genetycznych osób niezidentyfikowanych, który znajduje w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym Policji. Przechowywane są tam już dwie podobne próbki materiału genetycznego pobrane ze zwłok osób o nieustalonej tożsamości, które zostały znalezione na terenie naszego powiatu.

Bez tożsamości

Pierwsza z nich należy do kobiety, której ciało odnaleziono 17 marca 2000 roku na dworcu PKP w Sochaczewie. Z przeprowadzonych w sochaczewskim szpitalu badań wynika, że zmarła miała około 50 lat, wzrost 175 cm, blond włosy i krępą budowę ciała. Jak wynika z naszych informacji, ubranie denatki zostało zdeponowane w sochaczewskiej komendzie policji, a jej fotografię umieszczono w policyjnej kartotece osób zaginionych. Z ciała denatki pobrano również materiał DNA. Jednak mimo upływu 20 lat, nadal nie udało się rozwiązać zagadki, kim jest ta kobieta. Jak powiedział nam jeden z sochaczewskich policjantów, ustalenie tożsamości stało się niemożliwe nie tylko dlatego, że przy ciele nie znaleziono żadnych dokumentów, a na zwłokach śladów przeprowadzonych operacji, które umożliwiałyby identyfikację. Otóż policja w swoim banku danych nie posiada żadnych próbek DNA, które byłyby podobne do profilu DNA zmarłej.

Podobnie było w przypadku zwłok, które odnaleziono w rozlewisku Wisły w Kamionie Nowym. Choć w tym przypadku do ustalenia tożsamości zabrakło bardzo niewiele. Otóż 3 sierpnia 2013 roku nad Wisłą znaleziono przykryte gałęziami i porośnięte trawą zwłoki kobiety w daleko posuniętym procesie rozkładu. Policjantom oraz patologom udało się jedynie ustalić, że zmarła miała około 70 lat. Jednak policjanci z KPP w Sochaczewie zaczęli podejrzewać, że może być to kobieta, która trzy miesiące wcześniej skoczyła z jednego z mostów w Warszawie. Pobrano więc próbki DNA ze szczoteczki do zębów i naczyń w domu denatki. Zmarła niestety nie posiadała rodziny, zatem nie można było pobrać próbek DNA od krewnych. Początkowo wszystko wskazywało, że uda się ustalić tożsamość zmarłej. Jednak DNA pobrane z ciała zmarłej różniło się od materiału porównawczego. Nie zgadzały się dwa locusy, będące swoistymi pojemnikami informacji genetycznej o naszych przodkach oraz potomkach, którym przekazujemy nasze geny. 

Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz