EDUKACJA NA PLECACH UCZNIA

fot.podglądowe, archiwum

 Jak co roku w okolicach 1 września pojawia się temat… wagi plecaków naszych pociech. W tym roku także przez media przewija się ten temat. Dobrze, że o tym się mówi, ale lepiej by było, gdyby wreszcie ktoś na poważnie pomyślał o rozwiązaniu problemu zbyt ciężkich tornistrów, a nie tylko to sygnalizował.

 Ile powinien ważyć tornister ucznia?

Zbyt ciężki szkolny plecak? Przecież sami nosiliśmy podobny i to przez wiele lat. I co? Jakoś żyjemy. Perspektywa nieco się zmienia, gdy sprawa dotyczy naszej pociechy i chociaż raz, nawet przypadkowo, ów tornister z jej pleców ściągniemy. Wtedy doceniamy wagę problemu.

Dlaczego nikt na górze nie myśli o jakimś e-rozwiązaniu, jak chociażby e-tornister, który sprostałby temu problemowi i byłby zgodny z postępem technologicznym. Powstały już przecież e-recepty, e-zwolnienia. Coraz bardziej powszechne jest kupowanie biletów komunikacji miejskiej przez aplikacje. Mówi się też o e-dowodzie. Czy wobec tego e-tornister ma być zadaniem niewykonalnym? A może gdzieś w Polsce ktoś już to przećwiczył? Może myśli o tym intensywnie administracja samorządowa lub rządowa?

Tydzień ważenia plecaka dziecka

Pewien człowiek postanowił sprawdzić, ile tak naprawdę waży plecak ucznia. Jego starszy syn ma 10 lat. Chodzi do piątej klasy podstawówki. Mierzy 150 cm wzrostu, waży 38 kg. Według wytycznych Głównego Inspektora Sanitarnego waga tornistra nie powinna przekraczać 10–15 proc. masy ucznia. W przeciwnym razie dziecko narażone jest na bóle bioder i kolan, napięcia mięśniowe. I oczywiście niewłaściwa postawa ciała. A to wszystko może wrócić za kilka, a nawet kilkanaście lat wraz ze znacznie poważniejszymi schorzeniami i dolegliwościami.

Zatem sprawdźmy: z wartościami maksymalnymi. 15 proc z 38 kg to 5,7 kg. Maksymalnie właśnie tyle – wedle GIS – powinien ważyć tornister mojego syna. Po powrocie ze szkoły chłopiec nie rozpakowywał plecaka, który zaraz był ważony. Wynik? Najlżejszy był w poniedziałek, środę i czwartek. Po 6,8 kg. We wtorek 6,9 kg, a w piątek rekordowe 7 kg. Czyli tornister jest za ciężki od 1,1 do 1,3 kg. W okolicach 20 proc. Wytyczne wyraźnie przekroczone. Problem jest więc jak najbardziej realny. Tylko, czy ktoś cokolwiek zamierza z tym zrobić?

Co na to samorządy

Jednostki samorządu terytorialnego już zdążyły udowodnić, że nie zawsze muszą czekać na ruch władzy centralnej. Mogą same podejmować inicjatywy, nawet gdy niektóre są nie w smak rządowi. Być może są przypadki, gdy w kwestii e-tornistra samorządowcy wzięli sprawy w swoje ręce?

Faktycznie. Np. w Radomiu trzy lata trwał w jednej z podstawówek program pilotażowy. Budżet miasta kosztowało to 140 tys. zł. Podobnie było też w Ostrowie Wielkopolskim. Tam, w ramach projektu, ok. 700 uczniów klas I-III gimnazjów uczyło się z czytników. Ale już nie będzie. Pilotaż trwał 3 lata i nie był kontynuowany w latach późniejszych, głównie ze względu na wysokie koszty i awaryjność urządzeń. Pojedyncze próby samorządów są godne pochwały. Ale do rozwiązania problemu w całym kraju nadal daleko.

Co na to ministerstwo

Ponieważ problem sprowadza się do urządzeń elektronicznych Ministerstwo Edukacji nie czuje się kompetentne. Przedstawiciele MEN odsyłają do Ministerstwa Cyfryzacji, a tam nikt o próbach stworzenia programu etornister nie słyszał.

Może zatem operatorzy sieci komórkowych…

Wbrew pozorom e-tornister nie jest w Polsce tematem nowym. Kilka lat temu operator jednej z sieci zachęcił kilka szkół do przetestowania takiego rozwiązania. I gdzieniegdzie tablet zastępuje dzieciom tradycyjne podręczniki. eTornister, w przypadku tej sieci nie jest niczym nowym i jest przez nas realizowany już od kilku lat. Pierwszy raz szerzej wdrożono ten pomysł w dzielnicy Ursynów. Od tego momentu zrealizowano kilkadziesiąt takich projektów ma terenie całego kraju, głównie na poziomie szkół podstawowych, choć były również i gimnazja i szkoły średnie. Jednak w skali całego kraju to zaledwie kropla w morzu. Pozostali operatorzy nie prowadzili podobnych programów.

Nie brakuje przykładów szkół, które ze zbyt ciężkim książkami w tornistrach radzą sobie jeszcze inaczej. Ale system polegający na zostawianiu ich w szkole nie zawsze się sprawdza. No i słabo to motywuje uczniów do nauki. W przeciwieństwie do sytuacji, kiedy tablet zastępuje tradycyjny tornister, na co też zwracają uwagę specjaliści.

Wychodzi więc na to, że kolejne pokolenia dzieci skazane są na dźwiganie ciężkich plecaków. Pewnie dlatego wprowadza się zastępcze rozwiązania, jak np. tornistry na kółkach! Tylko czy to rzeczywiście jest rozwiązanie? Czy przypadkiem wtedy ktoś nie wpadnie na pomysł, że skoro dzieci wożą sobie tornistry, to można jeszcze więcej różnych książek, zeszytów i Bóg jeden wie czego jeszcze dopakować? Można mieć poważne obawy, że tok rozumowania poszedłby właśnie w tę stronę. A może rozwiązaniem byłyby dwa zestawy podręczników – jeden w domu, a drugi w szkole?

Cóż zatem pozostaje? Skoro nie można (bo jak widać nie można) zastosować nowoczesnych rozwiązań, trzeba ratować co się da. Powinno się zatem wprowadzić dodatkowe godziny gimnastyki korekcyjnej. I trzeba wierzyć, że to uchroni dzieci przed wadami postawy i późniejszymi powikłaniami, których leczenie będzie kosztować wielokrotnie więcej, niże etornister.

MT

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz