Z CEBULĄ PRZEZ HISTORIĘ DO SOCHACZEWA

Być może niektórych śmieszy fakt, że warzywem kojarzonym z Sochaczewem – już nie tylko w kręgach hodowców warzyw – jest cebula. Cebula – jako symbol braku klasy – wyparła z podium nawet przysłowiowego buraka, choć akurat nie zawsze i nie wszędzie miała aż tak nieprzyjazne konotacje. Niektórzy na przykład w jej składającej się z licznych warstw budowie dopatrują się odniesienia do złożoności ludzkiej natury.

 Cebula jako warzywo znane jest od starożytności, powszechnie stosowano je na przykład w Egipcie. Dowodem na to jest sześć zasuszonych główek znalezionych w grobowcu Tutenchamona. Do Europy prawdopodobnie sprowadzono ją z Azji. Na nasze tereny trafiła na długo wcześniej, zanim swój legendarny pęczek włoszczyzny przywiozła do Polski królowa Bona – znano ją bowiem już w XII w.

Pomimo że jest to bodaj jedyne warzywo, które przyprawia krojących o szczerą rozpacz – jest lub przynajmniej powinno być chętnie spożywane ze względu na liczne walory. Nie tylko smakowe, ale i lecznicze. Sok z cebuli jest bowiem środkiem posiadającym właściwości antyseptyczne i bakteriobójcze. Od bardzo dawna stosowano go na trudno gojące się rany, wrzody i tym podobne przypadłości. W staroangielskim traktacie medycznym, którego powstanie szacuje się na IX w. n.e. o dziwacznym tytule Bald’s Leechbook (co można przetłumaczyć jako Księgę lekarską Łysego, choć ma ona również bardziej poważny tytuł – Medicinale Anglicum) zawarto szereg przepisów leczniczych na bazie cebuli. Jego analizy podjęły się badaczki z Uniwersytetu Warvick i odkryły, że specyfik sporządzony m.in. z cebuli, czosnku i krowiej żółci może mieć skuteczniejsze działanie niż nowoczesne antybiotyki i poradzić sobie nawet z lekoopornymi patogenami. Cóż, prawda tkwi być może w porzekadle ludowym z naszego słowiańskiego podwórka – „cebula w bólu utula”.

Nie jesteśmy co prawda w stanie ustalić kiedy i w jakich okolicznościach cebula przywędrowała do Sochaczewa, ale nasze okolice, m.in. z uwagi na czarnoziem Błońsko-Sochaczewski, przez długi czas sprzyjały głównie działalności rolniczej. Jeszcze na przełomie XIX i XX w. okoliczne ziemiaństwo zajmowało się głównie uprawą zbóż i warzyw, hodowlą bydła oraz ogrodnictwem, a do rangi znaczących wydarzeń urastały targi i wystawy rolnicze. Miały one zresztą w naszym mieście bogatą i wielowiekową tradycję, kolejni władcy Mazowsza, a później królowie polscy, nadawali mu kolejne prawa i przywileje, pozwalające na organizowanie cyklicznych jarmarków – idealnych punktów zbytu dla okolicznych rolników.

Jedna z takich wystaw, szeroko komentowana przez prasę nie tylko lokalną, ale i ogólnopolską, odbyła się w dniach 29-30 września 1911. Wystawę zaszczycił swą obecnością kwiat lokalnego ziemiaństwa. Jak donosi „Kurier Warszawski”, komitet urządzający ją składał się z włościanek: przewodniczącej sochaczewskiego Koła Ziemianek – Emilii Bolechowskiej z Tułowic, Haliny Garbolewskiej z Czerwonki, Lasockiej z Brochowa, Zielińskiej z Gradowa, Suskiej z Kozłowa Biskupiego, oraz panów Wincentego Smoleńskiego z Kuznocina, prezesa wystawy i gospodarzy poszczególnych działów — Zygmunta Brudzińskiego, Zygmunta Donimirskiego, Włodzimierza Garbolewskiego, Kazimierza Szeliskiego.

Właściciele okolicznych dóbr chwalili się wówczas swoimi dokonaniami w dziedzinie hodowli zwierząt i roślin, a co atrakcyjniejsze okazy nagrodzono medalami. Według korespondenta „Kuriera Warszawskiego” (nr 239 z 30 sierpnia 1911 r.) wystawę odwiedziło około 5000 osób, co było na owe czasy liczbą imponującą. Przy okazji odbyły się wykłady i przemówienia dowodzące, że ciężar edukacji rolniczej spoczywał na barkach właścicieli majątków, którzy jako jedyni mieli możliwość dokształcania się w tej dziedzinie i dzielenia wiedzą z ludnością chłopską, bowiem najbliższa i jedyna działająca wówczas szkoła rolnicza „dla gospodarzy polskich” powstała w 1900 roku i znajdowała się w oddalonym o 40 kilometrów Pszczelinie pod Warszawą. Prezes wystawy Wincenty Smoleński nawoływał do wymiany doświadczeń i wzajemnej nauki, wygłaszając patriotyczne przemówienie i propagując wyraźnie doktrynę „pracy organicznej”.

W okresie międzywojennym położono nacisk na bardziej zinstytucjonalizowaną edukację i młodzi rolnicy mieli okazję korzystać ze szkół i kursów. Już 9 lipca 1920 roku powstała ustawa o ludowych szkołach rolniczych, która zobowiązała ówczesne Ministerstwo Rolnictwa i Dóbr Publicznych, oraz samorząd terytorialny i gospodarczy do stworzenia, w okresie 20 lat, dwóch szkół (jednej męskiej i jednej żeńskiej) w każdym powiecie.

Dziś może to się wydawać niewiarygodne, ale sam Sochaczew w okresie międzywojennym, a nawet jeszcze w pierwszych latach po wojnie, również poprzetykany był polami uprawnymi. Ulica 600-lecia kiedyś nazywała się ulicą Stodólną i to miano oddawało rolniczy charakter najbliższej okolicy. Bezpośrednio za pasem kamienic przy ulicy Staszica ciągnęły się uprawy buraków, ziemniaków i tym podobnych roślin. Przy tej również ulicy, tam gdzie przed wojną kończyło się miasto, stoi do dziś klasycystyczna willa, zbudowana przez najsłynniejszego sochaczewskiego ogrodnika – Władysława Szepietowskiego.

Pan Władysław kształcił się w swoim fachu poza granicami kraju – w Berlinie. Jeszcze przed wojną udało mu się wyhodować na podstawie cebuli „wolskiej”, wyjątkowo wydajną nową odmianę, zwaną od jego nazwiska „szepietówką”, bądź cebulą sochaczewską. Oczywiście ktoś może wzruszyć pogardliwie ramionami, ale obecnie jest to jedna z najstarszych, nadal poważanych przez hodowców odmian, która rozsławiła nazwisko twórcy nie tylko w kraju. W latach 50. zainteresowano się nią w Niemczech, a od 1961 r. znalazła się w spisie odmian selekcjonowanych w dziale roślin warzywnych.

Sukces cebuli, przekuty na lokalną imprezę, która budzi być może obiekcje, nie powinien być niczym wstydliwym ani obciachowym. Podobne święta organizuje się nie tylko w Polsce (Grabów, Henryków, Mielno), ale i za granicą – na przykład w Barcelonie (Calçotada), w Miluzie we Francji (Fête de l’Oignon Doré – czyli Święto złoconej cebuli), Niemcy zaś królową warzyw honorują podczas tzw. Zwiebelmarkt w Weimarze i są to bardzo ciekawe, zorganizowane z rozmachem wydarzenia.

Radosław Jarosiński

Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą

fot. MZSiPBnB

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz