Znów zalało Sochaczew

Po raz kolejny w ciągu miesiąca w wyniku gwałtownych opadów niektóre rejony Sochaczewa znalazły się pod wodą. Zalane zostały również piwnice, a towarzyszący burzom silny wiatr uszkadzał dachy budynków i łamał drzewa.

W ostatnią sobotę, czyli 23 lipca przez Sochaczew i powiat sochaczewski przeszły gwałtowne burze, którym towarzyszył silny wiatr. Doszło do lokalnych podtopień, zalania budynków oraz uszkodzeń dachów budynków. Strażacy musieli wyjeżdżać ponad 60 razy, aby usuwać skutki huraganu i wypompowywać wodę z piwnic. Między innymi w Aleksandrowie doszło do uszkodzenia dachów na budynkach gospodarczych. Z kolei w Młodzieszynie strażacy gasili drzewo, które zapaliło się po uderzeniu pioruna. W Janowie wypompowywano wodę z piwnicy budynku mieszkalnego. Natomiast w Adamowej Górze strażacy zostali wezwani do usunięcia drzewa, które przewróciło się na drogę. Zatarasowana została również droga Iłów-Załusków, gdzie na jezdnię huragan przewrócił cztery drzewa. Jednak najwięcej pracy strażacy mieli na terenie Sochaczewa.

Powtórka z historii

W przypadku Sochaczewa ostatniej soboty mieliśmy kolejną powtórkę z historii. Ponownie, podobnie jak podczas innych gwałtownych opadów, zostało zalane skrzyżowanie ulic Reymonta z 1 Maja, skrzyżowanie Żeromskiego z Narutowicza, skrzyżowanie 1 Maja z Kaczorowskiego. Pod wodą znalazł się ponownie także parking przy ulicy Niemcewicza. Z kolei przy ul. 15 Sierpnia woda wdarła się do piwnicy budynku mieszkalnego, a na ul. Spartańskiej zalało garaże i pomieszczenia biurowe. Także i winnych dzielnicach Sochaczewa doszło do lokalnych podtopień.

Dodajmy, że ostatnio do podobnej sytuacji doszło w Sochaczewie 28 czerwca. Wtedy też większość ulic, szczególnie w centrum, znalazło się pod wodą. Zalało między innymi ulicę Reymonta na odcinku od 1 Maja do Traugutta, Plac Obrońców Sochaczewa, Wąską i 1 Maja. Rozlewisko było tak głębokie, że samochody gubiły w nim tablice rejestracyjne. Dodajmy, że są one do odebrania w sochaczewskiej komendzie policji. Aby odzyskać utopione „blachy”, należy przedstawić dowód rejestracyjny pojazdu.

Jak u Barei

Co powoduje, że wystarczy większy deszcz, aby rejony skrzyżowania Reymonta i 1 Maja, Żeromskiego i Narutowicza, czy parking przy ulicy Niemcewicza zostały zalane. Powód jest prozaiczny. Po prostu wszystkiemu jest winny stary i źle zaprojektowany system kanalizacji deszczowej w centrum Sochaczewa. Natomiast w przypadku parkingu przy ulicy Niemcewicza po prostu ludzka głupota. Ten ostatni znajduje się w zadoleniu i siłą rzeczy wystarczy niewielki deszcz, aby został zalany.

Co ciekawe, tego zadolenia w tym miejscu nigdy nie było. Zostało wykopane podczas budowy osiedla mieszkaniowego, a wykopano, aby było ładniej. Niby jest ładnie, ale co z tego, skoro wystarczy niewielki deszcz, aby stojące na parkingu samochody znalazły się pod wodą.

Z kolejnym tak zwanym „lepiej” mamy do czynienia w przypadku skrzyżowania ulicy Reymonta z ulicą 1 Maja. Tu w latach 60. ubiegłego wieku popełniono klasyczny błąd. Otóż wybudowano w tym miejscu kanalizację deszczową i poprowadzono ją ulicą Reymonta w kierunku Traugutta, a następnie do strumienia płynącego u podnóża zamku. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdy nie to, że podczas budowy deszczówki położono rury o zbyt małym przekroju. Ale największym błędem było to, że w ogóle wybudowano nową kanalizację. Otóż w tym miejscu, czyli na skrzyżowaniu Reymonta i 1 Maja istniał duży burzowiec, który odprowadzał wodę z Reymonta i 1 Maja do tzw. Kanału Królewskiego. A ten ma prawie dwa metry wysokości i 1,50 metra szerokości. Kanał został wybudowany w połowie XIX wieku, aby odprowadzać m.in. wody opadowe z rejonu obecnych ulic: Żeromskiego, 1 Maja, Warszawskiej i Reymonta. I co ciekawe, przez ponad 150 lat spełniał swoją funkcję. Aż do czasu pomysłu wybudowania burzowca na skrzyżowaniu przy poczcie. Podobnie jest i w przypadku skrzyżowania Żeromskiego z Narutowicza, gdzie kanał miał swój początek. Tutaj też za czasów komuny wybudowano nową kanalizację deszczową, a zrzuty do kanału zostały zasypane.

Spiszą rury

Co robią w takim razie władze miasta, by do podobnych sytuacji nie dochodziło? W pewnym sensie mają one związane ręce. Po pierwsze przebudowa kanalizacji przerasta możliwości finansowe miasta. Ale najważniejszy powód jest zupełnie inny. Otóż okazuje się, że niefrasobliwe podejście do dokumentacji technicznej miejskiej infrastruktury przez poprzedników obecnych włodarzy Sochaczewa doprowadziło do sytuacji, że nie ma praktycznie żadnych planów kanalizacji deszczowej. Dlatego burmistrz ogłosił przetarg dotyczący inwentaryzacji sieci kanalizacji deszczowej na terenie miasta Sochaczew.

Ma ona dotyczyć przebiegu kanalizacji z lokalizacją studni, wpustów ulicznych, odwodnień liniowych, wylotów i urządzeń podczyszczających, rowów odwadniających itp. Ustalenie długości i średnic kanałów w poszczególnych ulicach i placach. Ustalenie ilości i rodzajów wpustów ulicznych oraz studzienek kanalizacji deszczowej oraz ustalenie lokalizacji przyłączy kanalizacji deszczowej. Zostaną również wydzielone zlewnie i ustalony bilans powierzchni terenu z wyszczególnieniem powierzchni szczelnej dróg i parkingów, z których następuje odpływ powierzchniowy wód opadowych siecią kanalizacji deszczowej do odbiorników).

To z kolei pozwoli na przystąpienie do prac związanych z modernizacją sochaczewskich burzowców.

Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz