Dla wandali nie ma świętości

Fot.: Jerzy Szostak

Praktycznie nie ma dnia, aby na terenie Sochaczewa nie dochodziło do aktów wandalizmu. Tymczasem na ich usuwanie miejski samorząd wydaje rocznie setki tysięcy złotych. Na przykład naprawa ostatnich zniszczeń dokonanych przez wandali na placu Kościuszki będzie kosztowała miasto ponad 6 tysięcy złotych.

Jak informuje Urząd Miejski w Sochaczewie, w ubiegłym tygodniu dokonano kolejnego aktu wandalizmu na terenie miasta. Doszło do niego w czwartek, 21 lipca, około 1.00. Wtedy to kamery miejskiego monitoringu zarejestrowały niszczenie elementów małej architektury na placu Kościuszki. Na zapisie z kamer widać, jak dwaj młodzi mężczyźni zniszczyli kwiaty, potłukli donice oraz uszkodzili metalowy kwietnik. Według Pawła Krasuckiego, dyrektora Zakładu Gospodarki Komunalnej w Sochaczewie, wartość strat spowodowanych przez wandali oszacowano na 6 tysięcy złotych. Policjanci ustalili i zatrzymali wandala. Jak mówi oficer prasowy KPP w Sochaczewie asp. Agnieszka Dzik, przestępstwo jest zagrożone karą do 5 lat pozbawienia wolności. Sprawcą okazał się 23-letni mieszkaniec Sochaczewa, który 21 lipca został zatrzymany w miejscu pracy, doprowadzony do sochaczewskiej jednostki, gdzie usłyszał zarzut uszkodzenia mienia. Mężczyzna przyznał się do popełnionego przestępstwa.

Walka z wiatrakami

Według danych Urzędu Miejskiego w Sochaczewie, miejski samorząd wydaje rocznie setki tysięcy złotych na usuwanie skutków działalności sochaczewskich wandali. Niszczone są donice z kwiatami, ławki, znaki drogowe, kosze na śmieci itd. Osoby niszczące mienie nie mają również poszanowania dla miejsc pamięci. Zniszczono między innymi oświetlenie pomnika mieszkańców Sochaczewa pomordowanych podczas niemieckiej okupacji, który znajduje się nad Bzurą. Wandale zniszczyli również pomnik F. Chopina, zdewastowali cmentarz żydowski oraz cmentarz wojenny w Trojanowie. Dodajmy, że ten ostatni bezczeszczono w ostatnich latach już kilkakrotnie.

Jednak najbardziej ulubionym miejscem wandali jest wzgórze zamkowe. Praktycznie każdego dnia kamery miejskiego monitoringu odnotowują niezgodne z regulaminem zachowanie osób odwiedzających wzgórze zamkowe: jazdę rowerami po murkach tarasu widokowego, wspinanie się na ruiny, czy rysowanie po zabytkowych murach. Notorycznie niszczone są również lampy oświetlające zabytkowe ruiny. I aby je naprawić, miasto musiało przeznaczyć na ten cel kilkadziesiąt tysięcy złotych. I co z tego, że to zrobiono, skoro część lamp znów została zniszczona.

Dbałość o wspólne

– Niestety niektórzy nie potrafią uszanować tego, co wspólnie budujemy, dlatego apeluję, by mieszkańcy nie bali się interweniować, gdy ktoś niszczy nasz wspólny majątek. Wystarczy telefon na policję, sygnał do dyżurnego miasta pod czynny całodobowo numer telefonu 46 862-36-82. Kamera monitoringu nie zatrzyma wandala, ale sąsiad, który zwróci uwagę, już tak. To przecież niszczenie naszego wspólnego majątku, naszych pieniędzy – mówi Piotr Osiecki, burmistrz Sochaczewa. I dodaje, że nie może być tak, że grupa kilkunastu osób zniszczy to, na co składała się cała społeczność miasta.

Ale wandalizm to nie tylko łamanie ławek czy wyrywanie znaków drogowych. To także wyrzucanie śmieci gdzie popadnie: na chodniki, ulice, skwery itd. To z kolei powoduje, że Sochaczew wygląda, jak jeden wielki śmietnik. A na jego sprzątanie podległe miastu służby wydają rocznie setki tysięcy złotych. Ale mimo to, bez dodatkowych nakładów, niektórych miejsc nie da się już uratować. Tak jest między innymi ze ścieżką wzdłuż muru oporowego skarpy cmentarza przy ulicy Traugutta. Ścieżka, która miała być ciągiem pieszo-rowerowym, obecnie to jedno wielkie śmietnisko pokryte szkłem z rozbitych butelek. Teraz, aby ścieżkę przywrócić do pierwotnego stanu, trzeba byłoby zdjąć z niej całą nawierzchnię i położyć nową. A to wydatek kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz