Wielkie koszenie kasy

fot.:pixabay

Podobnie jak w poprzednim roku, także i w tym miejski samorząd zleci firmie zewnętrznej koszenie poboczy drogowych oraz niektórych terenów miejskich na terenie Sochaczewa. Kto to będzie robił, tego dowiemy się na początku lutego. Rodzi się jednak pytanie, czy ten przetarg był w ogóle potrzebny.

W tegorocznym budżecie Sochaczewa decyzją radnych na oczyszczanie miasta przeznaczono 932 400 zł. Środki te trafią do Zakładu Usług Komunalnych i zostaną wykorzystane na wywóz nieczystości stałych z ulic i parków, zakup paliwa oraz materiałów do utrzymania czystości w mieście. W budżecie znalazła się jeszcze jedna pozycja. Ta dotyczy środków, jakie miejski samorząd zamierza wydać na utrzymanie i konserwację miejskiej zieleni. Inaczej mówiąc, na koszenie, sadzenie kwiatów, pielenie roślin sezonowych oraz pielęgnację trawników. W sumie ma być to 457 930 zł.

Sianokosy na hektarach

Myli się jednak ten, kto sądzi, że owa kwota zostanie w całości przekazana do ZGK. Nic podobnego. Gro tych środków trafi do prywatnej firmy. Ta – jak wynika z ogłoszonego właśnie przetargu – zajmie się na zlecenie miejskiego samorządu wykaszaniem pasów zieleni wzdłuż dróg, których powierzchnia na terenie miasta to 260 tysięcy metrów kwadratowych, czyli 26 hektarów. Zwycięzca przetargu oprócz wspomnianych hektarów będzie również zobowiązany – jak to ujęto w specyfikacji przetargowej – do: koszenia traw, chwastów, samosiewów i odrostów z działek będących własnością Miasta Sochaczew o powierzchni ok. 160 000 m kw. Inaczej mówiąc, ma dbać o to, aby przycinać trawę w miejskich parkach i na niektórych terenach rekreacyjnych, jak chociażby tych położonych nad Utratą. Przy czym, jak zaznaczono, powierzchnia tych działek może się zmienić w zależności od potrzeb i wzrostu trawy. Samo koszenie trawników wzdłuż miejskich ulic ma się odbywać w czterech terminach: I – do 20 maja, II – do 8 lipca, III – do 31 sierpnia, a IV koszenie – do 31 października. Z kolei równanie trawy w miejskich parkach ma mieć miejsce trzy razy: I – do 10 czerwca, II – do 12 sierpnia oraz III – do 31 października. A prace nie mogą być prowadzone w porze nocnej, to jest w godzinach od 22.00 do 6.00.

Marne resztki

Aby dostać owo zlecenie, wystarczy mieć kosiarkę bijakową wraz z nośnikiem lub samojezdną – minimum 1 sztuka, kosę spalinową na wysięgniku – minimum 3 sztuki, rębak do rozdrabniania samosiewów i odrostów – minimum 1 sztuka oraz pojazd z tablicą zamykającą – minimum 1 sztuka. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Otóż dużo lepszym sprzętem dysponuje należący do miasta Zakład Gospodarki Komunalnej. Jednak ten nie ma co liczyć na otrzymanie tego zlecenia. Dlaczego tak się dzieje? Trudno powiedzieć. Ale tak dzieje się już od kilku lat. Co więc pozostało dla ZGK, który według mieszkańców zajmuje się koszeniem zieleni? Otóż praktycznie nic.

Jak wynika z naszych informacji, pod opieką Zakładu znajduje się jedynie zieleń na terenie amfiteatru oraz na skwerze przed kościołem parafii św. Wawrzyńca, na którym znajduje się pomnik Jana Pawła II i kardynała Wyszyńskiego. Do tego dochodzi skwer przy ulicy Reymonta, miejskie place zabaw oraz „trawniki” na osiedlach komunalnych przy Korczaka, Al. 600-lecia i przy Fabrycznej. Co przy potencjale, jakim dysponuje ZGK, zakrawa na kpinę. Jakby tego było mało, Zakład mógłby otrzymać rządowe dofinansowanie na zakup dodatkowego sprzętu potrzebnego do pielęgnacji trawników i parków. Ale miejskim urzędnikom jakoś się do tego nie pali. Jest to co najmniej dziwne, ponieważ dzięki dotacjom ich zakup nie byłby obciążeniem dla miejskiego budżetu.

Grzech pierworodny

Przy okazji warto także wspomnieć, że problem z pielęgnacją zieleni nie polega tylko na tym, że owa usługa zlecana jest firmie zewnętrznej. Otóż gdyby nie polityka poprzednich władz miasta, samorząd Sochaczewa nie musiałby wydawać corocznie dziesiątków tysięcy złotych na koszenie większości trawników. Chodzi i sprzedaż gruntów wspólnotom mieszkaniowym. Przypomnijmy, że w większości przypadków tereny wspólnot to grunty pod budynkami. Tymczasem poprzednicy obecnego burmistrza narzucali wspólnotom ponoszenie kosztów koszenia terenów miejskich wokół bloków. Wspólnoty w końcu powiedziały dość. Wychodząc z założenia, że nie będą ponosić kosztów utrzymania czegoś, co nie jest ich własnością. W dodatku w sytuacji, gdy właściciel tego terenu – czyli miasto – odnosi się negatywnie do wszelkich prób jego zagospodarowania przez wspólnoty. Dodajmy, że dochodziło do paradoksalnych sytuacji, kiedy to m.in. kazano wspólnotom wnosić opłatę dzierżawną za grunt, który został zajęty przez styropian wykorzystany przy ocieplaniu budynku. I właśnie takie sytuacje doprowadziły do tego, że obecnie miasto, wynajmując firmy zewnętrzne, musi kosić hektary trawników wokół bloków. To z kolei prowadzi do zaskakujących, aby nie powiedzieć paradoksalnych sytuacji. Weźmy chociażby przykład z ubiegłego roku, a dokładnie koszenie trawy na osiedlu przy ulicy Senatorskiej. Większość tamtejszych wspólnot, choć teren wokół ich budynków jest własnością miasta, kilka lat temu wydało spore środki na rekultywację trawników. I co z tego, skoro w ubiegłym roku część z nich zostało zniszczonych przez wynajętą przez miasto firmę, która do koszenia trawników użyła ciężkich ciągników rolniczych.   Miejmy nadzieję, że w tym roku się to nie powtórzy, podobnie jak i inna sytuacja. Kiedy to mieszkańcy alarmowali naszą redakcję, że firma zewnętrzna nie wykasza trawy i chwastów przy niektórych ulicach. Jak również, że skoszona trawa przez wiele dni leżała niezagrabiona np. w parku Garbolewskiego. Gdy to się już stało, to trzeba było kolejnych tygodni, aby została z niego wywieziona.

Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz