Życie jest jak pociąg

Marek Cieśla, choć na co dzień nie mieszka w Sochaczewie, a w Dzierżoniowie, to bardzo mocno jest z naszym miastem związany. Tu ma siostrę. Pan Marek bywa też na wielu sochaczewskich spotkaniach jako artysta. Zajmuje sią muzyką, malarstwem, jak również poezją. Do 15 stycznia można oglądać wystawę jego prac w Muzeum Kolei Wąskotorowej w Sochaczewie, tematycznie związaną z koleją.

– Skąd taki temat Pana obrazów. Wszak nie od dziś maluje Pan pociągi i prezentowane obrazy nie były specjalnie malowane na tę wystawę, gdyż są z różnych lat?

– To prawda, pociągi są obecne w moim malarstwie od dawna. To moja fascynacja od wielu lat. Podróż to metafora życia, ze wszystkimi przystankami, odjazdami i katastrofami. Według mnie życie to pociąg, a najpiękniejsze przystanki to wyjątkowe osoby… Moje obrazy odzwierciedlają zmieniające się koleje życiowe, tak, jak choćby odchodzenie bliskich nam osób. Wchodzimy do tego pociągu, spotykamy się z rodzicami i myślimy, że zawsze będą podróżowali z nami, ale oni na pewnym przystanku wysiądą i musimy naszą dalszą podróż kontynuować już bez nich. Ale wiele pasażerów dostanie się do tego pociągu, nasze rodzeństwo, kuzyni, przyjaciele, a także miłości naszego życia. Wielu z nich wysiada i pozostawia dużą lukę. Przy innych nie dostrzegamy, że nas opuścili. To podróż pełna radości, smutków, pozdrowień i pożegnań. Dlatego powinniśmy kochać i przebaczać, i zawsze dawać z siebie wszystko….

– Pan daje z siebie ogromnie dużo. Piękne obrazy, nie tylko związane z koleją, ale też wspaniałe pejzaże, obrazy muzyczne pełne symboliki. No i sama muzyka oraz poezja. Która z tych dziedzin była pierwsza w Pana życiu i która jest najważniejsza?

–Trudno powiedzieć, gdyż wszystkie trzy sfery działania są dla mnie równie ważne. Są ze sobą splecione nierozerwalnie. One się wzajemnie uzupełniają. Zaczynałem jednak od muzyki. Ukończyłem studia magisterskie w Instytucie Wychowania Muzycznego w WSP w Bydgoszczy. Zacząłem pracę jako nauczyciel muzyki oraz instruktor w ośrodkach kultury. Gram na kilku instrumentach, m.in. na fortepianie, flecie, gitarze. Od młodości fascynuję się Beatlesami. Przetłumaczyłem na polski wszystkie ich piosenki i to tak, by oddać ich treść i móc jednoczenie śpiewać, zachowując rytm i linię melodyczną oryginału. Teraz, kiedy jestem na emeryturze, mam też więcej czasu na malowanie, które jest dla mnie pasją i wielką miłością. Tworzę cały czas intensywnie, jakby mi brakowało czasu, spieszę się, bo tyle mam do przekazania. Piszę też wiersze o życiu, o tym, co mnie fascynuje. Życie artysty nie zawiesza się w jednej dziedzinie. Nie jestem w tym odosobniony. Częste są przykłady takich twórców jak ja, co piszą, malują, rzeźbią i grają. Dla mnie najwspanialszym poetą był Norwid, a Czesław Niemen przybliżył tego poetę współcześności w wymiarze wszechstronnym. Wtedy też jako młody człowiek łyknąłem bakcyla poezji, która odtąd jest cały czas obecna w mym życiu.

– Pandemia w pewnym stopniu ograniczyła twórcze działania artystów, choć nie w sensie tworzenia, gdyż okres lockdownu to czas bardzo dynamicznej ich pracy. Jednak było brak osobistego kontaktu z odbiorcami, bo nie było wystaw, plenerów, wernisaży i koncertów. Czy dla Pana był to również intensywny czas tworzenia?

Oczywiście. Jednak trudno ocenić, ile codziennie godzin pracuję. To czas niewymierzalny. Pracuję tyle, ile muszę. Nie liczy się ilość, ale to, do czego się dąży, co trzeba zrealizować. Pracuje się do osiągnięcia efektu, czy choćby zbliżenia do zaplanowanego celu.

Rzeczywiście lockdown spowodował brak kontaktów z publicznością, a bez tego trudno jest tworzyć. Nie tworzy się w pustce, dla siebie, ale po to, by ktoś zobaczył efekt pracy i ocenił. W poezji jest łatwiej o to, bo jest szerszy dostęp poprzez druk, ale obraz, czy utwór muzyczny pełny wymiar ma tylko wtedy, gdy się go odbiera na żywo.

– Aktywność Pana nie opuszcza i śpieszy się Pan, by nadrobić czas, który był w pandemicznej izolacji… Wystawy, koncerty, spotkania autorskie. Dla artysty to przecież twórcze paliwo.

– To prawda. Nie jestem już młody, ale nie poddaję się i mimo przeciwności losu staram się tworzyć, by zostawić swój ślad. W czasie pandemii, w ubiegłym roku wydałem „Idee fixe czyli wszystkie piosenki Beatlesów po polsku”. Działam też aktywnie muzycznie. Razem z moim synem sobie gramy, uzupeniając się muzycznie. W zamyśle jest też nowa książka. Powstają nowe obrazy, nowe pomysły. Cieszy mnie, że wystawa w Sochaczewie w końcu doszła do skutku. Początek epidemii koronawirusa uniemożliwił ją w 2020 roku. Teraz dzięki uporowi Grzegorza Kropiaka, dyrektora Muzeum Kolei Wąskotorowej, Mironie Miklaszewskiej ze Stowarzyszenia Sochaczewskie Wieczory Literackie Atut, a przede wszystkim dzięki mojej siostrze udało się to zrealizować. Wystawa prezentowana jest w Muzeum Kolei od 17 września. Jej finał 15 stycznia. Zapraszam więc, kto chce jeszcze zobaczyć moje prace.

– Dziękuję za rozmowę, życzę zdrowia, nowych pomysłów i realizacji planów z nowym rokiem.

Rozmawiała Bogumiła Nowak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz