Katastrofa czy normalność

fot.pixabay

W tej kadencji rady miejskiej jednym z głównych tematów, jakie poruszane są przez radnych, jest stan finansów Sochaczewa. Według opozycji jest on tragiczny i tylko patrzeć, jak miasto ogłosi bankructwo. Z kolei koalicja, która popiera burmistrza,  twierdzi, że budżet miasta nie jest zagrożony, a mówienie o narastającym w lawinowym tempie długu, to próba zwrócenia na siebie uwagi przez opozycję.

Od samego początku tej kadencji rady miasta główną linią sporu między burmistrzem  a radnymi opozycji są finanse miasta. Doszło już do tego, że brak jakiejkolwiek wzmianki na ten temat przez przeciwników Piotra Osieckiego, w radzie traktowany jest jako sensacja.

Na pograniczu groteski

I nie ma się czemu dziwić, ponieważ burmistrz od trzech lat na każdej sesji słyszy, że miasto zostało przeze niego w katastrofalny sposób zadłużone. Zadłużone do tego stopnia, że jest na skraju bankructwa i nie jest w stanie spłacać swoich zobowiązań. Dodajmy, że na skraju bankructwa Sochaczew miał się znajdować już w 2019 roku,  jak i w 2021 roku oraz obecnie.

Tymczasem minął 2019 rok, inwestycje przeprowadziliśmy zgodnie z planem i na koniec zaoszczędziliśmy jeszcze kilka milionów złotych. Przyszedł 2020 rok, okres pandemii, w którym wiele samorządów chwiało się z powodu spadku dochodów. U nas wszystkie inwestycje zostały wykonane. Uchwaliliśmy nawet dwie tarcze antycovidowe dla lokalnych przedsiębiorców, stosowaliśmy ulgi podatkowe i na koniec roku zaoszczędziliśmy jeszcze kilka milionów złotych. Przyszedł 2021, kolejny rok walki z covidem, wyższej niż zakładano inflacji oraz gwałtownego wzrostu cen materiałów budowlanych, energii i paliw. I ponownie wróżono nam upadek. Rok się kończy i znowu inwestycje idą sprawnie, do ich katalogu dopisaliśmy nowe, bez żadnego problemu spłacamy swoje zobowiązania. Mimo to radni opozycji uparcie stoją na stanowisku – powiedział nam Piotr Osiecki, odpierając zarzuty opozycji.

Ten upór związany z zarzutami dotyczącymi rosnącego zadłużenia czasami przybiera formę groteski. Otóż na ostatniej sesji radni opozycji zgłaszali konieczność dokonania remontu kilku ulic. Kiedy jednak głosowano uchwałę dotyczącą zwiększenia środków na remonty dróg, zagłosowali przeciw. Ponieważ zwiększenie środków spowodowałoby wzrost zadłużenia. Doszło już do tego, że praktycznie każda inwestycja zgłaszana przez burmistrza jest negowana przez opozycję. A głównym argumentem jest to, że jej realizacja doprowadzi do zadłużenia miasta.

Subiektywne zadłużenie

Jak więc w rzeczywistości wygląda dług miasta i czy obecne władze rzeczywiście zadłużają je na potęgę. Nic podobnego. Miasto zawsze miało dług. Jednak, jeżeli zestawimy je z innymi wskaźnikami, okazuje się, że mieszkańcy Sochaczewa mogą spać spokojnie.

Otóż trzeba pamiętać o tym, że w 2010 roku, gdy Piotr Osiecki obejmował urząd burmistrza, roczne dochody miasta wynosiły 84,2 milionów złotych, a dług pozostawiony mu przez poprzednika wynosił prawie 33 miliony złotych, czyli 40,47 procenta. Porównując dane budżetowe z lat 2011-2021, wynika, że zobowiązania miasta wzrosły z 33 do 49,9 mln zł, przy czym dochody budżetu z 84 mln zł do 197 mln zł. Co prawda zobowiązania są większe o 15,8 mln zł. Ale trzeba pamiętać o tym, że są one niższe niż te, które zaciągnął Bogumił Czubacki, pełniąc funkcję burmistrza. Gdy ją obejmował, dług miasta wynosił 16 mln zł, a gdy kończył swoje urzędowanie, było to już o 17 mln zł więcej. Ale opozycja, w tym niektórzy z byłych zastępców Bogumiła Czubackiego, stara się tego nie zauważać, o mówieniu o tym nie wspominając.

Totalne kłamstwo

Warto wspomnieć również o tym, że na dwóch ostatnich sesjach część radnych opozycji zarzuciła burmistrzowi, że kierowany przez niego urząd jest nieudolny w pozyskiwaniu środków zewnętrznych. Zapominając jednocześnie, że ubieganie się o środki zewnętrzne wiąże się z koniecznością zapewnienia wkładu własnego. A to, przyjmując narrację opozycji, wiązałoby się z kolejnym zadłużaniem miasta, ponieważ pieniądze na te inwestycje trzeba gdzieś znaleźć.

Jednak nie to jest w tym istotne. Otóż najważniejsze w tym jest to, jak środki pozyskane z kredytów czy obligacji maksymalnie wykorzystać na realizację zaplanowanych i mających zewnętrzne dofinansowanie. Otóż w latach 2003-2010 pozyskano z zewnątrz tylko 12,5 mln zł dotacji, a to oznacza, że tylko w 10 procentach miejskie inwestycje sfinansowano środkami zewnętrznymi. Natomiast w latach 2011- 2021 przeznaczając część zaciągniętych zobowiązań na wkłady własne do projektów unijnych i rządowych, miasto pozyskało prawie 92 mln zł bezzwrotnych dotacji, przeprowadzając inwestycje za 206 mln zł.

Dlatego spytaliśmy burmistrza, jak odbiera zarzuty opozycji dotyczące nieumiejętności pozyskiwania środków zewnętrznych.

– Dla mnie to kłamstwo, które wielokrotnie powtarzane ma stać się prawdą. Jak można coś takiego powiedzieć publicznie, gdy w prawie 45 procentach miejskie inwestycje są finansowane z dotacji? Ten radny nie obraża mnie, ale z pewnością moich współpracowników, dzięki staraniom których przebudowa i odwodnienie dróg na terenie dawnego Chemitexu oraz budowa sieci deszczowej i zbiornika retencyjnego w ulicy Płockiej w 100 procentach finansowana jest przez NFOŚiGW i Fundusz Inwestycji Lokalnych, za przebudowę ulicy 15 Sierpnia w 89 procentach odpowiadają finansowo rządowe Fundusze Dróg Samorządowych i Inwestycji Lokalnych, termomodernizację budynku Środowiskowego Domu Samopomocy w 72 procentach wziął na siebie marszałek Mazowsza. W jedenaście lat przeprowadziliśmy kilkaset inwestycji za 206 mln, a w niemal połowie koszty z tym związane pokryliśmy z darowizn przekazanych przez rząd, marszałka, ministerstwa, fundusz ochrony środowiska. I to ktoś nazywa nieudolnością – stwierdza Piotr Osiecki.

Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz