Przyłapany na gorącym uczynku

Przyłapany na gorącym uczynku

LAŁ ŚCIEKI DO ROWU

Każdy rodzaj płynnych nieczystości ma swoje miejsce. Ścieki bytowe muszą trafić do oczyszczalni ścieków. Wody opadowe spływają natomiast do rzek i rowów, do gleby. Natomiast kanalizacja deszczowa służy przede wszystkim odwodnieniu pasa drogowego. Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich jest to zrozumiałe. Przykładem jest jeden z sochaczewskich przedsiębiorców zajmujący się wywozem nieczystości płynnych, który został przyłapany na wylewaniu ścieków do rowu melioracyjnego.

Nigdy bym nie uwierzył, że coś takiego jest możliwe. Co prawda słyszałem, że niektórzy wylewają ścieki do kanalizacji deszczowej. Ale, aby opróżnić całą szambiarkę do rowu i to praktycznie w centrum wsi, to takie sytuacje opisywane przez media traktowałem w kategoriach fantazji. Jednak, kiedy zobaczyłem zdjęcia wykonane przez mojego syna, dotarło do mnie, jak bardzo się myliłem – powiedział nam jeden z naszych czytelników. Jak dodał, zdarzenie miało miejsce na drodze dojazdowej do opuszczonego magazynu w Feliksowie.

Mogą mi naskoczyć

Na przesłanych do naszej redakcji zdjęciach widać niebieską szambiarkę stojącą na przepuście, której kierowca po przyłączeniu węży do zbiornika spuszcza ścieki do rowu. Widać także wyraźnie umieszczony na zbiorniku numer telefonu firmy, która świadczy usługi asenizacyjne. Po zobaczeniu tych zdjęć nasz rozmówca pojechał do Feliksowa.

Co prawda w rowie nie było już ścieków. Ale teren, gdzie zostały wylane, był zanieczyszczony. Wyglądało to tak, jakby w tym miejscu do podobnych zdarzeń dochodziło bardzo często – dodaje.

Na tym się jednak nie skończyło. Jak mówi, zadzwonił do właściciela firmy. Jednak to, co od niego usłyszał,wprawiło go w osłupienie. Właściciel firmy powiedział mu, aby się odczepił.

 – A gdy oznajmiłem, że sprawę zgłoszę na policję, odparł, że ta może mu skoczyć na pewną część ciała.

Nasz rozmówca nie zgłosił zdarzenia na policję, nie powiadomił też o nim Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska. Nie zrobił tego, ponieważ jak twierdzi, niewiele to da. Według niego nawet gdyby sprawa trafiła do sądu, to i tak właściciel firmy zostanie potraktowany pobłażliwie – ze względu na tak zwaną małą szkodliwość społeczną.

 Mała szkodliwość

W tym, co twierdzi, jest sporo prawdy. Otóż, jak wynika z naszych informacji, takie sprawy traktowane są przez sąd bardzo łagodnie. A większość z nich jest po prostu umarzanych.

Tak było na przykład z niektórymi sprawami dotyczącym nielegalnego zrzutu nieczystości płynnych do przepływających przez Sochaczew rzek czy kanalizacji deszczowej. Prawdą jest także, że obowiązujące kary za nielegalne zrzuty ścieków nie są w stanie zatamować podobnych praktyk. Coś takiego traktowane jest w polskim prawie jako wykroczenie, a najwyższa kara, jaka może nas spotkać, to grzywna 5 tysięcy złotych. I dopóki kary za podobne praktyki nie będą bardziej dotkliwe, a sam proceder nie zostanie uznany za przestępstwo zagrożone karą więzienia, to nadal do rzek czy rowów będą wylewane wszelkiego rodzaju nieczystości. Nie tylko z zakładów produkcyjnych, ale i z przydomowych szamb.

Warto jednak mimo niskich kar walczyć z podobnym procederem. Dlatego w podobnych sytuacjach należy powiadomić nie tylko policję, ale też odpowiednie służby. Na przykład w przypadku, gdyby do takiego zdarzenia doszło na terenie Sochaczewa. Wystarczy zadzwonić do Urzędu Miejskiego lub na numer alarmowy urzędu 46 862 36 82, który jest czynny całodobowo przez 7 dni w tygodniu. O skażeniu można powiadomić także straż oraz WIOŚ Delegatura w Płocku, dzwoniąc po numer telefonu 24 264 51 99 lub pod numer alarmowy WIOŚ 692 495 847, który jest czynny w dni robocze (poniedziałek-piątek) od godziny 15.30 do godziny 7.00, a całodobowo w soboty, niedziele i święta

Jerzy Szostak

Fot.: AD

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz