Dzikie psy atakują z głodu

Wraz ze zbliżającą się zimą i pierwszymi chłodami, pojawiają się coraz częściej informacje o zdziczałych psach, które zaczynają buszować na terenie powiatu sochaczewskiego. To już nie psy, które wyrwały się na wycieczkę właścicielowi, choć i takie przypadki się zdarzają, ale zwierzęta regularnie wyrzucane przez swych właścicieli z domów. W ostatnim roku przybyło takich zwierząt porzucanych w lasach lub na drogach. Apele nie skutkują, jak również kary finansowe w przypadku ustalenia właściciela.

Dwa lata temu mieszkańcy Zosina i okolic ścigali wilczurowatego psa, który był postrachem okolicy. Zwierzę atakowało dzieci i rowerzystów. Wzywane służby z urzędu gminy i zawodowi specjaliści od wyłapywania psów nie dawali rady. Psiak, widząc większą grupę czy inne zagrożenie, uciekał. Gdy czuł się silny, atakował, strasząc dzieci, dopóki nie zmusił do wydania łupu w postaci kanapki, czy nawet lodów. Z nastaniem zimy zwierzę znikło. Czy padło ofiarą wilków, czy ktoś się nim zaopiekował, nie wiadomo. Nie był to jednak odosobniony przypadek.

Atakują o jedzenie

W tym roku znów z okolic Sochaczewa docierają informacje o wałęsających się psach. Najczęściej są to samotne osobniki, ale bywają też pary. Nie tak dawno Stowarzyszenie Pomocy Zwierzętom poinformowało o zaginięciu dwóch młodych suk, które wałęsały się po terenie powiatu sochaczewskiego. Były też widziane w okolicach Kampinosu. Te bezpańskie psy były bardzo dobrze utrzymane i najpewniej uciekły właścicielowi, by zwiedzać świat. Takich przypadków jest więcej. W Kuznocinie jednemu z właścicieli pies regularnie uciekał z podwórka, jak tylko była uchylona brama. Potem wygrzebał sobie podkop w rogu płotu i znikał na całe dnie. Na przechodniach wymuszał jedzenie. Dopiero dokładne sprawdzenie ogrodzenia ujawniło trasę jego wypraw i zakończyło psią akcję.
Jednak większość zdziczałych psów to osobniki wyrzucone z domu przez człowieka. Parę tygodni temu jeden z mieszkańców powiatu sochaczewskiego znalazł suczkę z młodymi, przykutą łańcuchem do drzewa. Zajął się nią od razu. Jak zaznaczył, szukanie właściciela nic by nie dało, bo zwierzę nie miało czipa. Inne porzucone psy próbują sobie radzić same.
– Za dnia nie jest to tak groźnie, ale te zdziczałe psy pojawiają się nagle, nie wiadomo skąd, po zmierzchu. Strach wyjść dorosłemu, a co dopiero dziecku. W miesiącach letnich więcej ludzie się poruszają i zwierzęta znajdują więcej odpadków. Teraz pustoszeją pola, a zwierzę chce jeść, więc napada na przechodniów – mówi pani Anna z terenu gminy Młodzieszyn.
Jak mówią mieszkańcy tej gminy, czasem bezpańskie psy można znaleźć przy krajowej trasie nr 50 lub na poboczach dróg we wsiach. Podobne sytuacje są w innych gminach.
Pracownicy urzędów gmin na terenie powiatu sochaczewskiego, m.in. w Brochowie, Rybnie, Iłowie czy Nowej Suchej starają się na bieżąco zajmować bezpańskimi psami, jak również kotami. W prywatnych przytuliskach na terenie gminy Sochaczew oraz Iłów psiaki, koty, a nawet papużki znajdują tymczasowe schronienie, bywa że też leczenie.

Nie patrzeć psu w ślepia

Dziki czy agresywny pies, nie wiadomo kiedy może rzucić się na człowieka. Czy to z głodu, czy ze strachu. Policjanci przypominają, że nie tylko dzikie, ale też domowe pupile mogą zaatakować. Trzeba być zawsze przygotowanym, że zwierzę może rzucić się na człowieka. Przy zdziczałych psach jest to próba zastraszenia człowieka i wymuszenia kanapki, czy zakupów spożywczych z siatki. Pies bez opiekuna atakuje, gdyż walczy z przeciwnikiem. Jak zaznaczają policjanci, pies nigdy nie atakuje niesprowokowany, a prowokacją do ataku może być nasze bezpośrednie zachowanie, np. drażnienie psa, zabieranie mu jedzenia, zabawek, szarpanie się z nim. Przyczyną też często bywa niewłaściwe wychowanie i brak odpowiedniej opieki lub to, że pies miał złe doświadczenia w kontaktach z ludźmi. W przypadku zdziczałych psów to właśnie człowiek staje się dla zwierzęcia agresorem i tym, kogo trzeba atakować.
– Pies, zanim zaatakuje, wysyła znaki ostrzegawcze. Często ma zjeżoną sierść, położone uszy, sztywne nogi, uniesiony ogon, warczy, szczeka, pokazuje zęby, skacze dookoła osoby, którą osacza. Nie atakuje z zaskoczenia. Zawsze ostrzega przed bezpośrednim atakiem – informują policjanci.
Proponują więc przestrzegać kilku podstawowych zasad – nie uciekać, bo pies jako potomek wilka ma instynkt pościgu, nie patrzeć mu w oczy, nie okazywać strachu, nie odwracać się tyłem, tylko stać na lekko rozstawionych nogach bokiem, by zachować równowagę i nie upaść. W ostateczności, i to zalecane jest głównie dzieciom, przyjąć pozycję żółwia, zasłaniając te części ciała, które pies atakuje najczęściej. Nie zawsze, jak dodają policyjni przewodnicy psów, nasze reakcje są odbierane przez psy zgodnie z naszą intencją. Często nieświadomie inicjujemy u nich przeciwstawne działania od oczekiwanych.

Bogumiła Nowak
Fot. Stowarzyszenie Pomocy Zwierzętom

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz