Dom Pomocy Społecznej – apelacja od wyroku?

W sądzie pierwszej instancji dobiegł końca proces w sprawie afery w Domu Pomocy Społecznej w Młodzieszynie. Podczas finałowej rozprawy, która odbyła się 8 października br. w Płocku, siedem osób usłyszało wyroki, w tym była dyrektor DPS Justyna N.S. oraz były wicestarosta sochaczewski Janusz C. Po kilku latach śledztwa i przesłuchaniu kilkuset świadków winni zostali ukarani. Wyrok nie jest jednak prawomocny. Starostwo Powiatowe jest oskarżycielem posiłkowym.

Przypomnijmy, sąd I instancji postanowił skazać na karę pozbawienia wolności następujące osoby: Justyna N.S. – 6 lat więzienia, Elżbieta G. – 3 lata, Elżbieta R. – 3 lata, Barbara B. – 2 lata, Barbara P. – 2 lata. Decyzją sądu Janusza C. skazano na 1 rok i 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata. Oskarżonemu Mirosławowi Sz. sąd nadzwyczajnie złagodził karę, zasądzając jedynie grzywnę. Skazani poniosą także kary finansowe.

O komentarz w sprawie usłyszanych wyroków poprosiliśmy starostę sochaczewską Jolantę Gonta. Dla obecnych władz powiatu bowiem, wyjaśnienie wszystkich okoliczności związanych z aferą w DPS było niezwykle ważne. Wyrok wskazuje, jakiej skali przestępstw według sądu dopuszczały się osoby powiązane z sochaczewskim samorządem powiatowym, funkcjonującym w kadencji przed rokiem 2014, na czym mieli cierpieć pensjonariusze i pracownicy placówki w Młodzieszynie.

Co te wyroki oznaczają dla samorządu powiatowego i instytucji podległych, jak DPS czy PCPR, instytucji zdecydowanie poszkodowanych?

– Cieszę się bardzo, że choć po tylu latach, wreszcie zapadły wyroki. Co prawda, jest to pierwsza instancja, ale dla Zarządu Powiatu jest to poniekąd spięcie pewną klamrą całości wydarzeń dotyczących afery w DPS. Cały czas musimy też pamiętać, że docierają do nas głosy od mieszkańców, którzy wyrażali obawę, iż sprawa zostanie zamieciona pod dywan, i że my jako Zarząd jesteśmy niedostatecznie zdeterminowani, żeby ją wyjaśnić. Otóż wyroki, które teraz zapadły, mówią nam o dwóch kwestiach. Po pierwsze, że wreszcie zostały ukarane osoby, które dopuszczały się tych działań przez lata. Z drugiej strony sąd nakazał winnym zapłatę odszkodowań, których to kwoty uważam za zbyt niskie, nieadekwatne do czynów, które zostały popełnione.

W przypadku 5 osób sąd ustanowił karę po kilka lat bezwzględnego więzienia. Dodatkowo zadośćuczynienie dla instytucji takich jak DPS – ponad pół miliona złotych i dla PCPR-u ponad 120 tys. zł. Skazani muszą też solidarnie spłacić przywłaszczone pieniądze pensjonariuszy. Te wyroki, w Pani ocenie, nie są satysfakcjonujące?

– Nie są, przede wszystkim z tego względu, że patrząc na skalę tych wszystkich czynów, na ich długotrwałość, że dotykały ludzi bezbronnych, którzy zostali powierzeni opiece osobom, takim jak dyrektor DPS-u czy jej pracownicy, a niedostateczny nadzór nad placówką ze strony Starostwa, a szczególnie ówczesnego wicestarosty Janusza C., umożliwiał to, że proceder przestępczy trwał przez długie lata. Otwartym pozostaje pytanie, czy były to tylko zaniedbania… Taka sytuacja jest dla mnie skandaliczna. Powoduje, że w mojej ocenie wyroki są niewspółmierne niskie, co do win i przestępstw.

Zatem będzie odwołanie od wyroku?

– Jako Zarząd Powiatu poważnie zastanawiamy się nad złożeniem apelacji o zdecydowane zaostrzenie kar. Decyzję podejmiemy, gdy przeanalizujemy uzasadnienie wyroku, ale na pewno będziemy chcieli skupić się głównie na osobach odpowiedzialnych za dokonywanie przestępstw w DPS-ie.

Odczytanie wyroku zajęło sędziemu prawie godzinę. Oskarżeni zostali uznani winnymi konkretnych zarzutów, które udało im się udowodnić, a które pokazały, że majątek DPS był przywłaszczany w najróżniejszy sposób.

– Tak, śledztwo było wielowątkowe. Wykazało m.in., że zawierane były fikcyjne umowy, naliczane nagrody, była fałszowana dokumentacja. Po ujawnieniu afery część pracowników DPS-u złożyło pozwy do sądu pracy. Byli oszukiwani, mieli uzyskiwać większe kwoty, np. z nagród, a odbierali je jako zdecydowanie niższe. Sąd mówił przecież o sytuacjach polegających na dopisywaniu cyfr na dokumentach już po wypłacie środków. Jako powiat ponieśliśmy więc poważne koszty. Trzeba też pamiętać o tym, że dużo wartościowych rzeczy z DPS-u wręcz zniknęło. Jako samorząd powiatowy musieliśmy te rzeczy zabezpieczyć, niejednokrotnie kupić nowe, co także generowało niemałe wydatki. Wśród tych rzeczy był bowiem sprzęt, bez którego Dom nie mógł funkcjonować.

Te wszystkie wydarzenia znacząco odbiły się na wizerunku DPS?

– Z jednej strony straty były stricte wizerunkowe, ale z drugiej również przekładały się na kwestie finansowe. Dom kojarzony był z aferą, zniszczono jego wizerunek. Nic dziwnego, że powstał ogromny problem z pozyskaniem nowych mieszkańców. Włożyliśmy olbrzymi wysiłek, by zniszczone zaufanie społeczne odbudować. Niestety, wówczas duża ilość wolnych miejsc w DPS powodowała również wymierne straty finansowe, takie jak chociażby niekorzystny rozkład kosztów stałych, typu: ogrzewanie, energia elektryczna, część kosztów zatrudnienia. Na szczęście dziś jest już inaczej, jest normalnie i DPS funkcjonuje w należyty sposób.

Sędzia podkreślał bardzo, że wszystkie te czyny przestępcze trwały przez kilka lat nieustannie, wręcz narastały, a z czasem ich skala była coraz większa. Jak w pani ocenie było to możliwe, że mogło to trwać tyle czasu?

– Uważam, że raczej nie dążono do tego, żeby tę przykrą i bulwersującą sprawę wyjaśnić. Być może udałoby się wcześniej wykryć pewne nieprawidłowości, a wtedy gehenna mieszkańców skończyłaby się dużo szybciej.

Ale takie próby były podejmowane?

– Tak, w kadencji 2010-2014 w opozycji do ówczesnych władz powiatowych były: Sochaczewskie Forum Samorządowe oraz Prawo i Sprawiedliwość. Radni PiS i SFS niejednokrotnie informowali, zwracali się do Zarządu Powiatu z zapytaniem o wynikłą sytuację, bo dochodziły do nich sygnały, że w DPS-ie źle się dzieje. Co ciekawe, w styczniu 2014 roku, kiedy już miały miejsce pierwsze aresztowania, podczas sesji Rady Powiatu padały pytania odnośnie tego, jaki był nadzór nad DPS-em, dlaczego wcześniej sprawa nie była badana. Przypominam, że wtedy przewodniczącym Komisji Ochrony Zdrowia i Polityki Społecznej był radny Jerzy Żelichowski, który jakoś nie wykazał się determinacją odnośnie chęci wyjaśnienia sytuacji. Wręcz chyba właśnie na tej sesji powiedział, że Komisja jeździ do DPS-u co roku, ale sprawy finansowe nie są w jej gestii i na tym praktycznie skończyła się jego „aktywność” w tym aspekcie. Wcześniej, radni koalicyjni PiS i SFS zwracali się do ówczesnego starosty Tadeusza Korysia, by poczynił jakieś zdecydowane kroki, by odwołał wicestarostę Janusza C., który był odpowiedzialny za nadzór nad DPS-em. Niestety, starosta tego nie zrobił. 28 kwietnia 2014 r. zwołana została nadzwyczajna sesja Rady Powiatu, ale niestety wniosek o odwołanie Zarządu przepadł jedenastoma głosami. To był dla mnie dowód, że ówczesne władze, mimo wstrząsających doniesień w sprawie młodzieszyńskiej placówki, raczej nie widziały potrzeby zmian sytuacji, która przecież uderzała w powiatowy samorząd.

Starostwo Powiatowe

w Sochaczewie

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz