Wielkie dni małej floty

Dla wielu z nas działania Polskiej Marynarki Wojennej podczas kampanii wrześniowej to przede wszystkim z obroną Helu i Gdyni. Mało, kto wie, że okręty marynarki wojennej walczyły także na Wiśle – między innymi w rejonie Śladowa i Wyszogrodu.

Kampania wrześniowa w rejonach Sochaczewa kojarzy się nam głównie z Bitwą nad Bzurą i heroiczną obroną miasta. Wśród krwawych walk, jakie rozegrały się we wrześniu 1939 roku na terenie naszego powiatu, jest epizod, który jest praktycznie nieznany. Jest nim brawurowe przebicie się do Modlina ścigacza „KU-30” wchodzącego w skład Oddziału Wydzielonego Rzeki Wisła. Został on utworzony pod koniec marca 1939 roku z Flotylli Rzecznej Marynarki Wojennej stacjonującej w Pińsku. Z istniejącej tam floty na Wisłę zostało przebazowanych sześć jednostek, dla których jako bazę wyznaczono port w Brdyujściu, znajdujący się przy ujściu Brdy do Wisły. Dowódcą oddziału został komandor ppor. Roman Kanafoyski. A podczas Kampanii Wrześniowej flota podlegała Armii Pomorze.

Zapomnieli poinformować

Sama kampania zaczęła się dla oddziału dość dziwnie. O wybuchu wojny jego dowódca został poinformowany dopiero około godziny 8.00. Jakby tego było mało, dzień wcześniej miało przyjść uzupełnienie. Jednak z obiecanych kilkudziesięciu żołnierzy zjawiło się tylko ośmiu rezerwistów. Jeden z nich był motocyklistą rajdowym, który stawił się ze swoim motocyklem. Ten nabytek w późniejszych dniach okazał się bezcenny. Kanafoyski wykorzystywał rajdowca i jego pojazd nie tylko w roli kuriera, ale i zwiadowcy. To ostatnie, przy bezustannie zmieniające się sytuacji na froncie i błyskawicznym zajmowaniu przez Niemców miejscowości nad Wisłą, okazało się dla floty wybawieniem.

Pierwsze starcie z przeciwnikiem miało miejsce 2 września, kiedy niemieckie lotnictwo ostrzelało jego okręty. Podczas wymiany ognia marynarzom udało się zestrzelić trzy niemieckie samoloty. W kolejnych dniach flota brała udział w osłanianiu przeprawy Armii Pomorze przez Wisłę. Decydującym dniem okazał się 9 września, kiedy flota otrzymała rozkaz przedarcia się do Modlina. Jego wykonanie okazało się niemożliwe.

We wrześniu 1939 roku stan Wisły był niski. Za niski nawet jak dla okrętów Oddziału. Jednostki musiały lawirować wśród mielizn. Tak dotarto w okolice Płocka, gdzie ze względu na stan rzeki dalsze przemieszczanie się floty stało się niemożliwe. Roman Kanafoyski zadecydował się na zatopienie okrętów. Jego decyzja wywołała bunt załogi. Był to pierwszy i jedyny bunt marynarzy w polskiej marynarce wojennej. Część marynarzy, słysząc decyzję dowódcy, próbowała się zastrzelić. Dopiero informacja o zajęciu przez Niemców Płocka i Wyszogrodu uspokoiła nastroje. Kiedy emocje opadły, flota została zatopiona, a marynarze zeszli na ląd.

Rajd do twierdzy

Jej losu nie podzielił jedynie ścigacz „KU-30”. Został on wysłany wcześniej na rekonesans w kierunku Płocka. Na wysokości miasta został ostrzelany przez Niemców. Udało mu się jednak przepłynąć pod wysadzonymi mostami i zakotwiczyć przy Kępie Tokarskiej. Marynarze z KU-30 próbowali nawiązać kontakt z pozostałymi jednostkami, aby poinformować ich o sytuacji na rzece. Nie udało im się jednak nawiązać łączności.

Po kilkugodzinnym ? ruszyli w kierunku Wyszogrodu. Tu przeszkodą okazał się wysadzony most. Jednostka dostała się również pod ciężki ostrzał Niemców. Ranni zostali bosmanmat Sosnowski oraz jeden z marynarzy. Jednostce udało się jednak pokonać przeszkodę pod Wyszogrodem i po jej minięciu zakotwiczyła przy Kępie Śladowskiej na wysokości Czerwińska. Tam opatrzono rannych i dokonano prowizorycznych napraw podziurawionego kadłuba. W nocy 9 września ścigacz dotarł do Zakroczymia. Tu ponownie został ostrzelany, tym razem omyłkowo przez polskich żołnierzy. Do twierdzy w Modlinie marynarze dotarli rano 10 września i aż do kapitulacji brali udział w jej obronie. Tuż przed samą kapitulacją okręt został przez nich zatopiony w wodach Bugo-Narwi. Ale na tym jego historia się nie zakończyła. Latem 1940 roku został wydobyty przez Niemców i po przeprowadzeniu remontu trafił jako okręt patrolowy na rzekę Hawela. Tam prawdopodobnie brał udział w walkach z nacierającą na Berlin Armią Czerwoną.

Przez Japonię na Atlantyk

Pozostali marynarze z zatopionych jednostek po zejściu na ląd uczestniczyli w walkach nad Bzurą. Do pierwszej potyczki doszło 17 września w Brzozowie i Aleksandrowie, gdzie w walkach z Niemcami zginął st. marynarz Kazimierz Chojnacki oraz bosmanmat Aleksy Jung.

Największe straty oddział poniósł podczas walk o Śladów, do których doszło 18 i 19 września. Zginęli wtedy mat nadterm. Jerzy Hełm, st. marynarz Ryszard Jerzyński, st. marynarz nadterm. Edmund Łukaszewski oraz st. marynarz Stanisław Lipiński.

Oddziałowi udało się przejść przez Bzurę do Puszczy Kampinoskiej. Marynarze niedługo jednak cieszyli się wolnością. Wpadli w niemiecką zasadzkę, w której podczas wymiany ognia zginął mat nadterm. Edward Kowalczuk-Kochanowski. Z braku amunicji komandor Kanafoyski podjął decyzję o złożeniu broni i cały oddział trafił do niewoli, lecz nie cały.

Porucznik Olgiert Koreywo, zastępca Kanafoyskiego i dowódca ORP „Nieuchwytny”, wydostał się z zasadzki i ukrył w szkole. Następnie dzięki pomocy życzliwych ludzi dotarł do Białegostoku. Tam za pośrednictwem ambasady Japonii udał się na Daleki Wschód, a stamtąd do Wielkiej Brytanii. Po przybyciu do Anglii pływał w konwojach przez Atlantyk

Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz