Pobił bezdomnego na dworcu

W ubiegłym tygodniu na dworcu PKP doszło do pobicia bezdomnego. Sprawca po skatowaniu mężczyzny spokojnie się oddalił. Mimo że zdarzeniu przyglądało się kilka osób, to żadna z nich nie zareagowała ani nie zadzwoniła na policję.

Pytany o to aspirant Paweł Rynkiewicz, z Komendy Powiatowej Policji w Sochaczewie, poinformował nas, że do policji nie wpłynęło zgłoszenie o tym zdarzeniu.

Dlatego nie chciałbym wypowiadać się na ten temat. Chciałbym jednak przy okazji zaapelować do wszystkich osób, które są świadkami takich zdarzeń, aby natychmiast zawiadamiały o tym policję. Dotyczy to nie tylko pobić, ale każdego łamania prawa. Pamiętajmy o tym, że sam opis wydarzenia na forach społecznościowych nie powoduje wszczęcia śledztwa. Aby tak się stało, konieczne jest zgłoszenie. Jeżeli rzeczywiście jest świadek zdarzenia, o które państwo pytacie, to apelujemy do niego, aby się do nas zgłosił. Jednocześnie apelujemy, abyśmy nie byli obojętni na cudzą krzywdę i reagowali na podobnego typu przestępstwa – stwierdził w rozmowie z nami Paweł Rynkiewicz.

Jak dodał, policja zdaje sobie sprawę, że w niektórych sytuacjach, szczególnie wtedy gdy zdajemy sobie sprawę, że interwencja mogłaby i nam przysporzyć krzywdy, możemy na przykład nagrać całe zdarzenie telefonem i będzie to dowód w sprawie.

W rozmowie z nami Paweł Rynkiewicz zwrócił uwagę na to, że nieudzielenie komuś pomocy w niebezpieczeństwie traktowane jest według polskiego prawa jako przestępstwo. Mówi o tym art. 162 kodeksu karnego, ten w paragrafie 1 stwierdza: „Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Na gorącym uczynku

Jak mówi Paweł Rynkiewicz, wszelkie zgłoszenia o pobiciach są traktowane przez policję bardzo poważnie A sprawcy są łapani praktycznie w ciągu kilku lub kilkunastu godzin. Tak było na przykład w maju, kiedy na stacji PKP został pobity 24 – letni mężczyzna.

Jechał z Opola do Szczecina, ale z powodu braku biletu jego podróż zakończyła się w Sochaczewie. W oczekiwaniu na kolejny pociąg postanowił napić się alkoholu z poznanymi w rejonie stacji mężczyznami. W drodze do sklepu monopolowego został przez nich zaatakowany i pobity. Napastnicy zabrali mu  dwa plecaki z odzieżą, przyborami osobistymi i telefonem komórkowym. Pomocy pokrzywdzonemu udzieliły osoby, które widziały moment rozboju. Bandyci zostali zatrzymani jeszcze tego samego dnia i trafili do aresztu tymczasowego.

Podobnie było ze sprawcami pobicia, do którego doszło w marcu. Wtedy to do jednego ze sklepów przy ulicy Reymonta wpadło pięciu mężczyzn i pobiło znajdującego się tam 23-latka. Napastnicy zostali zatrzymani jeszcze tego samego dnia.

Nieuchronność kary

O tym, że prędzej czy później sprawcy takich przestępstw są zatrzymywani przez sochaczewskich policjantów i trafiają przed oblicze sądu, świadczą chociażby dwie historie ze stycznia tego roku.

Pierwsza z nich dotyczy pobicia, do którego doszło na ul. Korczaka w Sochaczewie. Z ustaleń policji wynikało, że pięciu nastolatków weszło do klatki za 50-latkiem, który wieczorem wracał z pracy. W pewnym momencie kilku z nich zaczęło bić i kopać zaskoczonego mężczyznę. Sprawcy uciekli, gdy na klatkę wyszła sąsiadka, która usłyszała wołanie o pomoc. Mieszkaniec Sochaczewa doznał urazu głowy i został przewieziony do szpitala. Co prawda w tym przypadku ustalenie napastników trwało kilka dni, ale zostali oni zatrzymani.

O nieuchronności kary za takie przestępstwo przekonał się również inny mieszkaniec Sochaczewa. Otóż w 2014 roku sąd w Sochaczewie wystawił list gończy za 36-letnim mieszkańcem Sochaczewa poszukiwanym w celu odbycia kary pozbawienia wolności za pobicie, którego dopuścił się w warunkach recydywy. Mężczyzna miał spędzić za murami zakładu karnego 4,5 roku. Policjanci wielokrotnie próbowali zatrzymać sochaczewianina. Z ustaleń wynikało jednak, że wyjechał z kraju i ukrywał się na terenie Anglii, a później Niemiec. Jego nieobecność nie spowodowała, że o nim zapomniano.

Policjanci zajmujący się poszukiwaniami mieli pewność, że prędzej czy później 36–latek wróci do Polski. Nie mylili się. Ustalili, gdzie przebywa sochaczewianin, i pojechali zrealizować list gończy. Kompletnie zaskoczony mężczyzna został zatrzymany i od razu doprowadzony do zakładu karnego.

Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz