Obraz nędzy i rozpaczy

Fot.: Jerzy Szostak

Ulica Ziemowita to jedna z najpiękniejszych ulic w Sochaczewie, a rosnące tam kasztanowce, to jedyne już pozostałości po byłej alei, którą od ulicy Traugutta można było przed wojną dojechać do dworku Garbolewskich. O ile stan drzew nie jest katastrofalny, to nie można tego powiedzieć o samej ulicy, a w szczególnie o chodnikach i trawnikach.

O konieczności ratowania sochaczewskich zabytków apelujemy do kolejnych włodarzy miasta od lat. Nie chodzi jedynie o budynki, czy zachowanie historycznego układu przestrzennego Sochaczewa, mocno doświadczonego przez obydwie wojny światowe. Należy pamiętać także o tym, że świadkami historii Sochaczewa są niektóre rosnące na terenie miasta drzewa oraz zespoły parkowe. A jedną z takich perełek jest aleja kasztanowców wzdłuż ulicy Ziemowita.

Totalna katastrofa

Jeszcze pod koniec XX wieku aleją kasztanową można było dojechać nie tylko do dworu Garbolewskich. Aleja ciągnęła się także do przejazdu kolejowego w Czerwonce. Jednak w wyniku zaniedbań, a dokładnie braku opieki nad drzewami, jedna z najdłuższy alei kasztanowych na Mazowszu praktycznie znika z krajobrazu Sochaczewa. Udało się uratować jedynie jej fragment przy ul. Ziemowita. I to rzutem na taśmę. Otóż kilka lat temu Starostwo Powiatowe w Sochaczewie, które jest zarządcą ulicy, zdecydowało się na przeprowadzenie prac pielęgnacyjnych rosnących wzdłuż Ziemowita drzew. Polegały one między innymi na usuwaniu uschniętych konarów oraz wykonywania tzw. prześwitów, czyli wycinania zachodzących na siebie gałęzi. Ale na tym prace na Ziemowita zakończono.

Fakt, uratowano drzewa, za co należy pochwalić Starostwo, ale to nie rozwiązuje problemu samej ulicy. Ta jest po prostu zaniedbana. Wieźmy chociażby trawniki, które trawnikami są tylko z nazwy. Na większości z nich zalegają sterty śmieci i liści, które niezbierane od lat porosły trawą. Nie lepiej jest z chodnikami. To już pełna katastrofa, wyglądają jakby je przed chwilą zbombardowano. Wszędzie w centrum chodniki zostały już wymieniowe, a te na Ziemowita pamiętają jeszcze lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku – powiedział nam jeden z mieszkańców Ziemowita, który dzwonił w tej sprawie do naszej redakcji.

Lepiej oddać

Co prawda – jak dodaje – starostwo kilkanaście lat temu wymieniło zniszczony chodnik po południowej stronie ulicy.

– Po północnej stronie chodnik planowano wymienić w następnych latach, ale na obietnicach się skończyło. Sądzę, że po tamtej stronie wymienili, ponieważ jeszcze niedawno mieścił się tam wydział komunikacji starostwa i nie wypadało, aby ludzie łamali sobie nogi na wybojach. Mogą to natomiast robić na chodniku od strony domków jednorodzinnych – dodaje nasz rozmówca. Jego zdziwienie, podobnie jak i innych mieszkańców Ziemowita, budzi całkowity brak zainteresowania samorządu powiatowego przywróceniem ulicy dawnej świetności. Jest to tym bardziej zaskakujące, jeżeli przypomnimy, że rejon   ulic Ziemowita, Wojska Polskiego oraz Dąbrowskiego, to jedyne miejsce w centrum miasta, gdzie jeszcze ocalały rosnące wzdłuż ulic drzewa.

Jest to dla nas dziwne tym bardziej, że na remont chodnika i zrobienie trawników nie potrzeba olbrzymich środków. Wystarczyłoby, aby do naprawy użyto materiałów odzyskanych przy okazji innych inwestycji drogowych. Ale o tym nikt nie pomyślał. Oddają wszystko miastu, które dzięki temu może tanim kosztem remontować chodniki przy swoich ulicach. Jeżeli tak się dzieje, to może należałoby i ulicę oddać miastu. Bo pewnie burmistrz, patrząc na prowadzone przez miejski samorząd inwestycje, raz dwa zrobiłby tu porządek – przekonują nasi rozmówcy.

Być może jest to rozwiązanie problemu. Tym bardziej, że w Sochaczewie był już podobny przypadek i dotyczył ulicy 1 Maja. Ta jeszcze niedawno była zarządzana przez powiat, ale została przejęta przez miejski samorząd.

Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz