Napadł sam na siebie

fot.policja

O tym, że kłamstwo ma krótkie nogi i trzeba za nie odpowiedzieć, przekonał się w ubiegłym tygodniu jeden z mieszkańców Sochaczewa. Mężczyzna zgłosił policjantom, że w Kuznocinie nieznany sprawca, grożąc nożem, zabrał mu smartwatcha. Okazało się to nieprawdą i teraz za składanie fałszywych zeznań grozi mu kilka lat więzienia.

W ubiegłym tygodniu do Komendy Powiatowej Policji w Sochaczewie zgłosił się młody mężczyzna, który oświadczył, iż w ubiegły wtorek, 24 sierpnia, będąc na przejażdżce rowerowej nad rzeką Bzura został zaatakowany przez nieznanego mężczyznę, który używając noża zabrał mu smartwatcha – poinformowała nas Agnieszka Dzik, rzecznik prasowy sochaczewskiej policji. Jak dodała zostały wdrożone standardowe procedury.

Poszkodowanym zajęła się policjantka Wydziału Kryminalnego, która przyjęła od 19-latka zawiadomienie o przestępstwie oraz przesłuchała go w charakterze świadka. Jednocześnie, jak to bywa w takich sytuacjach, funkcjonariusz pouczyła mężczyznę o odpowiedzialności karnej, jaka mu może grozić za składanie fałszywych zeznań.

Ale na tym się nie skończyło. Podczas rozmowy z poszkodowanym policjantka zaczęła mieć wątpliwości, czy w ogóle doszło do jakiegokolwiek napadu. Okazało się, że intuicja jej nie zawiodła. W pewnym momencie mężczyzna przyznał, iż smartwatcha zgubił, a popełnienie przestępstwa zgłosił, ponieważ z ubezpieczenia chciał otrzymać nowy sprzęt.

– Teraz mężczyzna odpowie przed sądem za składanie fałszywych zeznań. Za popełnione przestępstwa grozi mu kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat – powiedziała nam Agnieszka Dzik.

Fałszywa bomba

To nie pierwszy przypadek w tym roku składania fałszywych zeznań, czy wywoływania nieuzasadnionych alarmów, a tym samym bezpodstawnego angażowania służb mundurowych. Tak było na przykład 21 czerwca, kiedy policja została poinformowana o podłożeniu bomby w samochodzie zaparkowanym na ulicy Żeromskiego w Sochaczewie. Informacja ta została przekazana przez 62 -letniego mieszkańca Sochaczewa na numer alarmowy.

A ponieważ – jak mówi Agnieszka Dzik – każde takie zgłoszenie traktujemy bardzo poważnie, dlatego natychmiast we wskazane miejsce ruszyły służby. Na miejscu czekał zgłaszający.

Wezwano straż pożarną, która zabezpieczyła miejsce, aby osoby postronne nie miały dostępu do samochodu. Po sprawdzeniu samochodu przez pirotechnika, żadnej bomby nie znaleziono. Dlatego przesłuchano mężczyznę, który poinformował policję o bombie. Ten podczas przesłuchania w prokuraturze powiedział, że widział w samochodzie czerwone światełko i pomyślał, że jest to ładunek wybuchowy. Prokurator zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci dozoru policyjnego. Za popełnione przestępstwo grozi do 8 lat pozbawienia wolności.

Kara za żarty

Kary nie uniknęła również mieszkanka Sochaczewa, która zawiadomiła policję, że została napadnięta w swoim mieszkaniu. Według jej zeznań do mieszkania zapukał młody mężczyzna, a gdy kobieta otworzyła drzwi, grożąc jej pozbawieniem życia, zażądał pieniędzy. Gdy 69-latka przekazała mu tysiąc złotych, sprawca miał ją uderzyć i uciec w nieznanym kierunku.

Policjanci natychmiast rozpoczęli poszukiwania mężczyzny, który mógł napaść na mieszkankę Sochaczewa. W toku dalszych czynności okazało się, że sochaczewianka często zmieniała wersję zdarzenia. Nie potrafiła również wskazać banku, z którego pobrała pieniądze, chociaż uparcie twierdziła, że w dniu rozboju wypłaciła taką sumę. Gdy mundurowi dotarli do właściwego banku okazało się, że 69-latka nie wypłacała takiej kwoty. Kobieta przyznała się do wymyślenia rozboju. Nie potrafiła jednak wytłumaczyć motywów swojego działania.

Podobnie było w przypadku innego mieszkańca Sochaczewa. Ten po pijanemu przyszedł do banku wypłacić pieniądze, a wychodząc, powiedział kasjerce, że jest zakażony koronawirusem i uciekł z banku. Pracownicy wezwali policjantów i karetkę pogotowia. Policjanci zatrzymali mężczyznę w pobliżu banku.

Mężczyzna jednak zaprzeczył, że jest zakażony koronawirusem i prosił policjantów o przewiezienie do domu. Po chwili na miejscu pojawiła się również karetka pogotowia. Na jej widok 67-latek ponownie zmienił zdanie i stwierdził, że jednak jest zakażony koronawirusem. Specjalną karetką pogotowia został przewieziony do szpitala zakaźnego, gdzie wykluczono u niego chorobę. W trakcie pobytu w szpitalu był cały czas agresywny. Trafił do policyjnego aresztu.

Dlatego przypominamy wszystkim żartownisiom, którzy próbują wprowadzić służby w błąd poprzez składanie fałszywych zeznań lub wywołując fałszywe alarmy, że ustalenie prawdy jest tylko kwestią czasu. Natomiast konsekwencje, jakie nas czekają z tego powodu, są bardzo dotkliwe.

Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz