Miliony na bezpieczną zabawę

Fot. Jerzy Szostak

W ciągu ostatnich lat miejski samorząd wybudował na terenie Sochaczewa kilka nowych placów zabaw, a istniejące przeszły gruntowną przebudowę. Koszt tych inwestycji wyniósł ponad milion złotych. Teraz miasto postanowiło dokonać kolejnej ich modernizacji, aby stały się one jeszcze bardziej bezpieczne i atrakcyjne dla najmłodszych mieszkańców Sochaczewa. Tylko w tym roku na ten cel zostanie przeznaczonych kilkaset tysięcy złotych.

Praktycznie w każdej dzielnicy Sochaczewa istnieją już place zabaw dla dzieci. Wyjątkiem jest Rozlazłów, gdzie takiego obiektu jeszcze nie ma. Wynika to po prostu z faktu, że w tej dzielnicy miejski samorząd nie wybudował jeszcze placu zabaw. Nie oznacza to jednak, że go nie będzie. Wszystko zależy od determinacji mieszkańców, którzy wniosek o jego budowę mogą złożyć w ramach Sochaczewskiego Budżetu Obywatelskiego. A że takie działanie przynosi efekty, przykładem jest chociażby plac zabaw przy ulicy Kochanowskiego, który powstał właśnie dzięki wnioskowi złożonemu do SBO. Kolejnym przykładem na to, że jak się chce, to można, jest planowany na ten rok pierwszy etap przebudowy Ogródka Jordanowskiego przy Al. 600-lecia. Tu także część środków zarezerwowanych na tę inwestycję pochodzi z Budżetu Obywatelskiego, z budżetu miasta i z funduszy zewnętrznych.

Całkowita metamorfoza

Sam Ogródek w ciągu najbliższych kilku lat ma się zmienić w krainę przygód, a pierwszym etapem realizacji tego przedsięwzięcia ma być zamontowanie na nim urządzeń do integracji sensorycznej, czyli takich, z których bez problemu będą mogły korzystać m.in. dzieci niepełnosprawne.
Na tym jednak nie koniec, ponieważ miasto – pod wpływem wniosku do SBO dotyczącego budowy na terenie istniejących już placów zabaw ogrodów sensorycznych – postanowiło pójść za ciosem i nie tylko doposaży place zabaw w takie urządzenia, ale także całkowicie przebuduje największy sochaczewski plac zabaw. Jak będzie on wyglądał, dowiemy się jeszcze w tym roku. Urząd Miejski ogłosił właśnie przetarg na wykonanie dokumentacji technicznej rewitalizacji Ogródka Jordanowskiego przy Alei 600-lecia.
Jak wynika z warunków zamówienia, ten plac zabaw przejdzie całkowitą metamorfozę. Pojawią się nie tylko nowe urządzenia do zabawy. Ogródek zostanie podzielony na strefy wiekowe, w tym strefę dla karmiących mam. Wokół wszystkich urządzeń zostaną zamontowane maty bezpieczeństwa, wymianie ulegnie także mała architektura, jak i nawierzchnia alejek. Na placu pojawi się w końcu toaleta, z której bez problemu będą mogły korzystać dzieci z zaburzeniami ruchowymi. Zostanie ona wyposażona m.in. w automatyczne podajniki mydła, ciepłej wody i ciepłego powietrza. Znajdą się w niej również przewijaki. Natomiast w tym roku na Jordanku miasto planuje zamontować m.in.: urządzenie do wspinaczki, huśtawkę dla dzieci niepełnosprawnych, karuzelę integracyjną z możliwością korzystania przez dzieci niepełnosprawne oraz urządzenia do integracji sensorycznej.

Piaskownica czy toaleta

Rozbudowa sochaczewskich placów zabaw, to wynik zmiany podejścia do tego tematu przez władze miasta. A z tym było różnie i czasami ich budowa przypominała wojnę, którą toczyli mieszkańcy z Urzędem Miejskim.
Zaczęło się od inicjatywy mieszkańców osiedla przy ulicy Senatorskiej, którą wsparła redakcja „Expressu Sochaczewskiego”. Dotyczyła ona przekształcenia istniejącego przy Alei 600-lecia placu zabaw w Ogródek Jordanowski. Przypomnijmy, że istniejący wówczas w tym miejscu obiekt nie spełniał żadnych wymogów, a znajdujące się tam urządzenia zagrażały zdrowiu korzystających z nich dzieci. Jeżeli do tego dodamy brak ubikacji oraz okupowanie wieczorami placu przez grupki ludzi pijących alkohol, oraz pozostawiających po sobie pamiątki w postaci m.in. szkła, petów i fekaliów, to będziemy mieli obraz stanu, w jakim znajdował się Jordanek. Na porządku dziennym było, że mamy, które pierwsze pojawiały się na Ogródku, najpierw oczyszczały piaskownicę z szkła, petów i fekaliów, a dopiero potem pozwalały bawić się w niej dzieciom.
Władze miasta podchwyciły ten temat. Co prawda w budżecie nie było na ten cel środków, ale ówczesny zastępca burmistrza Krzysztof Brymora znalazł rozwiązanie problemu. Dzięki jego rozmowom przebudowy placu zabaw podjęła się firma Mars, nowy plac został udostępniony dzieciom w 2005 roku. Potem był i jest systematycznie doposażany.

Miłość do latarni

Sukces mieszkańców Senatorskiej podziałał na innych sochaczewian, którzy także zapragnęli, aby ich dzieci mogły się bawić w bezpiecznych warunkach. Ale spotkała ich przykra niespodzianka. Wszelkie wzmianki o potrzebie ich budowy były przyjmowane przez ówczesne władze miasta z irytacją. Przykładem jest historia modernizacji placu przy ulicy Grunwaldzkiej.
Zaczęło się od apelu naszej redakcji, w którym zwróciliśmy uwagę poprzedniemu burmistrzowi, że w Chodakowie też są dzieci i zapewne chciałyby mieć normalny plac zabaw. Tym bardziej, że ten istniejący przypominał wygon z połamanymi huśtawkami i betonową piaskownicą, o którą maluchy rozbijały sobie głowy.
Nasz apel został wyśmiany. Przy okazji zwrócono nam uwagę, że nie jest tak źle, gdyż przy Grunwaldzkiej jest piaskownica, a na takim Rozlazłowie jej nie ma. Ta odpowiedź z kolei spowodowała reakcję z naszej strony, w wyniku której doszło do wojny o plac zabaw. W końcu stanęło na naszym i plac powstał.
Ale radość nie trwała długo. Ówczesny burmistrz pozwał redaktora naczelnego „Expressu” do sądu. Poszło o słup, który podległe miastu służby ustawiły na środku boiska stanowiącego integralną część placu zabaw. Co skutkowało tym, że dzieci musiały bardzo uważać, aby w niego nie uderzyć. W akcie oskarżenia burmistrz stwierdził, że nic go ze słupem nie łączy. Sochaczewski sąd przyjął tę argumentację za pewnik. Stwierdzając, że przypisywanie słupowi jakichkolwiek zależności od burmistrza poniża tego ostatniego w oczach mieszkańców i utrudnia pełnienie sprawowanej przez niego funkcji. Dopiero w sądzie drugiej instancji udało się wyjaśnić, że nie chodziło nam o płomienną miłość pomiędzy burmistrzem a latarnią, ale o bezpieczeństwo dzieci. Burmistrz proces przegrał i przestał się interesować placem, który popadał w ruinę.

Wystarczyło chcieć

Sytuacja zmieniła się po dojściu do władzy nowej ekipy. Ta od razu zrobiła porządek z placem przy ulicy Grunwaldzkiej. Uporządkowano jego teren oraz zakupiono nowe urządzenia do zabawy.
Zmieniło się także podejście miejskich urzędników do budowy placów zabaw. Już nie wyśmiewano się z pomysłu ich powstawania, ale zaczęto je budować. Tak powstał m.in. plac zabaw na osiedlu przy ulicy Korczaka. To właśnie na nim Piotr Osiecki, burmistrz Sochaczewa, przetestował nie tylko ideę budowy placów zabaw w każdej dzielnicy, ale sposób ich zarządzania. A to polega na tym, że miasto buduje, a mieszkańcy biorą na siebie odpowiedzialność za stan urządzeń i porządek na placu. Tym samym mają nie dopuścić do jego zniszczenia. A tego najbardziej obawiano się w przypadku inwestycji na Korczaka, która nie należy do spokojnych. Okazało się, że mieszkańcy potrafią utrzymać na placu porządek, a próby dewastacji są likwidowane w zarodku i to w dość dotkliwy sposób.
Podobnie jest na osiedlu bloków socjalnych na Trojanowie, przy Alei 600-lecia, gdzie jeszcze niedawno do dyspozycji ponad setki maluchów była jedna piaskownica i jedna huśtawka. Obydwa urządzenia zostały zrobione przez mieszkańców osiedla.
Tymczasem wystarczył jeden artykuł w „Expressie Sochaczewskim” oraz krótka rozmowa z burmistrzem, aby plac, o którym marzyły pokolenia mieszkańców, został wybudowany. Ta zmiana podejścia skutkuje tym, że obecnie w każdej dzielnicy Sochaczewa istnieje plac zabaw, który jest następnie systematyczne doposażany i modernizowany.

Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz