Kochamy życie w brudzie

Fot. Jerzy Szostak

O panującym na terenie Sochaczewa brudzie, a szczególnie o śmieciach zalegających chodniki, pisaliśmy wielokrotnie. Mimo apeli oraz próśb, nic się w tej materii nie zmieniło. Śmieci jest coraz więcej. Zalegają one nie tylko na chodnikach, ale również w parkach. Jest ich tak dużo, że Zakład Gospodarki Komunalnej w Sochaczewie nie nadąża ich usuwać.

Każdego roku z miejskiego samorządu wydawane są setki tysięcy złotych na sprzątanie sochaczewskich ulic i placów. Koszty utrzymania miasta w czystości mogłyby być dużo mniejsze, gdyby wszyscy mieszkańcy zaczęli w końcu przestrzegać obowiązującego w Sochaczewie regulaminu czystości. Jednak, jak pokazuje życie, niektórzy mają z tym duży problem. Tylko w czerwcu z sochaczewskich ulic, chodników i parków Zakład Gospodarki Komunalnej w Sochaczewie wywiózł 27 ton odpadów. Ich utylizacja, czyli wywiezienie na składowisko kosztowało ZGK 37 908 złotych. Do tego należy doliczyć koszty związane z samym sprzątaniem, czyli robociznę, zużycie paliwa itd.

Wysypisko w parku

W rozmowie z nami Paweł Krasucki, dyrektor Zakładu Gospodarki Komunalnej w Sochaczewie, przyznaje, że zanieczyszczanie miasta przez niektórych mieszkańców stało się już problemem, którego nie należy bagatelizować.

W ostatnich miesiącach obserwujemy lawinowy wzrost odpadów, jakie mieszkańcy Sochaczewa pozostawiają na ulicach, w parkach czy w ulicznych koszach. W niektórych miejscach mamy do czynienia z prawdziwą katastrofą. Tak jest na przykład w parku im. Fryderyka Chopina przy ulicy Warszawskiej. Mimo że mamy tam ustawioną duża ilości koszy na śmieci, to odpady zamiast do nich, wyrzucane są na trawniki czy alejki. W niektórych miejscach w parku wokół ławek w ciągu dnia tworzą się wysypiska. Choć nasi pracownicy sprzątają park każdego dnia, to następnego sytuacja się powtarza. Istne błędne koło, walka z wiatrakami. My sprzątamy, starając się, aby park był czysty, a mieszkańcy brudzą – mówi Paweł Krasucki.

Ale nie tylko śmieci w parku przyprawiają załogę ZGK o ból głowy. Jak wynika z naszych informacji, każdego dnia pracownicy Zakładu zbierają z koszy ustawionych na miejskich ulicach ponad 7 metrów sześciennych odpadów. Bywają jednak dni, szczególnie po weekendzie, kiedy jest ich dwa razy więcej. Jednak nie tylko dni wolne przysparzają dodatkowej roboty i co za tym idzie kosztów, jakie ponosi zakład w związku ze sprzątaniem miasta.

Bo im się nie chce

Te dodatkowe tony śmieci i związanych z tym wydatki, to odpady wyrzucane do stojących na ulicach koszy przez właścicieli sklepów i firm, i mieszkańców. Na przykład tym ostatnim nie chce się idąc do np. sklepu, wyrzucić śmieci do śmietnika, bo za daleko lub nie po drodze. Zatem zamiast do pojemników wrzucają odpady do ulicznych koszy. Prawdopodobnie wychodzą z założenia, że skoro wnoszą opłatę śmieciową, to śmieci mogą wyrzucać, gdzie im się podoba. Nic bardziej mylnego, ponieważ śmieci wytwarzane w domu należy według prawa wyrzucać na śmietnik. W innym przypadku możemy dostać mandat. Obecnie jest to do 500 zł, ale od 10 października kara za zaśmiecanie przestrzeni publicznej będzie wynosiła nawet 5000 zł.

Kolejnym problemem są niektórzy sochaczewscy przedsiębiorcy, którzy notorycznie wyrzucają odpady do ulicznych koszy. Jak mówi Paweł Krasucki, ustalenie sprawców jest dość trudne. Jednak w wielu przypadkach to się udaje. Niektórzy z właścicieli sklepów w podrzucanych śmieciach pozostawiają wystawiane przez siebie paragony. Co z kolei pozwala na ukaranie sprawcy. Dlatego przypominamy, że według obowiązującego prawa, każda firma musi nie tylko posiadać pojemniki na zbieranie odpadów komunalnych, ale również mieć podpisaną umowę na ich wywóz.

Jednak sam pojemnik i umowa nie wystarczą. W przypadku kontroli przedsiębiorca musi również okazać faktury za wywóz nieczystości. Ich brak skutkuje mandatem.

Uważaj z napisami

Jednak nie tylko zalegające odpadki szpecą miejskie parki czy chodniki, części tych ostatnich powoli zaczyna porastać trawą i chwastami. Tak dzieje się nie tylko na obrzeżach Sochaczewa, ale również w jego centrum, na przykład na ulicy Staszica. Gdzie w niektórych miejscach trawa i chwasty zaczynają porastać chodnik.

I tu dochodzimy do kolejnego problemu. Otóż wbrew temu, co twierdzą mieszkańcy Sochaczewa, za usuwanie porastającego chodnik zielska nie odpowiada zarządca ulicy, np. ZGK czy Powiatowy Zarząd Dróg, któremu podlega m.in. ulica Staszica. Usuwanie zielska to obowiązek właścicieli posesji położonych przy danym chodniku. Mówi o tym art. 5 ust. 1 pkt 4 ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Zgodnie z którym, obowiązkiem właściciela nieruchomości jest utrzymanie czystości i porządku, m.in. przez uprzątnięcie błota, śniegu, lodu i innych zanieczyszczeń z chodników położonych wzdłuż nieruchomości, przy czym, jak zaznaczono: „za taki chodnik uznaje się wydzieloną część drogi publicznej służącą dla ruchu pieszego położoną bezpośrednio przy granicy nieruchomości”. Uchylanie się od tego obowiązku grozi grzywną do 1000 złotych, albo karą nagany.

I na koniec jeszcze jedna sprawa, tym razem ku przestrodze miłośników bazgrania farbą po ścianach. Jak poinformowano nas w Urzędzie Miejskim, w związku z udostępnieniem mieszkańcom nowego amfiteatru zaczął działać zamontowany na nim system kamer monitorujących. Ten obejmuje nie tylko sam teren amfiteatru, ale również wzgórze zamkowe oraz nadrzeczne bulwary. Tym samym osoby, które zastanawiają się, czy nie nanieść na dziewiczą ścianę amfiteatru tzw. napisu ćwiczebnego, powinny najpierw pomyśleć, zanim to zrobią. Urząd Miejski zamierza podobne działania karać z bezwzględną surowością. A to może kosztować sprawcę do kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz