Afera w Domu Pomocy Społecznej w Młodzieszynie

fot.pixabay

POCZEKAMY NA WYROK

Wbrew oczekiwaniom, Sąd Okręgowy nie wydał wyroku w kolejnej sprawie dotyczącej afery, do jakiej doszło w Domu Pomocy Społecznej w Młodzieszynie. Sąd zdecydował się na zawieszenie wydania wyroku do czasu przesłuchania dodatkowych świadków, których zeznania powinny rozwiać wątpliwości oraz sprzeczności, jakie pojawiły się w trakcie trwającego od dwóch lat procesu.

To miał być finał afery w Domu Pomocy Społecznej w Młodzieszynie, która wybuchła 21 stycznia 2014 roku. Wtedy to funkcjonariusze Komendy Wojewódzkiej w Radomiu oraz policjanci z KPP w Sochaczewie weszli do mieszkań kilku pracowników placówki. Wszystkim im postawiono zarzuty dotyczące działalności na szkodę DPS, jej podopiecznych, jak i pracowników. Do tej pory zapadło już kilka wyroków w tej sprawie, a 28 czerwca miały zostać wydane kolejne. Tym razem w trwającym prawie dwa lata procesie, w którym na ławie oskarżonych zasiadło dziewięć osób.

Setki świadków

Jak już informowaliśmy, prokuratura zawnioskowała dla wszystkich oskarżonych o solidarne naprawienie szkody, o łącznej kwocie w wysokości prawie miliona złotych. Chodzi o zwrot środków bezprawnie pobieranych z budżetu DPS, które następnie zostały wydatkowane, jak twierdzi prokuratura, na zakup mebli, ubrań, sprzętu AGD i RTV, czy żywności, które to przedmioty nigdy nie trafiły do dyspozycji pensjonariuszy.

Tylko była dyrektorka DPS jest oskarżona o ponad 150 przestępstw na szkodę kierowanej przez siebie palcówki oraz ponad 60 na szkodę Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, czyli placówki, która teoretycznie powinna nadzorować DPS.

Materiał dowodowy zgromadzony przez prokuraturę był ogromny. Przekazane do sądu akta z trwającego pięć lat śledztwa zajęły 100 tomów. W procesie przesłuchanych zostało prawie 400 świadków. Natomiast akt oskarżenia liczył blisko 1100 stron i dotyczył także nieprawidłowości przy rozliczaniu delegacji służbowych, nieprawidłowości przy wdrażaniu programów finansowanych z funduszy unijnych, zatrudniania ludzi „na słupa”, przywłaszczania środków przeznaczonych na imprezy kulturalne dla pensjonariuszy DPS itd.

Dodatkowe przesłuchanie

Według prokuratury, wszystkim oskarżonym została udowodniona wina, dlatego zażądała dla nich kary bezwzględnego pozbawienia wolności. Dla Barbary B. – 3 lata 6 miesięcy łącznie plus zakaz sprawowania funkcji kierowniczych w placówkach opiekuńczo–wychowawczych na 6 lat. Dla Elżbiety G. – 4 lata łącznie plus zakaz sprawowania funkcji kierowniczych i księgowej w placówkach opiekuńczo–wychowawczych na 6 lat. Dla Justyny N.– S. – 5 lat łącznie plus zakaz sprawowania funkcji kierowniczych w placówkach opiekuńczo–wychowawczych i związanych z nauczaniem małoletnich na 10 lat. Dla Barbary P. – 3 lata łącznie + zakaz sprawowania funkcji księgowej i kasjerki w placówkach opiekuńczo–wychowawczych na 5 lat. Dla Elżbiety R. – 3 lata łącznie plus zakaz sprawowania funkcji kierowniczych w placówkach opiekuńczo–wychowawczych na 6 lat. Dla Mirosława S. – 1 rok 6 miesięcy łącznie. Natomiast dla Janusza C. – 2 lata 8 miesięcy plus zakaz sprawowania funkcji kierowniczych w samorządzie terytorialnym na 8 lat.

Okazało się jednak, że w sprawie jest tyle niewiadomych i sprzecznych ze sobą zeznań i faktów, że podczas posiedzenia, jakie obyło się 28 czerwca, sąd nie zdecydował się na wydanie wyroków do czasu przesłuchania dodatkowych świadków. Nie oznacza to, że proces rozpocznie się od nowa, a jedynie, że sąd ma wątpliwości i nie chce bez ich rozwiania wydawać wyroku.

Wyjaśnianie wątpliwości

Podobno z decyzjami sądu się nie dyskutuje. Jednak w tym przypadku sąd podjął jedyną słuszną decyzję. Wynika ona po prostu z samego aktu oskarżenia, a ten w przypadku niektórych oskarżonych był sporządzony nie na podstawie posiadanych przez prokuraturę dokumentów, ale na podstawie zeznań złożonych głównie przez Justynę N.-S., jedną z głównych oskarżonych w procesie afery w DPS.

Chodzi m.in. o zarzuty w stosunku do Janusza C., które oparto właśnie na zeznaniach Justyny N.-S. Otóż podczas procesu przesłuchiwani świadkowie zeznawali na jego korzyść, twierdząc, że nie wiedzą nic na temat rzekomych przestępstw – jakich według prokuratury miał się dopuścić Janusz C. Mało tego, część świadków stwierdziła przed sądem, że zarzuty przeciwko niemu to zemsta polityczna i próba zdyskredytowania go w oczach opinii publicznej.

Według mnie Janusz C. został do tej sprawy przyszyty, ponieważ komuś na tym zależało. Wykorzystano do tego Justynę N.-S., która robi wszystko, aby uniknąć więzienia i dlatego pójdzie na każdą propozycję, licząc na łagodniejszy wyrok. Co ciekawe, jeszcze trzy lata temu twierdziła, że Janusz C. nie ma nic wspólnego z aferą w DPS, przekonywała nawet, a co jest w jej zeznaniach złożonych przed sądem w innych procesach, że wszelkie próby powiązania go z sytuacją, jaka miała miejsce w Młodzieszynie, to naginanie prawa w celach politycznych. Co ciekawe on sam już wygrał jeden proces, a obecne władze starostwa musiały mu wypłacić odszkodowanie za bezprawne zwolnienie z pracy. Według mnie spora część aktu oskarżenia, zarówno przeciwko niemu, jak i innym oskarżonych, była sporządzona na zasadzie pani powiedziała pewnej pani – twierdzi jeden ze świadków zeznających w procesie. I wygląda na to, że te i podobne wątpliwości w akcie oskarżenia wpłynęły na decyzję sądu, który zdecydował się przed wydaniem wyroku przesłuchać kolejnych świadków.

Dodajmy, że w aferze DPS m.in. zapadł już wyrok w sprawie dotyczącej nieprawidłowości przy wypłacaniu premii i nagród. Sąd skazał w nim Justynę N.-S., byłą dyrektor, księgową oraz kasjerki DPS w Młodzieszynie na kary pozbawienia wolności oraz zobowiązał do solidarnego naprawienia wyrządzonej szkody w kwocie około 300 000 zł.

Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz