Bazgroły szpecą Sochaczew

fot. Jerzy Szostak

Praktycznie nie ma dnia, aby na terenie Sochaczewa nie dochodziło do aktów wandalizmu. Niszczone jest praktycznie wszystko – od ławek, poprzez kwietniki, na przystankach autobusowych kończąc. Jednak mieszkańców najbardziej denerwują napisy pozostawiane przez wandali na elewacjach budynków.

Praktycznie nie ma w Sochaczewie budynku, który nie byłby lub nie jest upstrzony bazgrołami. Plaga pseudograffiti przybrała już takie rozmiary, że możemy mówić o klęsce. Napisy, w większości wulgarne, pojawiają się nie tylko na elewacjach budynków, ale również na ich dachach, na cmentarzach oraz na pomnikach. Tak się stało na przykład w przypadku pomnika Fryderyka Chopina, znajdującego się w parku przy ulicy Warszawskiej. Teraz usunięcie napisu może kosztować miasto nawet kilka tysięcy złotych.

Zniszczyć co nowe

Jak powiedział nam Paweł Krasucki – dyrektor Zakładu Gospodarki Komunalnej w Sochaczewie, liczba aktów wandalizmu związanych z umieszczaniem bohomazów na ścianach budynków użyteczności publicznej przybrała już formę patologii. Faktem jest, że napisy są usuwane, ale pociąga to za sobą angażowanie środków i pracowników, którzy w tym czasie mogliby wykonać inne zadania, związane chociażby z upiększaniem miasta.

Dyrektor zwraca również uwagę, że rzeczywistość jest taka, iż praktycznie każda miejska inwestycja mająca na celu upiększenie miasta, po jej zakończeniu wymaga natychmiastowego remontu, bo jest systematycznie niszczona przez wandali. Przykładem może być dewastacja przebudowanego kosztem kilku milionów złotych parku Garbolewskiego. Kilka miesięcy po jego otwarciu nieznani sprawcy pomazali sprayem kosze na śmieci, podajniki „psich pakietów” oraz ogrodzenie z przezroczystych płyt oddzielające znajdujący się w parku Garbolewskiego staw od ulicy Piłsudskiego.

Przejaw zdziczenia

Amatorzy napisów pozostawiają po sobie także pamiątki na murach najcenniejszego sochaczewskiego zabytku, jakim jest zamek książąt mazowieckich. Tam co prawda nie dochodzi do totalnego malowania murów, ale nagminne jest pozostawianie napisów „Tu byłem” czy „Karina kocha Sebę”.

Najbardziej bulwersujące są jednak sytuacje, gdy wandale – nie mający szacunku dla zmarłych – dopuszczają się dewastacji ogrodzeń cmentarzy lub znajdujących się na nich grobów. Tak dzieje się m.in. za murem cmentarnym przy ulicy Moniuszki. Natomiast całkowitym barbarzyństwem jest dewastacja samych cmentarzy. A tak było w przypadku jednego z najstarszych cmentarzy żydowskich w Polsce, jakim jest sochaczewski kirkut. Już dwukrotnie nieznani sprawcy umieszczali na niej wulgarne napisy w języku angielskim: „Holocaust never happened”, „Islamic state was here”, „Islam will dominate” czy „F…k Jews”. Pojawiły się one m.in. na ohelu cadyków Bornsteinów oraz ścianie pamięci poświęconej sochaczewskim Żydom zamordowanym przez Niemców podczas II Wojny Światowej.

Idiotów nie sieją

Jednak prawdziwą plagą są napisy umieszczane na elewacjach przez kibiców klubów piłkarskich. Są w Sochaczewie osiedla, gdzie praktycznie każdy budynek upstrzony jest gryzmołami chwalącymi jedną lub drugą drużynę. Do tego dochodzą napisy zwalczające poszczególne kluby, a większość z nich ma wulgarną formę.

Jak powiedzieli nam fani zwalczających się klubów, za napisy odpowiada garstka osób. Może pięciu, sześciu kibiców. To oni, aby pognębić przeciwnika, umieszczają na przykład skrót wrogiego klubu na elewacji odnowionego budynku, aby jego mieszkańcy zapałali nienawiścią do danej drużyny.

Tak prawdopodobnie było w przypadku napisu na pomniku Chopina. – Łatwo zgadnąć, że pisze to ta sama osoba, chociażby po kształcie liter. W jednym miejscu położy w ten sam sposób litery chwalące dany klub, a w innym będzie wieszał na nim psy – powiedział nam jeden z naszych rozmówców. Według niego, wysypu napisów klubowych można spodziewać się zawsze, gdy któraś z drużyn osiągnie sukces.

Wtedy możemy być pewni, że jej fani ruszą ze sprajem. Tak było i ostatnio, gdy Legia zapewniła sobie pierwsze miejsce w ekstraklasie. Jeszcze tego samego wieczora kilku jej kibiców poszło w miasto z farbą – dodaje nasz rozmówca. Efektem tych działań było zniszczenie elewacji kilkunastu budynków. Teraz ich właściciele będą musieli wydać dziesiątki tysięcy złotych na ponowne malowanie ścian.

Nie będą bezkarni

Wygląda jednak na to, że tym razem sprawcom wandalizmu się nie upiecze.

– Od jakiegoś czasu obserwujemy zwiększoną aktywność młodych osób w umieszczaniu napisów, często obraźliwych, na murach i elewacjach  oraz innych miejscach na terenie Sochaczewa. Wiemy, że sprawcami są osoby młode, które są ściśle powiązane ze środowiskiem kibicowskim dwóch drużyn piłkarskich. Napisy pojawiały się na „wrogim” terenie, choć zdarzały się przypadki, że wandale umieszczając napis, chcieli zamanifestować swoje uwielbienie dla swojej drużyny i w ten sposób negatywnie wpływali na wygląd osiedla, na którym sami mieszkają – powiedziała nam Agnieszka Dzik, rzecznik sochaczewskiej policji. Jak dodała trzech mężczyzn odpowiedziało za wykroczenia, natomiast jeden z nich usłyszał zarzuty z kodeksu karnego. Za popełnione przestępstwo grozi mu 5 lat pozbawienia wolności.

– Cały czas trwają czynności zmierzające do ustalenia czy mężczyźni mają na sumieniu inne akty wandalizmu, które pojawiły się na budynkach, a także do zatrzymania kolejnych sprawców przestępstw i wykroczeń – dodała Agnieszka Dzik.

Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz