Uznany zmarłym za życia.

Najgorszemu wrogowi nikt nie życzy tego, aby być uznanym za życia zmarłym. Taki przypadek spotkał Dominika, młodego mieszkańca Łowicza, któremu Szpital Powiatowy w Sochaczewie wręczył wypis z aktem zgonu. Po tym 22-letni mężczyzna załamał się kompletnie. Teraz, po blisko 4 latach, nikt z urzędników się tym nie przejmuje, a rodzice chłopaka są zdruzgotani sytuacją, bo depresja ich syna się pogłębia.

– ­ Nie wiemy, gdzie szukać ratunku dla naszego syna. Nikt się tym nie przejmuje. Byliśmy niemal wszędzie, prosząc, aby oficjalnie naprawiono tę omyłkę. Nikt nie chce się tą sprawą zająć, a syn zaczyna popadać w coraz gorszy stan. Zaczyna się bać ludzi i wszystkiego. Argumentuje, że skoro według dokumentów nie żyje, to przecież go nie ma. To młody człowiek, który powinien cieszyć się życiem, chodzić na randki, spotykać ze znajomymi, być szczęśliwy. A on zamknął się przed całym światem i wszystkiego teraz boi – mówi Anna Kamińska, matka Dominika.

Mały problem urósł do giganta

Wszystko zaczęło się przed czterema laty. Dominik Kamiński był młody, obrotny, pełen pomysłów. Prowadził z sukcesem lokal gastronomiczny. Był szczęśliwy, bo wszystko szło po jego myśli. Całe życie układało się zgodnie z planami. Myślał o zaręczynach, o założeniu rodziny.

Jednak pewnego dnia zaczął mieć problemy zdrowotne. Czuł się źle, stracił apetyt i zaczął drastycznie chudnąć. Chłopak zaczął podejrzewać, że być może któraś z osób mu nieprzychylnych próbowała go podtruć, gdyż zwykle po jedzeniu czuł się gorzej. Za namową rodziców udał się do lekarza, prosząc o skierowanie na oddział szpitalny, celem zbadania, czy nie ma w organizmie jakichś toksycznych środków. Lekarze skierowali go na oddział psychiatryczny w Szpitalu Powiatowym w Sochaczewie. Tam jednak, jak wspomina matka Dominika, nie podjęto żadnych badań, a zaczęto stosować silne medykamenty. Chłopak nie wytrzymał i uciekł ze szpitala, tak jak stał – w koszulce, szortach i kapciach.

­– Był listopad, a on w takich ciuchach pojawił się w domu. Potem pojechał z ojcem do szpitala po dokumentację. Już w trakcie wypisu zauważyli, że błędnie wpisano jego nazwisko. Zamiast Kamiński było Kozłowski. Na części dokumentów jest poprawione, ale na innych nie. Kiedy wracali do Łowicza, Dominik zauważył, że we wypisie z błędnym nazwiskiem, ale z jego PESEL-em i danymi kontaktowymi, jest zaznaczona data i godzina zgonu. To go zszokowało – dodaje matka Dominika.

­– Potem jeździłem kilkakrotnie z synem do szpitala, prosząc, aby poprawili dokumentację i zwrócili godność memu synowi, bo oni traktowali go jak ćpuna. Wmawiali mu narkomanię i chorobę umysłową. Jedna z lekarek była wręcz na tyle niedelikatna, że stwierdziła, żeby się cieszył, że żyje i nikomu nie zawracał głowy. To go załamało. Zaczął podejrzewać, że planowano go uśmiercić i pobrać jego narządy na przeszczepy. My w to nie wierzyliśmy, ale syn był przerażony. Zaczął się bać szpitali – dodaje Henryk Kamiński, ojciec obecnie 26-latka.

Nie ma winnych

Od tego momentu zaczęła się gehenna rodziny. Dominik załamał się kompletnie. Jego firma upadła. Zaczęły się długi, problemy z fiskusem i urzędem skarbowym. Chłopak bał się nawet nocować w domu. Przez dwa lata, dzień w dzień siedział w samochodzie. W końcu rodzice zdecydowali się zmienić miejsce zamieszkania i udało się uspokoić sytuację o tyle, że Dominik zamieszkał w domu. Jednak popadał w depresję.

­– Ciągle nam mówił, że oficjalnie nie żyje, że co by nie zrobił, to przecież nie ma znaczenia. Okazało się, że świadomość posiadania aktu zgonu, swojego zgonu, kompletnie rozbiła jego psychikę. Nie wiem, jak by ktoś inny na jego miejscu zareagował. On poczuł się, że jest zbędny dla świata i nikt go nie chce. Tym bardziej, że wszyscy, poza nami, od niego się odwrócili. To go załamało. Próby rozwiązania sytuacji na drodze administracyjnej i prawnej nic nie dały – ­ mówi Anna Kamińska.

Szpital Powiatowy w Sochaczewie uznał, że przecież nic się nie stało. Obecnie nie ma nawet jak wyprostować tej sprawy, bo oddział psychiatryczny został zlikwidowany i nie ma już pracowników tego oddziału. Rodzice 26-latka zgłosili sprawę policji. Jak twierdzą, mundurowi byli zszokowani tą sytuacją. Sprawa trafiła do prokuratury. Jednak tam ją odrzucono. Prokuratura nie dopatrzyła w tym znamion przestępstwa.

­– Nikt nie chciał nawet przeprosić naszego syna i poprawić tej dokumentacji. Co istotne, data śmierci wystawiona jest na dwóch dokumentach wypisowych ze szpitala. Lekarze nabrali wody w usta. Wielu uważa ten problem za banalny, lecz nie my. Być może nasz syn zbyt bardzo przeżywa całą sytuację. Jednak został skrzywdzony. Na siłę robi się z niego psychopatę i narkomana, a on nawet nie pali papierosów i nie pije alkoholu. Nie wiemy, co robić. Teraz syn jest w szpitalu w Łodzi. Nie widzimy poprawy. Służba zdrowia wypina się na ten problem, którego jest po części sprawcą i autorem. Nikt nie chce się oficjalnie zająć tą sprawą i naprawieniem szkód, jakie wyrządzono chłopakowi ­– stwierdza­ pan Henryk.

Bogumiła Nowak

 Imiona i nazwiska zostały zmienione

fot.pixabay

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz