Szkoła czy prywatny folwark?.

????????????????????????????????????

O tym, że w Szkole Podstawowej nr 7 w Sochaczewie panuje nienajlepsza atmosfera, pisaliśmy już kilka lat temu. Wydawać by się mogło, że po naszych publikacjach oraz interwencji władz miasta skonfliktowane strony dojdą do porozumienia. Okazuje się jednak, że nic takiego się nie stało. Wprost przeciwnie, konflikt pomiędzy częścią nauczycieli i wspierających ich rodziców, a dyrekcją szkoły, wkroczył już w taki etap, że bez radykalnych decyzji nie da się go rozwiązać.

To, co dzieje się obecnie w Siódemce, to nepotyzm w czystej postaci. Dyrektor szkoły nie liczy się nie tylko ze zdaniem części nauczycieli, ale także z rodzicami, szczególnie z ich przedstawicielami zasiadającymi w Radzie Rodziców. Można odnieść wrażenie, że ze szkoły zrobiono prywatny folwark dyrektora – powiedziała nam jedna z mieszkanek Chodakowa, która w sprawie sytuacji, jaka panuje w Szkole Podstawowej nr 7, zadzwoniła do naszej redakcji. I nie jest ona osamotniona w tej ocenie.

 Apogeum niedorzeczności

W szkole prowadzonej przez Zbigniewa Pakułę musi dziać się naprawdę źle, skoro przedstawiciele Rady Rodziców zdecydowali się na poproszenie Mazowieckiego  Kuratora Oświaty o przeprowadzenie kontroli. Jest to pierwszy tego typu przypadek w najnowszej historii miejskiej oświaty. I tym bardziej godny odnotowania, że w innych szkołach podległych miastu, dyrekcje oraz rodzice bez żadnych konfliktów potrafią współpracować na rzecz szkolnej społeczności.

Jednak w chodakowskiej podstawówce okazuje się to niemożliwe. W piśmie skierowanym do kuratorium rodzice stwierdzają, że są bardzo zaniepokojeni sytuacjami, które od dawna mają tam miejsce. Jak piszą: „W minionym roku szkolnym osiągnęły one apogeum niedorzeczności i są zaprzeczeniem wszelkich zasad etyki oraz być może stanowią o naruszeniu przepisów prawa oświatowego. Skala problemów, z którymi się zmagamy wciąż rośnie, jednak kluczowymi są te, które w bezpośredni sposób odbijają się na naszych dzieciach. Obserwowany jest mechanizm, w którym priorytetem przestaje być dobro ucznia i troska o jego należytą edukację – w tym w zakresie kształtowania postaw społecznych, zasad etyki i wpajania równości wobec obowiązujących norm”. W kształtowaniu tych podstaw nie sprzyja podział wśród grona pedagogicznego, który jak podkreślono: „już dawno wykroczył poza dopuszczalne granice wzajemnej sympatii lub jej braku i przeniósł się na poziom zagrażający nie tylko jakości nauczania. Ale również poczuciu bezpieczeństwa dzieci”.

Jak zwracają uwagę, chodzi o ignorowanie przez dyrekcję sygnałów o rosnącej przemocy fizycznej i psychicznej wśród dzieci i młodzieży. Do tego dochodzi – jak wynika z pisma – brak pomocy uczniom, którzy borykają się z trudnościami w przyswajaniu przekazywanej im wiedzy. Jakby tego było mało, brak jest klarowności i uczciwości w ocenianiu dzieci – co według rodziców: „zdaje się odbywać w oparciu o kryteria, które są dalece krzywdzące dla dzieci, zaś dla rodziców – są jawnym nadużyciem”. Jako przykład podają m.in. historię ucznia, syna jednej z nauczycielek popierającą dyrektora. Okazało się, że ukończył klasę piątą jako stypendysta z wzorowym zachowaniem. Tymczasem: „nigdy nie należał on do grona uczniów z najlepszymi ocenami, jak również jego zachowanie nigdy nie było wzorowe”. Po interwencji rodziców dyrektor poinformował Radę, że wspomniany uczeń nie jest już stypendystą, a świadectwo zostało wydrukowane omyłkowo.

Urzędnicze rady

W piśmie poruszono i inne sprawy związane ze złym – jak twierdzą rodzice – funkcjonowaniem szkoły. A ich przykłady zajmują pięć stron. Co na to kuratorium?

W przesłanej do rodziców odpowiedzi stwierdza, że nie ma podstaw do przeprowadzenia kontroli. W piśmie podpisanym przez Krystynę Muchę, dyrektora Wydziału Kształcenia Ogólnego Mazowieckiego Kuratorium Oświaty, informuje, że przeprowadzono rozmowę wyjaśniającą z dyrektorem. Podczas niej zobowiązano go do: „wdrożenia działań podwyższających jakość pracy szkoły w obszarach, które Państwo wskazali w swoim piśmie”. Jednocześnie Krystyna Mucha zwróciła rodzicom uwagę, iż: „Rada Rodziców posiada określone kompetencje, które umożliwiają działania w szeroko pojętym interesie dziecka. Wobec tego zachęcam Państwa do aktywnego włączenia się w proces doskonalenia relacji z kadrą szkoły, aby klimat szkoły jak najlepiej służył jej społeczności”.

Brzmi to pięknie. Z tym, że zastosowanie wskazań pracownicy kuratorium wydaje się niemożliwe w szkole prowadzonej przez Zbigniewa Pakułę. Zwracają na to uwagę rodzice, z którymi rozmawialiśmy. Okazuje się, że Pakuła prowadził pierwsze w tym roku szkolnym zebrania Rady, nie będąc jej członkiem. Jakby tego było mało, ingerował w jej struktury, skład, zakres funkcjonowania, co do tej pory nie miało miejsca. Działo się tak na pierwszym zebraniu Rady Rodziców, które zostało zwołane dopiero 7 października, choć powinno odbyć się do końca września.

Taki klimat

Jak wynika z naszych informacji, przed pierwszym zebraniem Rady Rodziców, członkowie ustępującej rady dzwonili do dyrektora i wysyłali maile z prośbą, aby na zebranie przyniósł program wychowawczo – profilaktyczny oraz plan finansowy, które to dokumenty rada rodziców powinna zaopiniować. W myśl doskonalenia relacji zalecanych przez kuratorium, Dyrektor telefonów nie odbierał i na maile nie odpisywał. Niemałe było zdziwienie rodziców, gdy Pakuła pojawił się na zebraniu i oznajmił, że to on będzie je prowadził.

Potem były jeszcze lepiej. Dyrektor miał przygotowane formularze wyborcze z nazwiskami wszystkich osób, które zostały jakoby wybrane na przedstawicieli rad oddziałowych, choć nie wszyscy wybrani byli obecni na owych zebraniach. Głosowanie na prezydium przebiegało w sposób tajny i nikt nie przedstawiał swojej kandydatury. Każdy z obecnych miał zaznaczyć siedem osób z listy, a po głosowaniu siedem osób z największą liczbą głosów zostało wybranych do prezydium rady rodziców, czy tego chcieli czy nie. Nie jest to zgodne z regulaminem Rady Rodziców i do tej pory nie było praktykowane. Udział w radzie – jak podkreślają rodzice – zawsze był dobrowolny. Jakby tego było mało, z zebrania, które się odbyło, nie ma nawet protokołu, ponieważ nikt go nie napisał, gdyż dyrektor zapomniał wyznaczyć, kto powinien to zrobić.

Ale na tym się nie skończyło. Prezydium rady zostało zaproszone 15 października na spotkanie z dyrektorem w celu wyboru między sobą funkcji pełnionych w radzie rodziców (przewodniczący, zastępca, sekretarz, skarbnik itp.) oraz omówienia współpracy z dyrekcją.

Na pytanie o plan wychowawczo–profilaktyczny dyrektor miał odpowiedzieć: „Plan został napisany przez radę pedagogiczną w ubiegłym roku, bez udziału rady rodziców i będzie obowiązywał również w tym roku, a ewaluację planu poprzez ankiety dla uczniów przeprowadzimy pod koniec października, ponieważ jest robiona raz na dwa lata”. Na temat planu finansowego rodzice nie usłyszeli nawet słowa.

Dodajmy, że podczas spotkania poprzedni skarbnik nie mógł przedstawić rozliczenia za ubiegły rok, ani też przekazać dokumentów i środków, ponieważ nie został wybrany nowy skarbnik.

W całym demokratycznym świecie wiadomo, że nie ma dobrej oświaty bez współpracy z rodzicami, która jest uregulowana w prawie oświatowym. W naszej szkole demokracja jednak została zastąpiona dyktaturą – mówią nasi rozmówcy.

Jerzy Szostak

  1. Mamy nadzieję, że po naszym artykule dyrektor SP nr 7 ustosunkuje się na łamach Expressu Sochaczewskiego do stawianych mu przez rodziców uczniów zarzutów.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz