Suchą stopą po Granicznej.

Mamy dobrą wiadomość dla mieszkańców ulicy Granicznej. Jak wynika z naszych informacji, miasto przymierza się do jej przebudowy na odcinku od ulicy Jagiellońskiej do skrzyżowania z ulicą Podgórną.

Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to już niedługo mieszkańcy ulicy Granicznej nie będą musieli brnąć przez błoto, aby dotrzeć do swoich domów. A wszystko za sprawą miejskiego samorządu, który przymierza się do drugiego etapu przebudowy tej ulicy w ramach prowadzonej od lat akcji „Drogi zamiast błota”.

Koniec błota

Przypomnijmy, że pierwszy etap przebudowy Granicznej wykonano w 2017 roku. Prace objęły wówczas odcinek o długości 670 metrów, od ulicy Młynarskiej do Jagiellońskiej. W ramach prowadzonej inwestycji wybudowano kanalizację deszczową o długości 190 metrów od strony Młynarskiej. Dzięki temu zlikwidowano w końcu tworzącą się w tym miejscu po każdym deszczu olbrzymią kałużę. Położono także nakładkę asfaltową, a jezdnia po przebudowie ma teraz 5,5 metra szerokości. Dodajmy, że na pierwszy etap przebudowy miasto przeznaczyło 459 101 zł.

Co prawda miejski samorząd planował kontynuowanie prac, ale ze względu na brak funduszy na realizację tej inwestycji w kasie miasta oraz nieuregulowane wówczas sprawy własnościowe, wykup 127 mkw. prywatnych gruntów został przesunięty.

Teraz miasto zdecydowało się do tego powrócić. I wszystko wskazuje, że inwestycja rozpocznie się w przyszłym roku. Jednak, czy tak się stanie, to w dużej mierze zależy od radnych. A konkretnie od ich decyzji o wysokość środków, jakie miasto przeznaczy na realizację przyszłorocznej edycji akcji „Drogi zamiast błota”. Gdyby środki były wystarczające, to ulica zostanie wyremontowana na całym swoim odcinku, a jeżeli nie, to układanie nakładki asfaltowej odbywałoby się etapami. Jedno jest jednak pewne, asfalt prędzej czy później i tak pojawi się na Granicznej.

Za i przeciw

Przy okazji warto wspomnieć o jeszcze jednej ważnej sprawie związanej z przebudową i utwardzaniem miejskich ulic. A ta dotyczy własności gruntów, przez które przebiegają ulice. Część z nich to tereny prywatne. Co z kolei powoduje, że na takich drogach nie można położyć nawierzchni asfaltowej. Wynika to z przepisów prawa, które zabraniają samorządom inwestowania na gruntach niebędących jego własnością. Dlatego miasto musi przed przebudową takiej ulicy wykupić prywatne grunty.

Należy także dodać, że przekazywanie miejskiemu samorządowi gruntów musi się odbywać zgodnie z przepisami, a nie na zasadzie „weźcie sobie i róbcie. Ponieważ po kilku latach ich właściciel może powiedzieć, że nic takiego nie mówił i zażąda od miasta olbrzymiego odszkodowania za bezprawne zajęcie gruntów. A takie sytuacje miały już miejsce w Sochaczewie.

Przeważnie miejski samorząd musi – aby przebudować ulicę – wykupić od kilkudziesięciu do kilkuset metrów kwadratowych powierzchni. Co dla budżetu miasta nie stanowi żadnego problemu. Ten pojawia się natomiast, gdy nie można tego zrobić. Jednak najbardziej jaskrawym przykładem problemów z nabywaniem przez miasto gruntów pod poszerzenie dróg jest rejon pomiędzy ulicą Wyszogrodzką a byłymi zakładami chemicznymi w Chodakowie. Otóż na prośbę mieszkańców Bogumił Czubacki poprzedni burmistrz Sochaczewa, nie tylko zniósł wprowadzony tam przez komunistów zakaz budowy w tym miejscu budynków, ale przystąpił również do sporządzania planu przestrzennego zagospodarowania tego terenu. Przewidywał on m.in. poszerzenie istniejących tam ulic, które są tak wąskie, że trudno nimi przejechać. Mieszkańcy początkowo przyjęli z entuzjazmem pomysł Czubackiego. Jednak potem, gdy dotarło do nich, że będą musieli sprzedać pod drogi część swoich działek, wycofali się z poparcia planów burmistrza i nie wyrazili na to zgody.

Jerzy Szostak

Fot. Mirosław Adamkiewicz

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz