Stawka za śmieci pójdzie w górę

Fot.: Jerzy Szostak

Za nami wyjątkowy rok, nie tylko ze względu na pandemię, ale też gwałtowny wzrost ilości śmieci produkowanych w gospodarstwach domowych. Programy wsparcia rodzin, niskie bezrobocie, systematycznie rosnąca płaca minimalna – napędzają konsumpcję, a każdy zakup ostatecznie wiąże się z wytworzeniem odpadów. Tych z kolei przybywa, co w konsekwencji przełoży się na wzrost wysokości opłaty śmieciowej, która zacznie obwiązywać od lipca.

Jak wynika z danych Urzędu Miejskiego w Sochaczewie, między 2019 a 2020 rokiem ilość odpadów wytwarzanych w naszych domach wzrosła o ponad 30 procent, co dla samorządu miasta oznacza rachunek wyższy o 2,5 mln złotych.

Z kolei inne dane mówią o tym, że od 2014 roku z systemu śmieciowego wyszło 1,5-2 tysiące osób, które nadal mieszkają w Sochaczewie, wytwarzają odpady, ale wiążące się z tym koszty przerzucają na sąsiadów, solidnie rozliczających się ze swoich zobowiązań.

Samorząd nie ma żadnego wpływu na ilość śmieci, podobnie jak na postawę osób „uciekających” z systemu, ale te dwa czynniki najpewniej sprawią, że wkrótce opłaty za śmieci wzrosną.

Wyższa opłata

W I kwartale minionego roku z terenu miasta zabrano 1900 ton śmieci, a w IV już ponad 3100 ton, czyli o ponad 60 procent więcej. Kolejnym ciosem była zmiana przepisów zobowiązująca samorządy do rozliczania się z firmami śmieciowymi powykonawczo, czyli za każdą odebraną tonę. W praktyce oznaczało to, że comiesięczne rachunki wystawiane miastu przez firmę Partner wzrosły z 630 tysięcy do nawet 1,1 miliona.

W 2019 roku do koszy i worków trafiło łącznie 7,9 tysięcy ton odpadów, a w 2020 aż 10,5 tysięcy ton. To bardzo duży skok, aż o jedną trzecią, który prędzej czy później musi przełożyć się na opłatę wnoszoną przez mieszkańców – mówi Dariusz Dobrowolski, zastępca burmistrza. Dodając, że w 2018 roku wydatki samorządu miejskiego na gospodarkę odpadami sięgnęły 5,3 mln, rok później 6,75 mln, a w 2020 skoczyły do 9,26 mln. Przyglądając się tym danym, nawet największy optymista stwierdzi, że 23 zł od mieszkańca nie uda się utrzymać.

Te dane – o czym już informowaliśmy – wskazują na to, że przy obecnych stawkach system nie bilansuje się i trzeba do niego dokładać. By zrównać wpływy z kosztami, w listopadzie ubiegłego roku Rada Miejska dołożyła do niego 680 tys. zł. Bez tej dopłaty już jesienią ubiegłego roku przeciętny Kowalski powinien płacić ok. 28-29 złotych.

Z tymi samymi problemami co miasto mierzą się gminy powiatu sochaczewskiego, gdzie średnia opłata osiągnęła poziom 33 zł. Tam, gdzie wójtowie rozstrzygają przetargi, ceny idą w górę. Podstawowa stawka w Młodzieszynie to 32 zł, w Brochowie 34 zł, a w Rybnie i Nowej Suchej 36 zł. Nowego operatora, na okres lipiec 2021 – czerwiec 2022 szuka gmina Sochaczew (obecna stawka to 34 zł). Oferty przetargowe wójt Mirosław Orliński otwiera 20 kwietnia.

Związane ręce

Ratusz poszukuje firmy, która od lipca do końca grudnia tego roku zajmie się zgodnym z prawem zbieraniem, transportem i recyklingiem odpadów wytwarzanych w naszych domach, gdyż obecna umowa z firmą Partner wygasa 30 czerwca. Ile firm złoży oferty, jak oszacują koszt półrocznej współpracy z miastem? Przekonamy się już po 21 kwietnia, gdyż do tego dnia miasto czeka na oferty przetargowe.

Nie mamy wpływu na ilość odpadów, ani na oczekiwania cenowe firm przystępujących do przetargu. W tym procesie rola samorządu jest mocno ograniczona, burmistrz wyłania wykonawcę usługi, wprowadza go na rynek, a rada ustala opłatę, która powinna  pokryć koszty działania systemu. Miasto nie może zarabiać na gospodarce odpadami, więc opłata jest ściśle powiązana z kwotą, jakiej na przetargu zażądał najtańszy wykonawca tej usługi – wyjaśnia Dariusz Dobrowolski. I przypomina, że to już drugi przetarg w tym roku, gdyż pierwszy został unieważniony. Wówczas umową obejmującą okres od lipca 2021 do końca czerwca 2022 roku zainteresował się tylko Remondis, żądając za jej realizację niemal 13,6 mln, tymczasem Urząd Miejski oszacował wartość kontraktu na 11,8 mln zł.

Znajdą „zagubionych”

Skutecznym sposobem walki z osobami pozostającymi poza systemem może się okazać wdrażana przez Urząd Miejski aplikacja, wykrywająca niespójności w deklaracjach śmieciowych. Udostępniło ją miasto Świdnik, które w krótkim czasie „znalazło” 1,4 tys. mieszkańców unikających rachunków za śmieci. Analizując dane z kilku różnych rejestrów, system wskazuje, że pod danym adresem np. mieszkają cztery osoby korzystające z pomocy społecznej, ale w deklarację śmieciową wpisane są tylko dwie. Alarmuje, gdy pod innym adresem w deklaracji są dwie osoby, a zużycie wody takie, jakby mieszkało pięć. Wkrótce sochaczewski samorząd zacznie wprowadzać do niego dane osób, które złożyły deklaracje śmieciowe, dane o zużyciu wody udostępnione przez ZWiK, listy rodzin korzystających z dodatków mieszkaniowych, korzystających ze świadczeń pomocy społecznej oraz informacje o uczniach zapisanych do szkół podstawowych.

W 2014 roku wydział ochrony środowiska miał w swym systemie 33 400 osób, a w 2020 już tylko 31 700. Nawet gdyby przyjąć, że część mieszkańców pobudowała domy w gminach powiatu, wyjechała na studia czy za granicę, to i tak brakuje 1500 osób, które powinny płacić za śmieci, a tego nie robią. Aplikacja pozwoli uszczelnić ten system i prowadzić bardziej szczegółowe kontrole.

Zrób korektę

Na początku do rodzin, gdzie system wskaże jakieś niezgodności, będą wysyłane pisma z prośbą o złożenie wyjaśnień. Dostaną czas na skorygowanie deklaracji, bo nie można z góry zakładać, że każda osoba spoza systemu świadomie unika płacenia za śmieci.

W kolejnych etapach do aplikacji trafią dane dzieci zapisanych do żłobka, przedszkoli, osób objętych wsparciem DDPS, korzystających z programu 500 Plus, wyprawki szkolnej (300 Plus) czy programu Sochaczewska Karta Mieszkańca.

O tym, że aplikacja wdrażana już przez kilkadziesiąt samorządów w Polsce jest skuteczna, pisał ostatnio PAP Samorządowy. W Łęcznej krzyżowa kontrola wychwyciła blisko 500 adresów, gdzie wystąpiły rozbieżności i gdy urząd poprosił o wyjaśnienia, do systemu dopisało się prawie 200 osób. Kamienna Góra sprawdziła 700 mieszkań oznaczonych jako niezamieszkane i w 300 przypadkach ich właściciele otrzymali wezwania do weryfikacji danych.

Choć współpraca miasta z zarządami wspólnot oraz spółdzielni mieszkaniowych układa się coraz lepiej, warto do nich zaapelować, by w miarę swych możliwości jeszcze intensywniej weryfikowały faktyczną liczbę osób zamieszkujących w danym lokalu.

To leży w naszym wspólnym interesie. Pamiętajmy, że jednym z głównych czynników wpływających na stawkę śmieciową jest liczba osób objętych systemem. Im więcej będzie osób uczciwie rozliczających się za odbiór odpadów, tym większa szansa na niższe stawki – podsumowuje Dariusz Dobrowolski.

UM/jur

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz