Śmieciowy galimatias.

Jeszcze w marcu Urząd Miejski w Sochaczewie ogłosi prawdopodobnie kolejny przetarg na wyłonienie firmy, która od lipca zajmie się obiorem śmieci komunalnych na terenie Sochaczewa. Będzie to pierwszy przetarg, który poprzedzą konsultacje rynkowe wśród firm zajmujących się gospodarką odpadową. Niewykluczone, że dzięki nim opłaty nie poszybują mocno w górę.

Jak informuje na swoich stronach Urząd Miejski, sochaczewski samorząd zdecydował się na przeprowadzenie konsultacji rynkowych dotyczących gospodarki odpadami na terenie Sochaczewa. Jak podkreślono, ich celem jest: „doradztwo/uzyskanie informacji w zakresie określenia możliwych do zastosowania rozwiązań organizacyjnych i technicznych przy realizacji zamówienia polegającego na odbiorze i zagospodarowaniu odpadów komunalnych z nieruchomości, na których zamieszkują mieszkańcy Gminy Miasta Sochaczew”.

Tłumacząc to na język polski, chodzi o uzyskanie informacji dotyczących zagospodarowania odpadów, tak, aby mieszkańcy płacili jak najmniej, a ewentualne podwyżki były przez nich do zaakceptowania.

Badanie rynku

Patrząc na to, co dzieje się z cenami za wywóz odpadów w gminach na terenie powiatu sochaczewskiego, trudno się dziwić, że miasto zdecydowało się na taki krok. Prawdopodobnie konsultacje nie uratują nas przed wzrostem opłat, ale dzięki temu nie będą one bardzo wysokie. A jakie mogłyby być, pokazał pierwszy przetarg na obiorów odpadów komunalnych od mieszkańców Sochaczewa, który właśnie z tego powodu został unieważniony. Poszło o zbyt wysoką cenę, jaką za wykonanie tej usługi zażądał jedyny oferent, którym była firma Remondis. Zaproponowała ona kwotę 13 592 722 zł. Tymczasem miasto przeznaczyło na ten cel 11 800 000 zł.

Po pierwsze oferta była o prawie dwa miliony złotych wyższa niż środki, jakie radni zarezerwowali na ten cel w tegorocznym budżecie Sochaczewa. Za odrzuceniem oferty, a tym samym unieważnieniem przetargu, przemawiał jednak przede wszystkim fakt, że jej przyjęcie oznaczałoby, że od 1 lipca mieszkańcy Sochaczewa za wywóz odpadów komunalnych musieliby płacić w przypadku odpadów posegregowanych 36 złotych, a gdyby tego nie robili, to opłata wynosiłaby 72 złote. Warto pamiętać także o tym, że ogłaszając przetarg – co miało miejsce 7 grudnia ubiegłego roku – warunki zostały sporządzone na podstawie obowiązującej ustawy śmieciowej. A to wskazuje, że pierwszy przetarg, który ogłoszono na kilka miesięcy przed wygaśnięciem dotychczasowej umowy, był niczym innym, jak sprawdzeniem rynku. Czyli inaczej mówiąc, testem, ile firmy zażyczą sobie za wywóz odpadów w istniejących wówczas realiach prawnych.

Ustawowy kociokwik

Dzięki temu miasto zdobyło wiedzę, ile firmy zażyczą sobie za wywóz odpadów w istniejących wówczas realiach prawnych. Było to kluczowe choćby z tego powodu, że wcześniej Sejm uchwalił nowelizację ustawy śmieciowej, którą prezydent podpisał 21 grudnia 2020. Nowe przepisy miały wejść w życie od 1 stycznia tego roku. I tym samym stanowić miały podstawę do sporządzenia warunków zamówienia kolejnego przetargu.

Miały być, ale nic z tego nie wyszło. Okazało się, że ustawa – choć podpisana przez prezydenta – nie obowiązuje. Ponadto na stronach Rządowego Centrum Legislacji opublikowano projekt kolejnej nowelizacji. Ta natomiast może zostać uchwalona jeszcze na jesieni tego roku. Zatem w czasie, gdy miasto miałoby już podpisaną umowę na odbiór odpadów. Niewykluczone, że dzięki konsultacjom będzie wiadomo, jak firmy widzą rynek śmieciowy według ostatniej nowelizacji ustawy śmieciowej i jak zareagują na kolejną zmianę przepisów. Tym samym w warunkach zamówienia będzie można umieścić sposoby zagospodarowania według nowej ustawy, jak i planowanych zmian. Jak wynika z posiadanych przez nas informacji, zmiany mają być bardziej korzystne dla samorządów, a tym samym dla mieszkańców.

Koniec żerowania

Kolejna nowelizacja ma m.in. ukrócić obecny proceder, w którym część kosztów związanych z usuwaniem odpadów z tzw. nieruchomości niezamieszkałych – sklepów czy biur – była pokrywana z opłat wnoszonych przez mieszkańców.

Zmiana ma polegać na doprecyzowaniu sposobu naliczania opłat śmieciowych z tego typu nieruchomości i określenie podstawy owej opłaty. Będzie nim liczba opróżnień pojemnika w ciągu miesiąca, przy czym podstawa ma wynosić około 23 zł za pojemnik 120-litrowy lub worek o tej samej objętości. Obecnie jest to 18 zł. Kolejną i chyba najważniejszą zmianą ma być odejście od tak zwanej odpowiedzialności zbiorowej. Czyli nakładania kar na wszystkich mieszkańców budynków wielorodzinnych w sytuacji, gdy jeden z nich nie segreguje śmieci. Nowelizacja da możliwość wprowadzenia indywidualnego systemu rozliczania lokatorów z segregacji. Z tym, że nie będzie on narzucony odgórnie, a o jego wprowadzeniu zadecydują radni.

System ma umożliwić identyfikację gospodarstwa domowego wytwarzającego śmieci, ponieważ worki do ich segregacji będą posiadały kody z numerem nieruchomości i lokalu. Pozwoli on również na weryfikację liczby osób zamieszkałych w danym lokalu z liczbą podaną w deklaracji śmieciowej. Co z kolei uszczelni sam system.

Zdążyć przez posłami

Ale na tym nie koniec. Nowe przepisy, którymi ma zająć się Sejm, mają pozwolić ministrowi ds. klimatu na wydawanie decyzji dotyczącej odstępstwa gmin w zakresie selektywnej zbiórki odpadów. Co wiązałoby się z możliwością segregacji śmieci na trzy lub mniej frakcji, a nie na cztery jak obecnie: papier, szkło, metale i tworzywa sztuczne oraz bioodpady.

Nowelizacja przewiduje również zwolnienia mieszkańców z części opłaty śmieciowej, jeśli kompostują bioodpady. Taka możliwość istnieje już w Sochaczewie, co pokazuje, że pewne rozwiązania można przyjąć wcześniej niż zostaną one umieszczone w ustawie.

Niewykluczone, że po przeprowadzonych konsultacjach część proponowanych zmian dotyczących nowej ustawy śmieciowej – tych działających na korzyść mieszkańców – pojawi się w warunkach zamówienia drugiego przetargu i to zanim nowelizacją znowelizowanej ustawy zajmie się Sejm.

Na koniec jeszcze jedna sprawa. Chciałbym wyjaśnić wszystkim lokalnym znawcom tematu gospodarki śmieciowej, którzy twierdzą, że: „Ratusz to powinien mieć jak dawniej własny zakład oczyszczania, jak było PGKiM, a nie teraz się szuka” – aby zanim napiszą coś podobnego, zapoznali się z tematem. Otóż według obowiązujących od lat przepisów – dotyczy to również okresu, kiedy rządziła koalicja PO-PSL – zlecenie odbioru odpadów może się odbywać tylko w formie przetargów. Co z kolei oznacza, że nie można go nikomu zlecać według swojego uznania. Tym samym, nawet gdyby miasto posiadało własny zakład oczyszczania, musiałby on przystąpić do przetargu.

Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz