Pochowani jako nieznani.

fot. Jerzy Szostak

Cmentarz komunalny na Wypalenisku to najmłodsza nekropolia na terenie Sochaczewa. Jednak mimo tego ma swoje niewyjaśnione tajemnice. Każda z nich kryje dramat osoby, która straciła możliwości zostać pochowanym w obecności bliskich.

Jedna z nich dotyczy pochówków osób nieznanych z imienia i nazwiska. W języku łacińskim określa się ich mianem nomen nescio: „imienia nie znam” i stąd widniejący na cmentarnych tabliczkach napis NN. Pod każdą taką tabliczką kryje się dramat osoby, której grób z powodu niemożliwości ustalenia jej tożsamości nie jest odwiedzany przez najbliższych. Jakby tego było mało, takie groby są po kilkunastu latach likwidowane. Ponieważ nie ma nikogo, kto upomniałby się o zmarłych.

 Nie zgadzały się geny

Ile takich, bezimiennych grobów znajduje się obecnie na cmentarzu komunalnym w Sochaczewie? Jest ich zaledwie 3, w tym jeden zbiorowy. Najstarsza istniejąca jeszcze mogiła pochodzi z 17 marca 2000 roku. Tego dnia pochowano nieznaną z imienia i nazwiska kobietę, której ciało znaleziono na dworcu PKP w Sochaczewie. Z przeprowadzonych w sochaczewskim szpitalu badań wynika, że zmarła miała około 50 lat, wzrost 175 cm, blond włosy i krępą budowę ciała. Ubrana była w krótki jasnobrązowy kożuch, zapinany na trzy guziki, brązowe spodnie z bistoru, bluzkę z dzianiny z motywem kwiatowym, do tego bluzę sportową z napisem New Year Sport, turkusowy szalik oraz sznurowane czarne pantofle na płaskiej podeszwie.

Jak wynika z naszych informacji, ubranie denatki zostało zdeponowane w sochaczewskiej komendzie policji, a jej fotografię umieszczono w policyjnej kartotece osób zaginionych. Z ciała denatki pobrano również materiał DNA. Jednak mimo upływu 20 lat, nadal nie udało się rozwiązać zagadki, kim jest ta kobieta.

Jak powiedział nam jeden z sochaczewskich policjantów, ustalenie tożsamości stało się niemożliwe nie tylko dlatego, że przy ciele nie znaleziono żadnych dokumentów, a na zwłokach śladów przeprowadzonych operacji, które umożliwiałyby identyfikację. Otóż policja w swoim banku danych nie posiada żadnych próbek DNA, które byłyby podobne do profilu DNA zmarłej przechowywanego obecnie w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym Policji

Podobnie było w przypadku zwłok, które odnaleziono w rozlewisku Wisły w Kamionie Nowym. Choć w tym przypadku do ustalenia tożsamości zabrakło bardzo niewiele. Otóż 3 sierpnia 2013 roku nad Wisłą znaleziono przykryte gałęziami i porośnięte trawą zwłoki kobiety w daleko posuniętym procesie rozkładu.

Policjantom oraz patologom udało się jedynie ustalić, że zmarła miała około 70 lat. Jednak policjanci z KPP w Sochaczewie zaczęli podejrzewać, że może być to kobieta, która trzy miesiące wcześniej skoczyła z jednego z mostów w Warszawie. Pobrano więc próbki DNA ze szczoteczki do zębów i naczyń w domu denatki. Zmarła niestety nie posiadała rodziny, zatem nie można było pobrać próbek DNA od krewnych.

Początkowo wszystko wskazywało, że uda się ustalić tożsamość zmarłej. Jednak DNA pobrane z ciała zmarłej różniło się od materiału porównawczego. Nie zgadzały się dwa locusy, będące swoistymi pojemnikami informacji genetycznej o naszych przodkach oraz potomkach, którym przekazujemy nasze geny.

 Pochowani z godnością

Nie wiadomo również, kto spoczywa w pozostałych bezimiennych mogiłach, a dokładnie w mogile numer 7. To właśnie w niej chowane są ludzkie szczątki znalezione w różnych rejonach Sochaczewa podczas prac budowlanych.

Bulwersująca jest szczególnie historia jednego z takich pochówków. Otóż 1 lipca 2010 roku na terenie Stacji Uzdatniania Wody przy ulicy Wyszogrodzkiej dziennikarze Expressu Sochaczewskiego dokonali makabrycznego odkrycia. Z hałdy leżącego tam szlamu wystawały ludzkie kości oraz czaszka. Jej rozmiar oraz stan uzębienia wskazywały na to, że są to szczątki kilkunastoletniego dziecka. Kości, jak się później okazało pięciu osób, trafiły na teren SUW wraz ziemią z remontowanej ulicy Warszawskiej. Planowano je następnie wrzucić do jednego z dołów na terenie Chemitexu.

O znalezisku od razu powiadomiliśmy policję. Jej funkcjonariusze zabezpieczyli i zabrali ludzkie kości. Jak ustaliliśmy, należały one do zmarłych pochowanych na cmentarzu kościoła parafialnego św. Ducha, który istniał do XVII wieku w rejonie obecnego skrzyżowania ul. Warszawskiej, 1 Maja i Żeromskiego. Obok niego funkcjonował przytułek dla ubogich oraz budynek pierwszego sochaczewskiego szpitala. Natomiast na terenie ul. Warszawskiej, w miejscu gdzie obecnie stoi tzw. dom Kobka, istniał cmentarz parafialny.

Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz