Nikt sie już nie ukryje.

Już od kwietnia zostanie uruchomiony system wyłapujący osoby, które składają nieprawdziwe dane w deklaracjach śmieciowych. Jego skuteczność wypróbowano już w Świdniku, gdzie w krótkim czasie odnaleziono 1400 „zagubionych” mieszkańców. System nie uchroni nas jednak przed podwyżkami opłat za odbiór śmieci. A te od lipca mogą wzrosnąć miesięcznie do 32 złotych od osoby.

W ubiegłym tygodniu Urząd Miejski w Sochaczewie potwierdził nasze wcześniejsze informacje dotyczące nieuchronnej podwyżki opłat za odbiór śmieci. Głównym powodem czekającej mieszkańców Sochaczewa podwyżki, jak informuje Urząd Miejski, jest wzrost ilości śmieci trafiających do worków i przydomowych pojemników.

Liczby nie kłamią

Precyzyjne dane na ten temat, za okres styczeń – wrzesień 2020 roku, burmistrz przedstawił radnym miasta na ubiegłorocznej listopadowej sesji. Wynikało z nich jasno, że 23 zł od mieszkańca w żaden sposób nie jest w stanie zrównać wpływów z kosztami. Śmieci przybywa, firma wystawia faktury za ich odbiór, należy szybko zdecydować, co dalej.

Rada miała dwa wyjścia, albo podnieść opłaty, albo różnicę w kosztach pokryć z budżetu miasta. Wybrała drugie rozwiązanie i w listopadzie przeznaczyła na ten cel 680 tys. zł. Jednak dopłata do systemu może być tylko doraźnym działaniem. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na dane z 2020 roku. W I kwartale z terenu miasta zabrano 1900 ton odpadów, a w IV kwartale było to już ponad 3100 ton. Z kolei w przeliczeniu na koszty, jakie z tego tytułu musiał ponieść miejski samorząd, wygląda to następująco: w I kwartale 2020 r. za odbiór, transport i utylizację zapłacono firmie Partner 1,89 mln zł, a w IV kwartale już 3,36 mln zł. Warto przy okazji dodać, że według danych Urzędu Miejskiego w latach 2016-2019 z terenu Sochaczewa zabierano średnio 8292 tony odpadów rocznie, tymczasem w 2020 wywieziono 10 507 ton. To wzrost o niemal 27 procent i gdyby wprost przełożyć go na stawkę, to już od jesieni ubiegłego roku mieszkańcy Sochaczewa powinni płacić nie 23 złote, ale 29-30 złotych od osoby miesięcznie za wywóz odpadów.

Nieuchronna podwyżka opłaty ma także związek ze wzrostem kosztów zagospodarowania jednej tony odpadów, na które zarówno samorządy, jak i firmy śmieciowe nie mają wpływu. A te z roku na rok są coraz wyższe i obecnie wynoszą około 1000 zł. W praktyce oznacza to, że na gospodarkę odpadami w 2019 roku sochaczewski samorząd wydał 6,75 mln zł, a w 2020 było to już 9,26 mln zł.

Jakby tego było mało, na wzrost cen wypłynęły również zmiany w prawie. Otóż do kwietnia 2020 roku miejski samorząd w rozliczeniach z firmą śmieciową stosował ryczałt, czyli płacił z góry za przyjętą ilość odpadów i bez względu na to, ile ich zabrano z terenu miasta. I przelewał na konto co miesiąc ustaloną w umowie kwotę w wysokości 630 tys. zł. Po zmianie przepisów samorządy zobowiązano, aby z odbiorcami odpadów rozliczały się powykonawczo, czyli płaciły za każdą odebraną i zagospodarowaną tonę. I teraz zamiast 630 tysięcy, miasto płaci średnio co miesiąc 1,1 miliona złotych.

Łowca głów

Poważnym wyzwaniem dla wszystkich polskich samorządów jest zjawisko uciekania z systemu. Nie licząc się z poważnymi konsekwencjami, niektórzy „zapominają”, że na świat przyszło dziecko, albo przyjęli seniora pod swój dach, i zamiast dwóch osób rodzina składa się teraz z czterech. Inni, pod pozorem wyjazdu na studia czy do pracy za granicą, wykreślają dorosłe dzieci z deklaracji.

Nie widzę w tym nic złego, że ktoś wynajmuje mieszkanie, albo czasowo przyjmuje pod dach pracowników ze Wschodu, pod warunkiem, że uczciwie rozlicza się z kosztów gospodarowania odpadami. Przecież deklaracje można korygować wiele razy, nawet co miesiąc. Na szczęście świadomość powoli się zmienia i sąsiad nie chce płacić za sąsiada. Cieszy mnie, że wspólnoty, pod naciskiem osób obserwujących takie naganne zjawiska, chętniej aktualizują liczbę mieszkańców. Płacimy uczciwie za siebie i tego samego wymagajmy od sąsiadów – mówi Dariusz Dobrowolski, wiceburmistrz Sochaczewa.

W poszukiwaniu tzw. „zaginionych mieszkańców”, sochaczewski samorząd może liczyć nie tylko na zatroskanych mieszkańców. Otóż, jak nas poinformowano w Urzędzie Miejskim, na przełomie marca i kwietnia rozpocznie się wdrażanie aplikacji wykrywającej niespójności w deklaracjach za gospodarowanie odpadami komunalnymi. Sochaczewowi zostanie on udostępniony bezpłatnie przez samorząd Świdnika, który w krótkim czasie „znalazł” 1,4 tysiąca mieszkańców. O jego skuteczności przekonały się również władze Kamiennej Góry. Na początku sprawdzono tam 700 mieszkań i domów oznaczonych jako niezamieszkane. W 300 przypadkach ich właściciele otrzymali wezwania do weryfikacji danych.

 Przetrzepią rejestry

System, który zacznie działać w Sochaczewie, porównuje dane z wielu rejestrów i dzięki specjalnemu oprogramowaniu wychwytuje osoby nieujęte w deklaracjach śmieciowych, wskazuje adresy, gdzie z dużym prawdopodobieństwem właściciel podał fałszywe informacje.

Samorząd tworzy i aktualizuje liczne rejestry. To adresy dzieci zapisanych do żłobka, do przedszkoli i szkół podstawowych, dane osób korzystających z zasiłków pomocy społecznej, objętych wsparciem Dziennego Domu Pomocy Społecznej. W dyspozycji ratusza są także dane z USC, o meldunkach, osobach korzystających z programu 500 Plus albo programu Sochaczewska Karta Mieszkańca. Do aplikacji można przenieść dane z rejestru podatników albo ostatni rejestr wyborców. Porównując je z informacjami w deklaracjach śmieciowych, będziemy w stanie wskazać różnice w liczbie osób zamieszkujących konkretne nieruchomości – wyjaśnia Agnieszka Tomaszewska, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Sochaczewie.

Co się stanie, gdy system wykryje nieprawidłowości? Wtedy urząd wystąpi do właściciela nieruchomości o wyjaśnienia. Można wówczas złożyć korektę deklaracji, podając w niej, od kiedy pod danym adresem zamieszkują trzy, a nie deklarowana jedna osoba. Właściciel ureguluje zaległe opłaty i może spać spokojnie. Jeśli jednak nie złoży korekty, burmistrz będzie mógł wydać decyzję, w której określi wysokość opłaty, a może ona obejmować okres nawet kilku lat wstecz.

Liczymy, że nie trzeba będzie prowadzić takich postępowań, bo osoby, które wiedzą o nieprawidłowościach, same złożą nam korektę – mówi Agnieszka Tomaszewska. I dodaje, że ostatnio prowadzono podobną sprawę wobec rodziny, której ostatecznie wykazano, że jest winna miastu ok. 1700 zł.

Osoby uczciwe mogą spać spokojnie, ale ci, którzy nie wpisali w deklaracji wszystkich domowników, muszą się liczyć z konsekwencjami – stwierdza naczelnik Wydziału Ochrony środowiska.

UM/ jur

Fot.: Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz