Nie zatrudnią cudzoziemców.

W tym roku plantatorzy owoców miękkich i sadownicy nie mają powodów do radości. Zwykle korzystali z możliwości zatrudniania pracowników ze Wschodu. W tym roku pracownicy przyjmowani do pracy przy zbiorach owoców i warzyw są niezwykle wnikliwie weryfikowani pod kątem sanitarnym. Koszt zatrudnienia takiego pracownika niepomiernie wzrósł. Nie wszyscy temu podołają.

Zawsze zatrudniałem kilka osób. Maksymalnie do 10, jak był urodzaj. Teraz nie dam pracy żadnemu z prostej przyczyny. Nie stać mnie na to, by podołać wszystkim zaleceniom i kosztom związanym z zatrudnieniem takiego pracownika. To jest ponad moje możliwości finansowe. Uruchomiłem rodzinę bliższą i dalszą do pomocy, a także znajomych swoich znajomych. I jakoś to skutkuje. Unikam jednak tych wszystkich procedur i spełniania wytycznych. Przy pracy rodziny nie trzeba spełniać wszystkich procedur – mówi jeden z właścicieli plantacji, sprzedający truskawki przy targowisku.

Wymogi zwalają z nóg

To nie tylko zbiór truskawek, ale wszystkich owoców i warzyw w tym roku staje pod znakiem zapytania. Drobni plantatorzy nie są w stanie spełnić wszystkich wymogów. Jedynie ci, którzy mają duże pola są w stanie temu podołać. A i tak oni też narzekają na to, że muszą spełnić multum różnych zaleceń – dodaje Anna, mieszkanka gminy Sochaczew.

Ma niewielkie poletko truskawek i malin. Zbiera je z najbliższymi i sąsiadami. Jej poletka mają charakter ekologiczny. Jak zaznacza, nie stosuje żadnych oprysków chemicznych. Truskawki z jej pola nie są może takie dorodne, ale za to bardzo smaczne. Myślała o zatrudnieniu dwóch osób, cudzoziemców do pracy, ale wytyczne sprowadziły ją na ziemię.

­– Nie dam rady temu sprostać – stwierdziła, uważając, że warunki są wręcz zaporowe dla posiadaczy niewielkich działek i sadów.

Przewóz pracownika sezonowego do konkretnego gospodarstwa odbywać się musi transportem zorganizowanym. Najlepiej, aby to był bus lub transport indywidualny zapewniony przez rolnika. Czas przejazdu pracownika sezonowego od momentu przekroczenia granicy RP do docelowego gospodarstwa nie może przekroczyć 24 godzin. Ale to jeszcze nic wobec tego, co muszą zapewnić rolnicy na miejscu. Po przyjeździe do miejsca docelowego pracodawca zobowiązany jest do zgłoszenia służbom sanitarnym listy osób zatrudnionych w gospodarstwie zobowiązanych do odbywania w nim obowiązkowej kwarantanny. Ta zaś musi odbywać się na terenie gospodarstwa danego rolnika. Sam rolnik musi też zapewnić testy na koronawirusa, a te nie są tanie. Koszt to: od 95 do 600 złotych na osobę. W przypadku zatrudnienia kilku osób trzeba to pomnożyć.

­– Co prawda pracownik może w czasie kwarantanny pracować, ale ma całkowity zakaz opuszczania gospodarstwa. To takie trochę więzienie. Nie mogę tego wymagać od ludzi. Czułbym się z tym źle – dodaje inny hodowca truskawek.

Praca pod nadzorem

Poza tym trzeba się liczyć, że w czasie kwarantanny   będą kontrole policji. Należy   jeszcze spełnić wymogi zapewnienia zgodnych z zaleceniami stanowisk pracy. W przypadku dużej liczby pracowników w gospodarstwie trzeba wydzielić oddzielne kwatery i oddzielne wejścia dla niewielkich grup osób i tak zorganizować ich pobyt, aby w okresie odbywania kwarantanny grupy nie stykały się ze sobą, zarówno w pracy, jak i poza nią – w pomieszczeniach socjalnych, podczas transportu i wykonywania pracy. To praktycznie jest trudne do zrealizowania, bo trzeba by stale pilnować tego, co się dzieje.

­– Zalecane jest, aby pracownicy sezonowi stosowali zarówno osłonę ust i nosa, jak również rękawiczki jednorazowe, które muszą być często zmieniane. Konieczne są też dystanse pomiędzy stanowiskami pracy. Zabezpieczenia ochronne, środki do dezynfekcji musi im zapewnić rolnik. Gospodarz musi też zapewnić pranie odzieży, pościeli oraz regularne, kilka razy w ciągu dnia, czyszczenie powierzchni wspólnych, z którymi stykają się pracownicy. No i codziennie, przed rozpoczęciem pracy sprawdzać każdemu pracownikowi temperaturę. To sporo dodatkowych rzeczy do zrealizowania – mówi Anna.

Utrudnieniem jest też to, że posiłki dostarczane pracownikom powinny być dostarczane w pojemnikach zbiorczych, aby mogli rozdzielić dania w poszczególnych grupach, lub w naczyniach jednorazowych. W przypadku, gdy w gospodarstwie wystąpi przypadek zachorowania, gospodarstwo to kontynuuje swoją produkcję, ale z wyłączeniem tej części, w której wystąpiło zdarzenie.

­– Taki wymóg jest rudny do zrealizowania, gdyż w moim przypadku nie mam możliwości wyizolowania obiektu. Pracownicy u mnie mieszkali w jednym domku razem i stołowali się wspólnie. Zatem zrezygnowałam w tym roku z zatrudniana cudzoziemców, choć korzystałam z ich pracy od kilkunastu lat – dodaje Anna.

Bogumiła Nowak

Fot. Pixabay

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz