„Malina” znów za kratami.

Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Zamościu akt oskarżenia przeciwko 21 osobom wchodzącym w skład dwóch zorganizowanych grup przestępczych, w tym jednej o charakterze zbrojnym, dokonujących handlu narkotykami. Gangi działały na terenie Sochaczewa oraz Zamościa. Jedną z grup kierował znany sochaczewski gangster Tomasz M., zwany „Maliną” i „Maliniakiem”.

Kłopoty sochaczewskich gangsterów zaczęły się, gdy Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej zaczął rozpracowywać narkotykowy półświatek Zamościa.

W początkowej fazie śledztwa ustalono, że jednym z głównych dostawców zakazanych używek na tamtejszym rynku jest Wojciech K. ps. „Kura” vel „Hetman”, który był już znany organom ścigania z województwa lubelskiego. Był on wcześniej karany za przestępstwa związane z obrotem środkami odurzającymi i substancjami psychotropowymi. Funkcjonariusze ustalili, że Wojciech K. oferuje hurtowe ilości marihuany, amfetaminy oraz mefedronu. Za odbiór narkotyków od sprzedawców i dowiezienie ich do Zamościa odpowiadał przyboczny bossa – Andrzej S. On też gromadził kontakty do klientów grupy Wojciecha K. Z zebranych informacji wynikało również, że z jego usług korzystali także odbiorcy z Małopolski. Ale nie tylko.

Na tropie „Maliny”

W trakcie śledztwa u dwóch z oskarżonych ujawniono uprawy konopi innych niż włókniste. Jedna z upraw znajdowała się na terenie posesji podejrzanego, druga zaś umieszczona była w specjalnej skrytce w mieszkaniu oskarżonego, która została przystosowana do uprawy konopi.

Każda z upraw mogła dostarczyć znacznej ilości środków odurzających. Prawdopodobnie ich zeznania doprowadziły śledczych do Sochaczewa, a dokładnie do grupy kierowanej przez znanego policji Tomasza M. ps. „Malina”. Okazało się, że gang Maliny był jednym z głównych dostawców środków odurzających dla „Kury”.

Jak ustalili śledczy, „Malina” wespół z Pawłem B. ps. „Gruby” oraz z braćmi: Patrykiem Z. ps. „Kazik” oraz Mateuszem Z. ps. „Długi”, zajmowali się z m.in. produkcją i sprzedażą amfetaminy oraz obrotem innymi narkotykami. Według prokuratury kurierzy wysłani przez „Kurę” do grupy z Sochaczewa, dla bezpieczeństwa korzystali z wynajętych samochodów, do których ładowali po kilka kilogramów towaru.

Tomasz M. i trzech jego kompanów zostali oskarżeni m.in. o udział w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, popełnienie przestępstw narkotykowych oraz kupno nielegalnych wyrobów tytoniowych. Grozi im do 15 lat więzienia.

Broń w trumnie

To nie pierwsze spotkanie Tomasza M. z wymiarem sprawiedliwości. W 2003 roku trafił za kratki w wyniku policyjnej akcji, o kryptonimie „Odwet”, w której brało udział ponad 100 funkcjonariuszy – w tym policjanci z kompanii antyterrorystycznej.

Akcja miała na celu zatrzymanie gangu napadającego na tiry. Według policji szefem grupy był właśnie Tomasz M. Gang dokonał co najmniej kilkudziesięciu napadów, kradnąc sprzęt rtv i artykuły gospodarstwa domowego, komputery, odzież oraz artykuły chemiczne o  wartości ponad 3 milionów złotych. Zatrzymań dokonano m.in. w Sochaczewie, Warszawie i Grodzisku Mazowieckim.

Policjanci sami przyznali, że gang „Maliny” był świetnie zorganizowany, a sam szef nie brał udziału w napadach. Kontaktował się z swoim „podwładnymi” przez sieć pośredników. „Malina” przekazywał rozkaz zastępcy, a ten kolejnej osobie. Na końcu faktyczny wykonawca nie wiedział, że polecenie przyszło od Tomasza M. Gangsterzy stosowali trzy metody kradzieży tirów. Pierwszą i najczęściej stosowaną byli fałszywi policjanci. Przebrani w policyjne mundury gangsterzy czekali na trasach na ciężarówki i pod pozorem kontroli drogowej zmuszali je do zatrzymania się. A kiedy stawały, dokonywano napadu. Kolejna metoda, to sposób na „panienkę”. Współpracujące z gangiem przydrożne prostytutki, najpierw wabiły kierowców swymi wdziękami. Gdy któryś z kierowców ciężarówki zdecydował się na „usługę”, panienki podawały mu dyskretnie np. alkohol ze środkami usypiającymi. Ostatnią stosowaną metodą był sposób na tzw. „kolec”. Pod koła ciężarówki przestępcy podrzucali specjalne kolce, które przebijały oponę. Gdy kierowca wychodził ją zmienić, był obezwładniany przez gangsterów.

Ludzie „Maliny” nigdy nie atakowali w ciemno. Policjanci ustalili, że mieli siatkę płatnych informatorów. Pracownicy firm przewozowych, a czasem nawet ich właściciele, informowali przestępców co, gdzie i kiedy będzie wiozła konkretna ciężarówka. Dlatego łupem bandy padały tiry wiozące głównie elektronikę, sprzęt RTV i AGD, chemię, kosmetyki. Towar dzielono na partie i wysyłano do hurtowni. Na zrabowane łupy wystawiano podrabiane faktury. Ciekawostką jest, że do gangu należał właściciel jednej z firm pogrzebowych. W jego zakładzie przechowywano broń. Natomiast karawany były wykorzystywane do dyskretnego przewożenia kradzionych towarów.

Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz