Koguty pod specjalną ochroną.

fot.pixabay

Wieś staje się coraz atrakcyjniejszym miejscem do zamieszkania, a migracja mieszkańców miast na tereny wiejskie jest coraz powszechniejszym zjawiskiem, także w powiecie sochaczewskim. Jednak niesie to z sobą konflikty. Coraz częściej na wieś wzywana jest policja, ponieważ nowym mieszkańcom przeszkadzają nieprzyjemne zapachy czy hałas maszyn rolniczych. Niewykluczone jednak, że już wkrótce odgłosy wsi zostaną objęte ochroną.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, co roku około 120 tysięcy Polaków osiedla się na wsi. Ową ucieczkę obserwuje się także na terenie powiatu sochaczewskiego. Gdzie na tereny wiejskie przesiedlają się dotychczasowi mieszkańcy Warszawy, Płocka czy Sochaczewa.

To z kolei powoduje, że na przykład miejscowości położone na terenie gmin sąsiadujących z Sochaczewem zamieniły swój charakter. Z terenów typowo rolniczych przekształciły się w osiedla mieszkaniowe. Taka sytuacja panuje między innymi na terenie gminy Nowa Sucha: w   Kozłowie Biskupim czy w Kornelinie. Z kolei na terenie Gminy Młodzieszyn są to Altanka i Helenka. Z kolei w gminie Sochaczewa takie miejscowości jak Kuznocin, Żukow czy Kąty oraz Gawłów. Są to miejsca, gdzie zwarta zabudowa zatarła granice pomiędzy miastem a wsią.

Wsi spokojna

Podobną sytuację obserwujemy również na terenie innych miejscowości powiatu sochaczewskich. Choć nie na taką skalę. Często, jak chociażby na terenie gminy Iłów, dotychczasowi mieszkańcy miasta kupują zabudowania po opuszczonych gospodarstwa rolnych, przekształcając je w wymarzoną wiejską posiadłość.

– Wiele z nich robi to pod wpływem programów telewizyjnych i stereotypów, uznając, że na wsi panuje głucha cisza, sielankowy spokój. Po przeprowadzce te oczekiwania zderzają się brutalnie z rzeczywistością. A ta całkowicie odbiega od tej lansowanej przez media – mówi Sławomir Tomaszewski, przewodniczący Rady Gminy Iłów i delegat do Mazowieckiej Izby Rolniczej. Dodając, że prawie natychmiast marzenia o mazowieckich polach spowitych mgłą o poranku pękają, jak bańka mydlana.

Miastowi nagle odkrywają, że wieś wcale nie pachnie fiołkami, a jej odgłosy nie przypominają śpiewu skowronków. Jest natomiast   pianie kogutów, muczenie krów oraz warkot traktorów czy kombajnów. Do tego dochodzi zapach wywożonego na pole nawozu.

To rodzi konflikty wynikające z niezrozumienia przez nowych mieszkańców nie tylko samej specyfiki wsi, ale przede wszystkim tego, że ziemia jest miejscem pracy rolnika – mówi Sławomir Tomaszewski. A te, jak dodaje, z roku na rok zaczynają przybierać na sile.

Zakaz orki

Co prawda na terenie powiatu sochaczewskiego nie dochodzi jeszcze do tak drastycznych sytuacji, jak chociażby tych z terenu województwa dolnośląskiego, gdzie nowi mieszkańcy obszarów wiejskich pozwali rolnika za to, że kosił kombajnem po godzinie 22.00. Kosił, ponieważ przez kilka dni padał deszcz i to był jedyny dzień, kiedy mógł zebrać zboże. Innego rolnika – także z Dolnego Śląska – miastowi próbowali z kolei oskarżyć o to, że posiada zbyt duży areał, na którym uprawiał rzepak. Według skarżących kwitnący rzepak rzekomo emitował duszący, niepozwalający oddychać zapach, co z kolei miało wpływać na raptowne pogorszenie ich warunków życia. Z kolei sąd w Szczecinie nakazał rolnikowi ograniczenie hodowli świń, po pozwie „miastowych” sąsiadów. Zarzucali mu, że przez odór i kwiczenie zwierząt nie mogą odpoczywać po pracy.

O takich kuriozalnych sytuacjach u nas jeszcze nie słyszałem. Ale nie ma praktycznie miesiąca, abym nie otrzymywał sygnałów od rolników o wzywaniu policji w związku ze zbyt późną porą orki, zbioru zbóż czy wywożeniu obornika na pole – mówi Sławomir Tomaszewski. – Pamiętam szczególnie jeden przypadek, kiedy wezwano policję z powodu kurzu powstającego podczas orania pola. Nowych nie przekonywało tłumaczenie, że jest sucho i dlatego się kurzy. Ci na to, że w takim razie rolnik powinien poczekać z orką, aż zacznie padać.

Również sochaczewska policja potwierdza, że dochodzi do podobnych sytuacji, czyli wzywania policji przez miastowych.

Trudno jest powiedzieć, ile jest takich interwencji. Ponieważ nie są one zapisywane, jak smród obornika czy kurz podczas orki, ale jako wykroczenia. Jednak policjanci za każdym razem próbują rozładować konflikt, ale nie zawsze im się to udaje – powiedziała nam Agnieszka Dzik, rzecznik prasowy sochaczewskiej policji.

 Mandat za koguta

W walce z rolnikami, jak mówią nasi rozmówcy, nowi mieszkańcy wsi wykorzystują przede wszystkim artykuł 51 paragraf 1 Kodeksu Wykroczeń: „Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny (…), podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”. Ten przepis powoduje, że działalność rolników traktowana jest jako wybryk chuligański, a tym samym mogą zostać ukarani do 500 zł.

Gorzej jest, gdy „nowym” nie spodoba się zapach obornika rozrzucanego na polu. I na dokładkę będzie się to działo poza określonym przez prawo okresem. Wtedy Inspekcja Ochrony Środowiska za stosowanie nawozów niezgodnie z przepisami programu azotanowego i niezgodnie z planem nawożenia azotem może nałożyć karę w wysokości 2072,64 zł.

Rolnicy powinni także uważać na odgłosy wydawane przez ich inwentarz. W tym przypadku jego odgłosy mogą słono kosztować, ponieważ wysokość odszkodowania na przykład za notorycznie piania kogutów ustala sam skarżący. Ten w walce z kogucim śpiewem może wykorzystać chociażby art. 144 Kodeksu Cywilnego: „Właściciel nieruchomości powinien przy wykonywaniu swego prawa powstrzymywać się od działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych”.

Ochrona dziedzictwa

Niewykluczone jednak, że ten oręż, czyli straszenie rolników przez nowych mieszkańców, zostanie tym ostatnim już wkrótce odebrany. Otóż Grzegorz Puda – minister rolnictwa, poinformował o przygotowywanych przepisach, mających zakończyć konflikty rolników z „miastowymi”.

Będzie on prawdopodobnie wzorowany na francuskich przepisach z 29 stycznia tego roku. Tego dnia Zgromadzenie Narodowe oraz Senat Francji uchwaliły ustawę „o określeniu i ochronie sensorycznego dziedzictwo francuskiej wsi”. Ustawa przewiduje między innymi, że charakterystycznych dla wsi uciążliwości dźwiękowych czy zapachowych nie będzie można uważać za zakłócanie sąsiedztwa. Rozwiązanie to ma chronić francuskich rolników przed wnoszeniem do sądów skarg na uciążliwość życia na wsi.

Są to jak najbardziej wskazane działania. Prawne uregulowanie zahamowałoby absurdalne żądania zamknięcia hodowli zwierząt czy ograniczania korzystania z ciężkiego sprzętu rolniczego podczas żniw. Nie ma innego wyjścia, ponieważ jak pokazuje życie, niektórzy nie są w stanie zrozumieć, że o ile w mieście np. hodowla trzody chlewnej jest zakazana, to na wsi już nie – stwierdza Sławomir Tomaszewski

Jerzy Szostak

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz