Drzewa umirają stojąc.

fot. Jerzy Szostak

Nawet najpiękniejszych drzew rosnących na terenie Sochaczewa nie uda się uratować. Lata zaniedbań oraz inwazja szkodników powoduje, że dla niektórych z nich nie ma ratunku i muszą zostać usunięte. Taki los spotkał lipy rosnące nad Utratą.

W jednym z ostatnich wydań Expressu Sochaczewskiego opisaliśmy pomniki przyrody na terenie Sochaczewa. Zwróciliśmy również uwagę, że w rejestrze pomników przyrody nie umieszczono jesionu wyniosłego, rosnącego obok skrzyżowania ulic 15 Sierpnia z Licealną i Traugutta. Jednego z najpiękniejszych i najstarszych drzew w Sochaczewie, którego obwód pnia wynosi 405 cm. W rejestrze nie znalazły się również drzewa rosnące wzdłuż ulicy Ziemowita, czyli jedyny zachowany do naszych czasów fragment alei kasztanowej, prowadzącej z ulicy Traugutta do pałacu Garbolewskich.

Nasz artykuł spotkał się z żywym odzewem mieszkańców Sochaczewa.

Zanikający klimat

Nasi czytelnicy postulowali m.in. objęciem ochroną drzew rosnących wzdłuż ulicy Wojska Polskiego na odcinku od skrzyżowania z Ziemowita do Licealnej i na fragmencie od Mazowieckiej do 15 Sierpnia, oraz rosnących przy ulicy Dywizjonu 303. Czy chociażby drzew rosnących wzdłuż ulicy Łuszczewskich.

Co prawda rosnące tam drzewa nie spełniają kryteriów, aby wpisać je do rejestru. Ale według mnie powinny być objęte specjalną ochroną ze strony miasta ze względu na tworzony przez nie klimat oraz walory estetyczne. Nie bez znaczenia jest również fakt, że w Sochaczewie w ostatnich latach, w związku z przebudową ulic, rosnące przy nich drzewa, stanowiące o niepowtarzalnym uroku miasta, zostały usunięte. Dlatego musimy robić wszystko, aby ratować te nasadzenia, które jeszcze istnieją i tworzą zielony, niepowtarzalny klimat naszego miasta – powiedział nam jeden z naszych rozmówców.

Inni z kolei zwracali uwag na fakt, że nawet jeśli niektóre drzewa zostaną wpisane do rejestru pomników przyrody, to i tak zostaną wycięte.

Do takich, jakoby bezprawnych działań miało dojść na rewitalizowanym w ubiegłym roku terenie nad Utratą w Chodakowie.

– To jakiś skandal. Tyle się ostatnio pisze o ratowaniu dla potomnych zabytkowej lipowej alei wzdłuż drogi z Sochaczewa do Żelazowej Woli. Tymczasem w majestacie prawa wycina się podobną aleję rosnącą wzdłuż skarpy przy ulicy Grunwaldzkiej. A to przecież teren objęty ochroną konserwatorską – zwraca nam uwagę jedna z mieszkanek Chodakowa. Jak dodała, wycięte zostały wszystkie rosnące tam lipy, które miały ponad sto lat. Nasza rozmówczyni podejrzewa, że wycinki dokonano bez zgody konserwatora zabytków. I jak przekonuje, lipy można było poddać pielęgnacji w celu ich uratowania.

Cud nie nastąpił

Lipy faktycznie zostały wycięte w ubiegłym tygodniu. Jak poinformowano nas w Urzędzie Miejskim, na ich usunięcie miasto posiadało wymagane zezwolenia, w tym zgodę konserwatorów przyrody oraz zabytków. Obydwie te instytucje po dokonaniu wizji lokalnej stwierdziły, że rosnących tam lip nie uda się uratować. Były one tak mocno zaatakowane przez jemiołę oraz inne szkodniki, że nie było metody zahamowania procesu ich obumierania.

Pozwolenie na ich wycięcie miasto otrzymało już trzy lata temu. Jednak zwlekano z tym. Liczono, że proces degradacji drzewostanu ulegnie zahamowaniu i lipy uda się uratować. Jednak trwająca od kilku lat susza i porastająca je jemioła jedynie przyspieszyły proces umierania drzew. A te po zagospodarowania terenów nad Utratą zaczęły stanowić zagrożenie dla spacerujących pod nimi mieszkańców.

Zapewniono nas jednocześnie, że w miejsce usuniętych drzew zostaną posadzone nowe. Miejmy nadzieję, że nie spotka ich los lip zasadzonych w Pasażu Duplickiego. Tam miasto chciało stworzyć dla przyszłych pokoleń aleję lipową. Jednak z 50 zasadzonych lip przetrwało tylko 9. Pozostałe zostały wyrwane lub połamane, przez co bardziej krewkich mieszkańców Chodakowa.

Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz