Strona główna Chodaków Zapomniane chodakowskie wspomnienia

Zapomniane chodakowskie wspomnienia

767
0
PODZIEL SIĘ

wspomnienia

 Wiedza o chodakowskich cmentarzach, bądź okresowych miejscach pochówku w Chodakowie, jest dzisiaj praktycznie znikoma. Czas zatarł wiele śladów i miejsca wiecznego spoczynku są dla większości z nas nieznane i nikt od wielu lat nie odwiedza dawnych grobów.

A przecież w Chodakowie nad Bzurą   pochowano wielu polskich żołnierzy, zmarłych w szpitalu polowym zorganizowanym w sali stołówki fabryki jedwabiu oraz w części pomieszczeń biurowych i hal produkcyjnych. Większość przywiezionych tutaj rannych ewakuowano 21 września 1939 roku ze szpitala polowego 2/57 mieszczącego się w Giżycach.

W szpitalu polowym

Jak wspominają najstarsi pracownicy fabryki, żołnierze leżeli w równych rzędach na siennikach uszytych z metkalu, wypchanych jedwabiem i słomą. Przez cały czas ranni mieli zagwarantowaną – oczywiście w ramach skromnych możliwości – pomoc medyczną ze strony wojskowych lekarzy oraz wojskowych i cywilnych sanitariuszek. Z niezwykłą ofiarnością oraz trudnym do opisania poświęceniem – pod ścisłym niemieckim nadzorem – pracowało dwóch polskich lekarzy: kpt Owczarek oraz kpt Różański z Armii Poznań.

Bardzo dużą pomoc przy opiekowaniu się rannymi żołnierzami świadczyły pracownice chodakowskiej fabryki, które wcześniej przechodziły szkolenie wojskowe w różnych miejscowościach na terenie kraju. Szkolenia te odbywały się w latach trzydziestych dwudziestego wieku i były finansowane przez fabrykę jedwabiu. Oprócz opieki medycznej nad rannymi   żołnierzami, sanitariuszki przygotowywały także posiłki oraz karmiły tych z żołnierzy, którzy sami nie byli w stanie ich spożyć. Były wśród nich Zofia Engwert (Trembicka),   Marszałkówna, Zwierzchowska, Jędrzejewska, Okrasa, Milczarek oraz Szymaniak z Żelazowej Woli.

W chodakowskim szpitalu panowała jednak duża śmiertelność. Praktycznie każdy dzień niósł ze sobą śmierć współtowarzyszy broni. Sala stołówki była więc dla wielu   żołnierzy miejscem napisania ostatniego listu do domu, ostatniej rozmowy i tęsknoty za najbliższymi. Na środku sali stał drewniany ołtarz polowy, nad którym widniał krzyż, rozchodzący się w różne strony promieniami zrobionymi z różnokolorowego jedwabiu. Każdego dnia mszę odprawiał ksiądz proboszcz Jan Bogusz z pobliskiego Trojanowa. W zależności od potrzeb spowiadał rannych żołnierzy, chodząc od siennika do siennika, oraz udzielał sakramentów świętych.

Brakowało lekarstw i bandaży. Panowała epidemia biegunki i czerwonki. Dla wielu żołnierzy brak środków medycznych oznaczał rychłą śmierć. Zmarłych wywożono najpierw w trumnach, ze zwykłych prostych oheblowanych desek, a później wozem po kilku żołnierzy naraz. Miejscem ich spoczynku był teren przyfabryczny, tuż nad Bzurą obok Stacji Pomp nr 1, gdzie kopano wciąż nowe groby. Tak więc teren stacji pomp stał się w niedługim czasie żołnierskim cmentarzem dla kilkudziesięciu polskich żołnierzy. Dopiero rok później na jesieni 1940 roku (dokładnie w październiku) – dzięki wydatnej pomocy księdza proboszcza z parafii Trojanów Jana Bogusza – udało się uzyskać zgodę na urządzenie cmentarza wojskowego dla poległych żołnierzy polskich oraz ich pochówek w Trojanowie, obok cmentarza parafialnego, powstałego w 1893 roku.

Ekshumacja na Trojanów

I tak zaczęły się ekshumacje z grobów rozsianych w różnych miejscach w okolicach Sochaczewa. Ekshumacją ciał zmarłych oraz pochowanych przy Stacji Pomp nr 1 polskich żołnierzy zajęli się pracownicy fabryki jedwabiu.

Ciała żołnierzy przewożono transportem fabrycznym, a wszystkim zajmował się społeczny komitet, któremu przewodniczył ksiądz proboszcz Jan Bogusz. I tak oto ksiądz, który polskim żołnierzom zmarłym w 1939 roku udzielał sakramentów świętych i chował ich nad Bzurą, rok później raz jeszcze modlił się w ich intencji.

Ksiądz Jan Bogusz urodził się 18 lutego 1903 roku w Suchowoli. W drugiej połowie lat trzydziestych trafił do Trojanowa, gdzie objął funkcję proboszcza. To właśnie jemu parafianie zawdzięczają elektryfikację dóbr kościelnych oraz zamontowanie kościelnych organów, które służą do dnia dzisiejszego. Trojanów opuścił w 1942 roku. Zmarł 29 listopada 1989 roku i został pochowany na cmentarzu Calvary w Seattle w USA.

Ekshumacje, jakich dokonywano w październiku i listopadzie 1940 roku, mogły nie być, jak sądzę, w pełni profesjonalne, ale trudno się temu dzisiaj dziwić. Może się okazać, że nadal przy stacji pomp w Chodakowie leżą szczątki zmarłych polskich żołnierzy oraz elementy ich wyposażenia, czy ich osobiste przedmioty. Podczas dokonywania ekshumacji nie było za dużo czasu na dokładne sprawdzanie miejsca pochówku poza ciałem zmarłego. Tak więc powtórna eksploracja tego miejsca mogłaby odpowiedzieć na wiele pytań, począwszy od znalezienia nieśmiertelników nieznanych do dzisiaj żołnierzy pochowanych w Trojanowie oraz ich osobistych rzeczy. Mogą to być na przykład guziki od mundurów, orzełki, fragmenty pasów wojskowych, butów czy inne rzeczy. O eksploracji tego miejsca marzy dyrektor Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą –   Paweł Rozdżestwieński. Potrzebne są tutaj jednak niemałe pieniądze. Wierzę, że odpowiednie fundusze się znajdą i uda się dokonać takiej eksploracji.

Zapomniane groby

Teren Stacji Pomp nr 1 w Chodakowie kryje jeszcze jedną, nieznaną wielu tajemnicę. Otóż do końca 1939 roku obok budynku stacji pomp, po lewej stronie – patrząc od strony Bzury – był mały cmentarz żołnierzy rosyjskich z pierwszej wojny światowej. Pośrodku cmentarza był krzyż, wokół groby, a wszystko było ogrodzone niewysokim   metalowym ogrodzeniem. Cmentarzem tym opiekowała się fabryka jedwabiu wiskozowego w Chodakowie, którą kierował prezes zarządu inż. Józef Krzyżanowski.

O tym chodakowkim cmentarzu z pierwszej wojny światowej szukałem informacji w dostępnych mi publikacjach dotyczących cmentarzy z tego okresu. Niestety nikt o nim wcześniej nie napisał i cmentarza tego próżno szukać także na mapach Chodakowa i okolic.

Na fabrycznej fotografii z 1927 roku widać wyraźnie budynek stacji pomp oraz po lewej stronie krzyż oraz teren niedużego cmentarza. Na trop tego cmentarza naprowadził mnie jeden z najstarszych pracowników fabryki mający dzisiaj przeszło 95 lat – Karol Engwert.

Być może fakt, że był tu cmentarz z pierwszej wojny światowej, zadecydował o miejscu pochówku żołnierzy polskich zmarłych w szpitalu polowym w fabryce jedwabiu.

Tak więc teren fabryczny wokół Stacji Pomp nr 1 w Chodakowie kryje do dnia dzisiejszego wiele tajemnic i tylko od nas zależy, czy chcielibyśmy je jeszcze poznać i odpowiedzieć sobie na wiele pytań związanych z dawnym Chodakowem.

Jest jeszcze jedno miejsce w Chodakowie, o którym   prawie nikt nie pamięta. Nad Utratą, od strony ronda, leżą do dnia dzisiejszego zabici tam Żydzi, często uciekinierzy z sochaczewskiego getta. Pisałem o tym mrocznym miejscu w mojej drugiej książce „Kufer wspomnień”, nazywając je ścieżką śmierci.

Czas zaciera ślady dawnych mogił i może się okazać, że za kilka lat nikt o tym wszystkim nie będzie już pamiętał.

Waldemar Bronicz

Fot 1. Stacja Pomp nr 1 chodakowskiej fabryki jedwabiu nad rzeką Bzurą, 1927 rok. Obok budynku widoczny cmentarz z pierwszej wojny światowej

Fot 2. Ksiądz proboszcz Parafii w Trojanowie – Jan Bogusz. W 1939 roku był kapelanem w szpitalu wojskowym w Chodakowie