Strona główna Rekreacja Dla kogo jest stadion?

Dla kogo jest stadion?

600
0
PODZIEL SIĘ
Fot.: Jerzy Szostak

Okazuje się, że z wybudowanych kosztem kilku milionów złotych nowych obiektów sportowych przy ulicy Warszawskiej nie mogą korzystać mieszkańcy Sochaczewa. Wszystko przez kuriozalny zapis dotyczący przyznania przez Ministerstwo Sportu dotacji na przebudowę stadionu.

W połowie czerwca został oddany do użytku nowy stadion przy ulicy Warszawskiej. Koszt inwestycji, która trwał prawie dwa lata wyniósł ponad 9 milionów złotych. Za tę kwotę wybudowano m.in. nową trybunę, przebudowano główną płytę boiska, wokół której ułożono sześciotorową bieżnię lekkoatletyczną z poliuretanu. Na stadionie powstała także rzutnia do pchnięcia kulą, skocznia w dal i wzwyż, a cały obiekt zyskał oświetlenie.

Jednak ci z mieszkańców, którzy cieszyli się, że będą mogli z korzystać z nowego obiektu mocno się przeliczyli.

Zakaz trenowania

Przekonał się o tym w ubiegłym tygodniu jeden z naszych czytelników. Jak mówi w środę, 28 października, odprowadził córkę na trening na pływalni Orka. Miał więc ponad godzinę dla siebie. A ponieważ biega, to postanowił wziąć ze sobą sprzęt sportowy, aby w tym czasie potrenować na stadionie.

Co prawda ćwiczyła tam grupa osób, ale nie przeszkadzaliśmy sobie. Zrobiłem kilka okrążeń. Następnie, gdy pozostali ćwiczący opuścili stadion rozpocząłem ćwiczenia na murawie, z tym, że nie na samej płycie tylko za bramkami. Wtedy na boisku pojawił się mężczyzna i oznajmił mi, że muszę opuścić obiekt, ponieważ nie mam prawa na nim przebywać – powiedział nam pan Michał. Mężczyzna powołał się na regulamin obiektu. A ten – jak stwierdził pracownik MOSiR – zabrania korzystania z obiektów na nowym stadionie przez osoby nie zrzeszone w stowarzyszeniach lub klubach sportowych.

Wyszło na to, że z obiektu, na który złożyli się z podatków mieszkańcy Sochaczewa, nie mogą korzystać mieszkańcy, a jedynie wąska grupa osób. To według mnie jakaś paranoja – stwierdza nasz rozmówca.

Podobnych przypadków nakazu opuszczenia bieżni w ostatnim czasie było dużo więcej. Co powoduje, że niektórzy z naszych rozmówców nie kryją rozgoryczenia z powodu braku dostępu do obiektów sportowych.

To coś nienormalnego. W innych miastach ludzie mogą korzystać z podobnych lub dużo lepszych obiektów tylko u nas wprowadzono zakaz – dodają.

Tylko dla wybranych

A ten zakaz – jak wynika z regulaminu zmieszczonego na stronie internetowej Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji oraz z kartki umieszczonej na jednym z filarów trybuny – stwierdza, że z bieżni lekkoatletycznej „o nawierzchnią poliuretanową mogą korzystać stowarzyszenia kultury fizycznej, które w danym roku otrzymują dotacje Gminy Miasto Sochaczew”. Oznacza to, że nikt inny nie może tego robić. Z kolei z istniejących na stadionie „urządzeń lekkoatletycznych tj. skocznia w dal, wzwyż, rzutnia,  korzystać mogą tylko grupy zorganizowane po dokonaniu wcześniejszej rezerwacji i pod opieką osoby uprawnionej do wykonywania ćwiczeń na danych urządzeniach (trenera, instruktora LA czy nauczyciela WF)”. Jeszcze bardziej wybiórczo potraktowano możliwość skorzystania z murawy boiska. Otóż według regulaminu mogą z niej korzystać: „jedynie członkowie Stowarzyszenia Kultury Fizycznej tj. Klub Piłkarski Orkan Sochaczew, RC Orkan Sochaczew, Klub Sportowy Bzura Chodaków, Uczniowski Klub Sportowy Unia Boryszew”.

Coś za coś

Skąd takie ograniczenia i czym są one spowodowane? Jak poinformowano nas w Urzędzie Miejskim zostały one narzucone przez Ministerstwo Sportu na etapie składania wniosku o przyznanie dotacji na przebudowę stadionu.

Miasto musiało zobowiązać się we wniosku, że z przebudowanych obiektów będą mogły korzystać wyłącznie i jedynie kluby i stowarzyszenia sportowe. Był to jeden z warunków przyznania dotacji. Gdyby miasto na to nie przystało dotacja nie zostałaby przyznana. Dlatego we wniosku wpisano wszystkie działające wówczas w Sochaczewie stowarzyszenia i klubu sportowe. I jedynie ich członkowie – decyzją Ministerstwa Sportu – mogą korzystać z nowych obiektów przy ulicy Warszawskiej. Zgodnie z umową dotyczącą dofinansowania taka sytuacja będzie trwała przez pięć lat, czyli przez okres tzw. trwałości projektu, w innym przypadku miasto musiałoby zwrócić przyznaną dotację.

Jerzy Szostak

fot. archiwum