Strona główna Powiat TVN24 w poszukiwaniu sensacji w czasie zarazy

TVN24 w poszukiwaniu sensacji w czasie zarazy

884
0
PODZIEL SIĘ

Wirus telewizyjny

 W czwartek, 22 października w programie „Czarno na białym” na antenie TVN24 został wyemitowany tzw. reportaż interwencyjny, w którym przedstawiono incydent w sochaczewskim szpitalu z udziałem ratownika medycznego, uzbrojonego – przez stację TVN24 – w ukrytą kamerę i pacjenta przywiezionego z Warszawy z potwierdzonym wynikiem zakażenia koronawirusem.

Założenie autorów programu wydaje się być jasnym: posługując się jednostkowym incydentem, pokażemy, jak źle funkcjonuje Szpital Powiatowy w Sochaczewie, a w konsekwencji jak „państwo PiS” nie radzi sobie w walce z pandemią. Wszystko w otoczce sensacji i wykreowanego na poczekaniu skandalu, bo to się najlepiej ogląda.

Miało być mocno

Stacja TVN24 – nie da się ukryć – jest zaangażowana w polityczny spór, jaki toczy się w kraju, więc od politycznego aspektu całej sprawy trudno uciec. Sensacyjny charakter programu „Czarno na białym” ma oddziaływać na widza szybko i mocno, ma stymulować emocje, nie zawsze zdrowe, bo telewizja to emocje. Ale czy tabloidowe dziennikarstwo, grające na emocjach, spełnia swoją społeczną rolę, w tym niespotykanym czasie pandemii? Komu służy w czasach zarazy nagonka na personel medyczny i szukanie kozłów ofiarnych wśród „tych złych” z PiS-u, bo takie jest zapotrzebowanie polityczne?

– Popieram istnienie niezależnych mediów. Uważam wręcz, że nie tylko ich przywilejem jest śledzenie tego, co się dzieje we wszystkich dziedzinach funkcjonowania społeczeństwa, ale i obowiązkiem, gdyż celem tych działań powinno być przede wszystkim wskazywanie błędów, złych praktyk, po to, aby je eliminować a przez to stale podnosić poziom i jakość życia nas wszystkich. Ale czy taki cel przyświecał redaktorowi, który realizował materiał o „strasznych” rzeczach, które dzieją się w sochaczewskim szpitalu? Mam poważne wątpliwości – mówi Jolanta Gonta starosta sochaczewski.

Prawda nie była najważniejsza

Starosta była jednym z bohaterów reportażu, nagrana (bez wiedzy i autoryzacji) przez redaktora podczas rozmowy telefonicznej. W kilkunastominutowym reportażu trudno oczywiście zamieścić wszystkie wypowiedzi i nagrania. Ale czy uczciwe i rzetelne wobec rozmówców i widzów, jest manipulowanie i wycinanie kluczowych zdań, które miały decydujący wpływ na sens całej wypowiedzi i obraz sprawy?  – Ani razu w wyemitowanym materiale nie usłyszeliśmy mojej, kilkakrotnie powtarzanej wypowiedzi, podczas rozmowy telefonicznej z przedstawicielem TVN24, gdzie prosiłam o przesłanie drogą elektroniczną nagranego w szpitalu materiału, abym mogła się z nim zapoznać. Jednocześnie zapewniałam, że po przeanalizowaniu materiału poproszę dyrektora szpitala o wyjaśnienia, a w razie potrzeby zarządzę kontrolę, następnie umówię się na spotkanie z twórcami tego programu w celu prezentacji mojego stanowiska – wyjaśnia starosta.

Ratownik ratownikowi

Według informacji na wstępie programu, miał to być materiał o ciężkiej pracy ratowników w dobie pandemii. W zamian otrzymaliśmy wyreżyserowany film, z użyciem ukrytej kamery i ratownika medycznego z pogotowia (spółka Meditrans), który jechał z Warszawy na sygnale do oddalonego Sochaczewa, gdzie czekała na niego kamera TVN24. Czyżby ratownik przyjechał, aby przy okazji szpiegować swoich kolegów po fachu? Czy w sochaczewskim szpitalu nie pracują ratownicy, którzy ratują ludzkie zdrowie i życie narażając każdego dnia również siebie?

Dziennikarz TVN24 dużo mówił o bezpieczeństwie epidemicznym i zachowywaniu procedur. Jednocześnie sam te procedury łamał, chodząc cały czas za ratownikiem po terenie szpitala. Tego kamery TVN24 już nie pokazały. Sam ratownik na ubraniu ochronnym miał założoną kamerę, co jest niedopuszczalne, ponieważ to właśnie kombinezon jest barierą ochronną. Podobnie jak niedopuszczalne jest to, aby ratownik medyczny wprowadzał razem z pacjentem covidowym na teren szpitala osobę obcą, w tym przypadku dziennikarza. Zarejestrowały to kamery monitoringu szpitalnego. Redaktor podnosi w programie larum, gdy pielęgniarka bierze od pacjenta dowód osobisty, ale dziennikarz nie wie, że zgodnie z procedurami i opiniami specjalistów, pielęgniarka ma pełne prawo dotykać dokumentów pacjenta bez rękawic, jeśli potem zdezynfekuje ręce.

Wiele wątpliwości

Wątpliwości, co do całej sprawy można mnożyć i wyjaśniać, ale sensacyjny reportaż musiał powstać tu i teraz, być mocny, by trzymać oglądalność przed telewizorami w tzw. prime-time. Ale pytań nasuwa się sporo. Czy raczej bezobjawowego pacjenta, który jak widzimy na nagraniu, jest w dobrej kondycji, siedzi, rozmawia swobodnie z kierowcą, nie ma duszności, oddycha bez tlenu, sam niesie swój bagaż, trzeba wieźć przez Warszawę na sygnale aż do Sochaczewa? Przepisy stanowią jednoznacznie, że kierowca pojazdu uprzywilejowanego może skorzystać z tych przywilejów wyłącznie w akcji ratowania życia i zdrowia. Należy też podkreślić, że samochód, którym wieziono pacjenta miał status ambulansu transportowego, a nie samochodu ratownictwa medycznego. Zachodzi więc podejrzenie o złamaniu przepisów prawa. Za ambulansem jadącym na sygnale, pędził drugi samochód – stacji TVN24. Jest społecznie naganne, żeby dla stworzenia atmosfery sensacji narażać innych użytkowników dróg, wykorzystując przy tym atmosferę strachu, spowodowaną pandemią.  Dlaczego kierowca – ratownik nie zadzwonił wcześniej pod znany mu numer telefonu na pododdział covidowy z informacją, że ma pacjenta zakażonego? Wówczas z pewnością wyszłaby do niego osoba w pełni poinformowana i świadoma zagrożenia z zachowaniem wszelkich zabezpieczeń.

Szpital niezakaźny

Dyrekcja placówki wyjaśnia, że na podstawie decyzji wojewody mazowieckiego z dnia 7 października br., została zobowiązana w trybie natychmiastowej wykonalności do utworzenia w Oddziale Wewnętrzno-Kardiologicznym pododdziału dla pacjentów zakażonych koronawirusem SARS-CoV-2. Szpital sochaczewski, jak praktycznie wszystkie polskie szpitale powiatowe, nie był projektowany dla celów funkcjonowania oddziałów zakaźnych. W związku, z tym nie ma pełnej możliwości dla spełnienia wszystkich wymagań przez szpitale, na które został nałożony nakaz utworzenia takich oddziałów. Ustalono zasady i wydzielono drogę transportu pacjentów z covidem, żeby w jak najmniejszym stopniu kolidowała z pozostałymi pacjentami, w tym jest odrębna winda do transportu osób zakażonych. Natomiast ze względu na ograniczenia architektoniczne jest niemożliwym, żeby nie było miejsc wspólnych dla wszystkich chorych. W tym, niestety jest wejście do oddziału, gdzie było nagrane kamerą przekazanie pacjenta.

– W pierwszych dniach funkcjonowania pododdziału przyjęto 23 pacjentów, co było wręcz heroicznym zadaniem i to właśnie wtedy nakręcono materiał do reportażu. Przedstawiony materiał nie pokazuje rzeczywistej, ciężkiej pracy włożonej w zorganizowanie i opiekę nad pacjentami. Tendencyjne nagranie nie powinno rzutować na ocenę całego personelu medycznego, który w ostatnich miesiącach, w ograniczonym składzie osobowym i w trudnych warunkach, ale w zgodzie z obowiązującymi zasadami, podejmuje wszelkie działania dla dobra pacjentów. Nagonka medialna na kadrę medyczną nie przyczynia się w żaden sposób do pomocy w walce z pandemią, a wręcz przeciwnie, powoduje u personelu szpitala niepotrzebny żal i frustrację – twierdzi Robert Skowronek, p.o. dyrektora Szpitala Powiatowego.

Materiał na zamówienie?

Zmontowany przez TVN24 materiał filmowy, okoliczności jego powstania i sama jego realizacja nasuwa więcej pytań niż odpowiedzi i trudno ocenić go na gorąco (w trakcie nagrywania programu), po obejrzeniu kilku wybranych fragmentów.

 – Pytań i niejasności związanych z tym materiałem jest jeszcze dużo, i właśnie, dlatego prosiłam redaktora o przesłanie materiału, tak, aby można było wyjaśnić te i inne kwestie. Ale czy komuś zależeć będzie jeszcze na słuchaniu wyjaśnień? Dla TVN24 ważne jest to, aby przycisnąć starostę do ściany, żeby się tłumaczyła, dlaczego jakiś pracownik szpitala nie założył maseczki. I puścić to w telewizji w oparach sensacji. A może chodziło o to, że ten szpital znajduje się w powiecie sochaczewskim, gdzie ja jestem starostą, reprezentującą Prawo i Sprawiedliwość? A skoro ów redaktor tak martwi się o zagrożenie epidemiczne w naszym mieście, to czy ktoś widział oburzenie tej stacji odnośnie stwarzania olbrzymiego zagrożenia zarażenia się koronawirusem przez uczestników manifestacji na placu Kościuszki w Sochaczewie, podczas ostatnich protestów? Przecież tam ludzie tłoczyli się jeden przy drugim – pyta retorycznie Jolanta Gonta.

Pomoc samorządu

Samorząd powiatowy dla naszego szpitala jest tylko podmiotem założycielskim, a placówka powinna z założenia samofinansować się z kontraktów, które zawiera z Narodowym Funduszem Zdrowia. Władze powiatu zdają sobie sprawę z tego, że środki z kontraktów są niewystarczające i w miarę swoich możliwości udzielają pomocy. – Proszę zauważyć, że ta pomoc została dopiero uruchomiana od 2015 roku, czyli od czasu, kiedy w powiecie sprawuje władzę koalicja, gdzie większość tworzą radni Prawa i Sprawiedliwości – dodaje starosta. Tylko w ostatnim czasie Zarząd Powiatu wyraził zgodę na wsparcie finansowe dla szpitala w wysokości około 120 tysięcy zł, właśnie na utworzenie 23 łóżek covidowych. W tym świetle zarzuty reporterów, jakoby powiat nie pomagał szpitalowi, są dowodem na brak wiedzy na temat sytuacji w powiecie sochaczewskim albo świadczą o złych intencjach twórców programu.  Odpowiedź z wyjaśnieniami szpitala w Sochaczewie została przesłana do stacji TVN24, bez żadnej reakcji ze strony autorów programu. Nasuwa się tu pytanie, czy po emisji „sensacyjnego” materiału, dziennikarzy już nie obchodzi, jak było naprawdę? Niestety, dla tej stacji liczy się to, co ludzie zobaczyli w telewizji.

Starostwo Powiatowe w Sochaczewie