Strona główna Mazowsze Koniec grilla na Mazowszu

Koniec grilla na Mazowszu

1892
0
PODZIEL SIĘ

Jeszcze w tym roku na Mazowszu zacznie obowiązywać zakaz używania kominków, rozpalania ognisk oraz grillów, a także korzystania ze spalinowych pił i kosiarek. Przepisy wprowadzone przez radnych Sejmiku Województwa Mazowieckiego mają na celu zmniejszenie emisji gazów, a tym samym likwidację smogu, który jest utrapieniem większości miast naszego województwa.

O tym, że Mazowsze w sezonie grzewczym spowite jest smogiem, nie trzeba nikogo przekonywać. Wystarczy spojrzeć na Sochaczew, w którym od jesieni do wiosny jakość wydychanego przez mieszkańców powietrza jest daleka od ideału. Nie lepiej jest też w innych miastach. Dlatego radni sejmiku województwa mazowieckiego zdecydowali się na uchwalenie Programu Ochrony Powietrza dla Mazowsza, który mazowieckie samorządy muszą zrealizować do 2026 roku bez względu na koszty.

 Kara za koszenie

Przyjęty przez Sejmik dokument dotyczy całego województwa i zawiera działania naprawcze, których wprowadzenie przełoży się na poprawę jakości powietrza. A będą one polegały m.in. na dokonywaniu nasadzeń zieleni, czyszczeniu ulic na mokro, zakazie używania dmuchaw do liści, grillów, pił spalinowych czy kominków – w dniach, gdy jakość powietrza odbiega od normy. Do tego dojdzie szeroko pojęta edukacja ekologiczna.

Ponadto każda gmina ma przeprowadzić do końca przyszłego roku inwentaryzację kotłów istniejących na jej terenie. Samorządy zostały także zobowiązane do wymiany konkretnej liczby kotłów na ich terenie, prowadzenia kontroli palenisk oraz akcji edukacyjnych. Dodajmy, że samorząd będzie miał 12 godzin na wykonanie kontroli w związku z interwencją mieszkańców, którzy podejrzewają, że ich sąsiad pali w piecu nieodpowiednim opałem, np. spala odpady.

Program nie jest jednak listą pobożnych życzeń. Otóż za niezrealizowanie zawartych nim zapisów będą grozić kary i mają być nakładane zarówno na samorządy, jak i mieszkańców. W przypadku gmin za niepodjęcie działań zawartych w POP kara ma wynosić od 50 tys. zł do pół miliona zł. Natomiast właściciele systemów grzewczych, którzy będą naruszali przepisy uchwały antysmogowej, mogą być ukarani mandatem do 500 zł lub grzywną do 5000 zł. Podobne kary grożą za spalanie odpadów. Natomiast udaremnianie lub utrudnianie przeprowadzenia kontroli jest przestępstwem zagrożonym karą aresztu. Podobne kary będą nakładane w przypadku używania urządzeń spalinowych: kos, dmuchaw czy kosiarek, gdy w danej miejscowości stacje kontroli powietrza odnotują jego zanieczyszczenie – czyli smog. A gdy się on pojawi, samorządy będą miały obowiązek wprowadzenia darmowego przejazdu komunikacją miejską dla kierowców samochodów.

Zamieszanie z piecami

Nikt nie jest przeciwko ograniczeniom zanieczyszczenia powietrza. Jednak takie działania muszą być przemyślane. Tymczasem przyjęty przez Sejmik dokument takim nie jest.

Weźmy chociażby temat pieców grzewczych. Jak wynika z danych zawartych w programie, na terenie Sochaczewa istnieją obecnie 5083 piece, które nie spełniają norm i które w ciągu sześciu lat trzeba będzie zlikwidować. Dodajmy, że na terenie gminy Sochaczew jest ich 2900. Kto ma to zrobić? Tego dokładnie nie określono. Stwierdzono jedynie, że gminy mają doprowadzić do ich likwidacji. A to oznacza, że samorząd powinien zrobić to na własny koszt lub przymusić sankcjami właścicieli budynków, aby tego dokonali. Problem jednak w tym, że gminy nie posiadają takich instrumentów, a z kolei nie wszystkich mieszkańców stać na wymianę pieców.

Ale na tym nie koniec problemu z piecami, z którymi wiąże się także konieczność kontroli palenisk, które muszą dokonywać gminy. W przypadku Sochaczewa, podobnie jak na terenie gminy Sochaczew, liczbę kontroli określono na 140 w ciągu roku. Tylko, kto ma to kontrolować i skąd samorządy mają wziąć na to środki, tego nie podano.

Jest jeszcze jeden problem. Otóż w obecnym systemie prawnym urzędnik nie może wejść sam na posesję i nakładać kary. Może to zrobić jedynie policja lub straż miejska, a tej ostatniej w Sochaczewie nie ma. Natomiast jej powoływanie tylko po to, aby spełnić wymagania zawarte w POP, mija się nie tylko z celem, ale jest również nieuzasadnione ekonomiczne. Na jej funkcjonowanie z budżetu miasta trzeba byłoby wydawać rocznie kilka milionów złotych. Miliony z budżetu miasta pójdą także na inne działania zawarte w programie POP. Jak mówiące o tym, że w momencie pojawienia się smogu transport miejski ma być darmowy dla kierowców samochodów. Jest to godne pochwały, z tym, że rodzi się pytanie, dlaczego akurat dla nich, a nie dla wszystkich mieszkańców.

Woda zamiast asfaltu

Kolejne kuriozum to zapis, w którym radni Mazowsza zobowiązują policję i inspektorów transportu drogowego do wzmożonych kontroli stanu technicznego pojazdów. Ma to doprowadzić do wyeliminowania z ruchu drogowego aut z wyciętymi filtrami DPF i niesprawnymi układami wydechowymi czy innymi usterkami powodującymi nadmierne zanieczyszczenie. Po pierwsze policja, jak i inspektorzy nie podlegają samorządowi Mazowsza, a po drugie i tak to robią.

Ale to nie koniec dziwnych działań nałożonych na gminy a zawartych w POP. Znajduje się w nim chociażby nakaz mycia dróg. W przypadku dróg krajowych, wojewódzkich i powiatowych ma być to robione przynajmniej 6 razy w roku – wiosną, latem i jesienią w okresach bezdeszczowych. Z kolei w obszarach zabudowanych gminy mają dokonywać mycia wszystkich dróg i ulic 12 razy w roku – po okresie zimowym, a pierwszego mycia trzeba dokonać najpóźniej do 30 kwietnia. Radni wyliczyli nawet, ile to będzie kosztowało i wyszło im od 200–800 złotych za polanie wodą jednego kilometra. Co w przypadku Sochaczewa, na którego terenie jest 114 kilometrów ulic podległych samorządowi, ów obowiązek będzie kosztował budżety miasta każdego roku 1 094 400 zł. Czyli prawie tyle, ile samorząd wydaje na utwardzenie sochaczewskich ulic. Dodajmy, że wodę trzeba będzie lać nie tylko na drogi o powierzchni asfaltowej, ale i na tłuczniowe i szutrowe. Co nie tylko w przypadku Sochaczewa, ale przede wszystkim gmin wiejskich, gdzie większość dróg to drogi gruntowe, jest kompletną paranoją. Tym większą, że gminy zamiast przeznaczać fundusze na utwardzanie dróg, będą je traciły na polewanie ich wodą.

Jerzy Szostak