Strona główna Sochaczew ZAMEK ZDOBYTY PRZEZ WANDALI

ZAMEK ZDOBYTY PRZEZ WANDALI

626
0
PODZIEL SIĘ
SONY DSC

Potłuczone lampy oświetlające ruiny sochaczewskiego zamku, pomazane zabytkowe mury, to tylko niektóre szkody spowodowane na wzgórzu zamkowym przez wandali. Nie ma praktycznie tygodnia, aby Zakład Gospodarki Komunalnej nie naprawiał zniszczeń dokonywanych tam przez odwiedzających wzgórze zamkowe.

W ubiegłym tygodniu do naszej redakcji dzwonili mieszkańcy Sochaczewa z informacją, że zamek znów się sypie, a władze miasta nie robią nic, aby nie doszło do powtórki z grudnia 2013 roku.

Wydali na to miliony, a i tak po latach wyszła z tego kolejna fuszerka – twierdzili nasi rozmówcy. Według których, o powtórzeniu się historii sprzed lat ma świadczyć pojawienie się na zamku ekipy remontowej Zakładu Gospodarki Komunalnej, która zaczęła naprawiać fragment ruin po południowej stronie zamku.

 Syzyfowe prace

Przypomnijmy, że siedem lat temu, zaledwie rok po zakończeniu prac związanych z rewitalizacją wzgórza zamkowego, część zabezpieczonych ruin zaczęła się rozpadać. Powodem była źle dobrana zaprawa zastosowana podczas konserwacji pozostałości zamku. Ta pod wpływem warunków atmosferycznych zaczęła się kruszyć. To z kolei spowodowało odpadanie cegieł.

Okazuje się jednak, że prowadzone obecnie prace na zamku nie mają nic wspólnego ze źle wykonaną konserwacją murów. Ekipa ZGK po prostu naprawia szkody, jakich po raz kolejny dokonali sochaczewscy wandale. A ci powyrywali cegły z pozostałości zamkowych fundamentów. Dodajmy, że naprawa wykonywana jest na zlecenie i pod nadzorem wojewódzkiego konserwatora zabytków, który bardzo wysoko ocenił efekty prac prowadzonych przez pracowników Zakładu. Co pokazuje, że nie zawsze trzeba zatrudniać firmy zewnętrzne, a wystarczy skorzystać z wiedzy fachowców zatrudnionych w jednostkach podległych miejskiemu samorządowi.

Drzemiąca furia

Jednak nawet najlepsi fachowcy są bezradni wobec ludzkiej głupoty, a dokładnie potrzeby niszczenia, która drzemie w niektórych mieszkańcach Sochaczewa. A ci na przykład zniszczyli nie tak dawno zainstalowane na zamku oświetlenia. Z kolei inni uszkodzili znajdującą się tuż przed schodami prowadzącymi na zamek figurę rycerza. Inni jeżdżą rowerami po zachowanych fragmentach zamku, wspinają się na ruiny, czy rysują po zabytkowych murach. Co prawda kamery monitoringu rejestrują te zdarzenia, a o niszczeniu obiektu natychmiast powiadamiana jest policja. Jednak niewiele to pomaga. Tymczasem koszty napraw dokonywanych zniszczeń wynoszą rocznie dziesiątki tysięcy złotych. Wydatków tych nie byłoby, gdyby odwiedzający zamek przestrzegali obowiązującego na wzgórzu regulaminu. Według niego na wzgórze nie wolno wchodzić po zmroku i w nocy. Małe dzieci powinny być pod opieką dorosłych. Natomiast dorośli powinni zachować zdrowy rozsądek i nie skracać sobie drogi w dół, schodząc po skarpie, bo niszczenie roślin wiążących korzeniami skarpę zwyczajnie narusza jej stabilność.

Zamknąć na kłódkę

Tylko, co z tego, skoro nikt nie czyta regulaminu. Co z kolei powoduje, że mimo kamer monitoringu najcenniejszy sochaczewski zabytek jest bezbronny wobec głupoty. Być może dlatego należałoby pomyśleć, czy nie warto sięgnąć po bardziej radykalne środki. Tym bardziej, że po zakończeniu budowy nowego amfiteatru taka możliwość się pojawi.

Chodzi o pomysł Pawła Rozdżestwieńskiego dyrektora Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą. Ten w jednym z wywiadów udzielonych Expressowi Sochaczewskiemu proponował wybudowanie ogrodzenia, które uniemożliwiałoby wchodzenie na wzgórze zamkowe po zapadnięciu zmroku. Nie trzeba otaczać nim całego wzgórza. Wystarczyłoby zamykać na noc teren na tyłach amfiteatru, gdzie znajduje się wejście na zamek. Fakt, trzeba by uzyskać na to odpowiednie zgody, m.in. od konserwatora zabytków, i ponieść dodatkowe koszty. Ale innego wyjścia nie ma, w sytuacji, gdy niektórzy z mieszkańców wychodzą z założenia, że jak coś nie jest prywatne, to znaczy jest niczyje i można to niszczyć dla samego niszczenia.

Jerzy Szostak

Fot. Jerzy Szostak