Strona główna Iłów Jubileusz w słońcu i deszczu

Jubileusz w słońcu i deszczu

130
0
PODZIEL SIĘ

Nikt nie spodziewał się, że tegoroczny, jubileuszowy V Festiwal Powideł Olenderskich Olenderfest 2020, który odbywał się w sobotę 5 września, przyciągnie takie tłumy mieszkańców i gości, nie tylko z regionu, ale też z odległych zakątków Polski. Organizatorzy obawiali się, że frekwencja może być mizerna z powodu pandemii. Tak się jednak nie stało. Nie przeszkodziło nawet piekące słońce, a po nim ulewny deszcz. Wszyscy świetnie się bawili przy muzyce, tańcach i degustacjach lokalnych potraw.

Tuż przed godziną 15.00 zaczęli ściągać mieszkańcy gminy i powiatu. Dojeżdżali też goście. Z początku wszyscy ruszyli oglądać wystawę historyczną o Olendrach – dawnych mieszkańcach terenów nadwiślańskich, oraz wystawione stoiska z rękodziełem i produktami rzemieślniczymi.

W tym roku z uwagi na panującą pandemię koranawirusa nasz festiwal ma trochę mniejszy zasięg, jest bardziej kameralny. Nie wszyscy zdecydowali się nas odwiedzić. Mamy też mniej wystawców, choć atrakcji nie brak i zapraszamy do odwiedzenia naszych stoisk oraz degustacji – przywitał przybyłych Andrzej Ciołkowski, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Ziemi Iłowskiej i właściciel gospodarstwa „Pod Jastrzębcem”, główny pomysłodawca festiwalu.

 Pomieszać w garze

Stoiska rzemiosła tradycyjnego cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Najmłodszym podobało się głównie kręcenie kołem garncarskim i lepienie własnych naczyń. Gotowe gliniane misy i donice można było kupić tuż obok.

Starsi próbowali swych sił w kuciu podków na kowadle, co nie było takie łatwe. Wielu przybyłym podobało się wyplatanie łozinowych płotów. Z zapałem pracowali przy tym zarówno młodzi, jak i starzy. Zabawa była przednia, ale wysiłek dość spory, tak więc dzieciakom szybko się to nudziło.

Natomiast chętnych nie brakowało do mieszania w kotle parującym na palenisku ziemnym. Z zainteresowaniem wielu spoglądało, jak mozolnie powstają holenderskie powidła. Końcowy efekt – gotowe powidła oraz sok buraczany można było kupić na stoisku tuż obok. Towar rozchodził się jak gorące bułeczki. Wielu kupowało wręcz ilości hurtowe – średnio po 8-10 słoiczków powideł i po kilka buteleczek gęstego soku.

Można było także kupić rękodzieło ludowe – fantazyjne pierniczki z bajkowymi postaciami, maskotki dla maluchów, jak też ludowe świątki i płaskorzeźby.

Olenderskie smaki

Od samego wejścia przykuwało stoisko z degustacją. Co prawda oplecione folią przeciwko wirusowi, ale nikomu to nie przeszkadzało, by sięgać po lokalne smakołyki. Można było spróbować wypieczonego przez gospodynie wiejskie domowego chleba, ze smalcem i ogórkiem.

Poza tym można było skosztować różnych ciast i ciasteczek. Tuż obok czekały pudełka z pierożkami oraz olenderskie smakołyki – siake fuszer, szwobe klycke i siulte gore. Nazwy trudne do zapamiętania, ale smaki nie. Stoisko było oblegane przez amatorów, że trudno było się dopchać. Wszystkie kulinaria przygotowali organizatorzy ze Stowarzyszenia oraz gospodynie z Iłowa i Suchodołu.

Nie zabrakło też stoisk pszczelarzy, którzy oferowali miód i miodowe kompozycje np. z imbirem lub anyżem, a także pierzgę, kit pszczeli i inne pochodne produkty z ula. Ogromnym powodzeniem cieszył się malinowy szampan z serwatki i kilkanaście odmian serów, które można było spróbować przed dokonaniem zakupu.

Z muzyką i pląsami

Uczestnikom Festiwalu zagrał zespół Janusz Prusinowski Kompania, prezentując świetną muzykę ludową do tańca. Chętnych do pląsów nie brakowało. Z kolei Bonanza Kuba Ziomczuk prezentował bardziej popowe utwory, tylko z elementami ludowymi.

Prawdziwym zaskoczeniem był niedawno powstały zespół Koła Gospodyń Wiejskich z Iłowa o nazwie Nasz Czas. Ich występ bardzo podobał się publiczności, która zgromadziła się pod namiotem. Zespół dostał owacyjne brawa. Występom nie przeszkodził nawet ulewny deszcz.

– Było bardzo kameralnie i wesoło. Jeszcze później dostarczono dodatkowe jedzonko i były tańce. W zespole „Nasz Czas” również występują panowie, którzy są członkami koła gospodyń. W innych kołach również mamy panów. W jednym z kół nawet jeden jest prezesem koła. Cieszymy się, że impreza się udała i było wielu uczestników. Widać, że ludzie spragnieni są takich spotkań. Nas cieszy to, że tyle osób przybyło z innych regionów Polski – stwierdziła radna powiatowa Wanda Dragan.

Organizacja imprezy wsparta została finansowo przez Samorząd Województwa Mazowieckiego i Program LEEDER.

Bogumiła Nowak

Fot. Bogumiła Nowak