Strona główna Powiat Czekanie na łaskę urzędników

Czekanie na łaskę urzędników

251
0
PODZIEL SIĘ
SONY DSC

Podobno nic tak nie cieszy władz samorządowych, jak zaangażowanie mieszkańców w działania wspólnoty. Tyle teoria. W każdym razie w Sochaczewie taka aktywność przyjmowana jest z daleko idącą rezerwą, aby nie powiedzieć z niechęcią ze strony urzędników.

Kilka tygodni temu informowaliśmy o prośbie mieszkańców ulicy Ziemowita, którzy zwracali się do Powiatowego Zarządu Dróg w Sochaczewie o położenie kresu parkowaniu na trawnikach znajdujących się przy jednej z najpiękniejszych ulic miasta. Wykazując tym samym dbałości o wspólnie mienie, jakim w tym przypadku jest zieleń miejska. Nic jednak z tego nie wyszło, bowiem PZD twierdzi, że to nie jego sprawa a policji. Co ciekawe, jeszcze kilka lat temu – gdy w PZD rządziła inna ekipa podobne prośby mieszkańców były załatwiane w ciągu dwóch, trzech tygodni i nie trzeba było do tego interwencji prasy czy policji.

Ale nie tylko Powiatowy Zarząd Dróg jest głuchy na prośby mieszkańców. Podobnie jest z miejskim urzędnikami. Przykładem może być sprawa wyznaczenia przejść dla pieszych na skrzyżowaniu ulic Mazowieckiej i Wojska Polskiego. O ich wykonanie mieszkańcy zwracają się od lat do Urzędu Miejskiego. Jednak te prośby pozostają bez odzewu. Jest to co najmniej dziwne w sytuacji, gdy przez to skrzyżowanie każdego dnia przechodzą setki osób, w tym uczniowie LO im. Fryderyka Chopina. Nie lepiej jest na skrzyżowaniu ulic Słowackiego z Wojska Polskiego, gdzie także mieszkańcy od lat proszą miejskich urzędników o wymalowanie przejścia dla pieszych, którym bezpiecznie mogłyby przejść dzieci uczące się w Szkołach Podstawowych numer 3 i 1. Ale i tutaj także nic się nie dzieje.

Podobnie jak na osiedlu przy ulicy Senatorskiej, a dokładnie przed blokiem numer 14. Tam rok temu, jak poinformowali nas mieszkańcy, doszło do uszkodzenia pokrywy jednej ze studzienek telefonicznych.

Interwencja miejskich służb ograniczyła się jedynie do ustawienia na zniszczonej pokrywie słupka ostrzegawczego. I tak od roku słupek stoi, jak stał. Rozumiemy, że studzienka nie należy do miasta, ale czy podlegli burmistrzowi urzędnicy nie mogą wymóc na jej właścicielu naprawy. Jest to karygodne. Tym bardziej, że na skwerze przed blokiem każdego dnia bawią się dzieci i o nieszczęście nie jest trudno. Ale najwidoczniej nikomu z urzędników na ich bezpieczeństwie nie zależy, bo gdyby zależało, to studzienka już dawno byłaby naprawiona – powiedzieli nam mieszkańcy osiedla.

Jerzy Szostak

Fot.: Jerzy Szostak