Strona główna Powiat Susza nadal zagraża uprawom

Susza nadal zagraża uprawom

124
0
PODZIEL SIĘ

Wbrew pozorom padające w tym roku dość często deszcze nie poprawiają sytuacji hydrologicznej na terenach powiatu sochaczewskiego. Gwałtowne burze i nawałnice więcej robią szkód niż pożytku. Poziom wody gruntowej w części gmin powiatu zagraża nadal uprawom. Jak twierdzą rolnicy, sytuacja może nie jest tak tragiczna, jak zapowiadano, ale nadal nie ma powodów do radości.

– Ostatnie bardzo suche i bezdeszczowe lata spowodowały, że poziom wód gruntowych bardzo się obniżył. To też efekt ostatniej, bezśnieżnej zimy w naszym powiecie. Zwykle topniejący śnieg spływa do gruntu. A ostatnia zima nie dość, że była bez śniegu to jeszcze dość ciepła. Nawet teraz, jeśli pada to dość krótko. Przydałby się dłuższy, drobny deszcz, który będzie wsiąkać i spływać do ziemi. Po tych nawałnicach upał wszystko wysusza i nadal nie ma zmian – mówi pan Kazimierz, jeden z rolników spod Iłowa.

Teren gminy Iłów nie ma najlepszych gruntów i dodatkowo od ostatnich kilku lata, co lato problemy z wodą. Co roku rolnicy skarżą się tam na to, że upały wysuszają plony i straty sięgają ostatnio w niektórych miejscach nawet do 70 procent upraw.

 Susza jest bezlitosna

– Wysokie temperatury przez cały rok, a także małe opady śniegu zimą, pociągnęły za sobą poważne konsekwencje związane między innymi z małą wilgotnością gleb oraz niskim poziomem wód w rzekach. Susza może doprowadzić do kryzysu w rolnictwie, energetyce, a także sprawić, że pewne obszary Polski staną się… stepem – tak twierdzą klimatolodzy.

Ich zdaniem susze nie są zjawiskiem nowym dla Polski, ale ich częstotliwość z roku na rok coraz bardziej wzrasta. W latach 1951-1981 odnotowano w Polsce zaledwie 6 susz, w latach 1982-2011 aż 18, a od 2013 z suszą musimy mierzyć się, co roku.

W tym roku po raz pierwszy susza przyszła wiosną i to może zapowiadać największą suszę w ostatnim stuleciu. Wyższe średnie temperatury roczne przyczyniają się też do szybszego parowania wody, a więc także wysuszania gleb. To bezpośrednio przekłada się na stan rolnictwa i ceny żywności w sklepie.

Szymon Malinowski, fizyk atmosfery twierdzi, że mogą być problemy w tym roku z dostępem do części owoców i warzyw. Na pewno część trzeba będzie sprowadzać. W ponad 70 procentach rolnicy skarżą się na brak opadów. Problemu nie rozwiązują pojedyncze ulewne opady, ponieważ szybko spływają one do rzek, a potem do morza. Nawodnić glebę może tylko umiarkowany regularny deszcz.

Może być gorzej

Stan wody tylko w niektórych częściach kraju wzrósł alarmowo. Nie przekłada się to na nawodnienie gruntów. W niektórych częściach Polski, jak na terenie powiatu sochaczewskiego w wielu gminach tej wody w gruncie wręcz brakuje.

– Ostatni nawalne deszcze zniszczyły tylko uprawy truskawek i malin, ale nie wpłynęły na stan wilgotności gleby. Woda spłynęła i nadal jej brak. Nawalne deszcze nie są dobre dla rolników – mówi pani Bożena, sprzedająca truskawki i maliny z własnej plantacji.

Klimatolog Marcin Popkiewicz zaznacza, że nadal zbyt mało się robi w Polsce, by odwróć klimatyczny trend, grożący pustynnieniem. Uważa, że powinno się promować w większym stopniu gromadzenie wody, sadzenie lasów i dbanie o mokradła, które określa mianem naturalnej gąbki. Korzystnym jest odtwarzanie naturalnego biegu rzek, budowanie małych zbiorników retencyjnych, płodozmian w rolnictwie, a także przywracanie mokradeł i podnoszenie wód podziemnych w lasach. Natomiast w miastach rozszerzanie terenów zielonych oraz terenów naturalnej retencji.

Obecnie na terenie części powiatu sochaczewskiego jest susza hydrologiczna i hydrogeologiczna. Ta pierwsza wynika ze średniego obniżenia ogólnego poziomu wód m. in. w rzekach. Natomiast druga z obniżenia wód podziemnych. O tej suszy świadczą np. wysychające latem studnie. Polska jest obecnie trzecim od końca państwem Unii Europejskiej, jeśli chodzi o ilość wody rocznie przypadającej na jednego mieszkańca.

– Powinniśmy zatem gromadzić deszczówkę i do podlewania ogrodów ją wykorzystywać. Tak sama robię od lat. Tak robili moi dziadkowie i rodzice. Zawsze ustawione były dwie-trzy beki na deszczówkę. A woda ze studni, czy później wodociągu była stosowana tylko do gotowania i jedzenia. W ogrodzie i do prac gospodarczych stosowaliśmy deszczówkę – dodaje pani Anna z gminy Rybno.

Aby w tym roku całkowicie pozbyć się suszy deszcz musiałby padać no stop przez trzy miesiące. Oczywiście nie bardzo obfity, ale drobny i intensywny. To raczej nam nie grozi. Stąd też rolnicy z powiatu sochaczewskiego obawiają się, że choć plony będą ciut lepsze niż przed rokiem, to jednak powrót do obfitych zbiorów pozostaje w sferze marzeń.

Bogumiła Nowak

Fot. Pixabay