Strona główna Edukacja Jak rozbroić hejtera

Jak rozbroić hejtera

111
0
PODZIEL SIĘ

Jeszcze około 20-25 lat temu pojęcia hejter czy troll były zupełnie nieznane. Choć to ostatnie słowo bardziej kojarzyło się z germańskimi bajkami i było ucieleśnieniem złośliwego skrzata. Dziś oba słowa są znane prawie każdemu i określają osoby, które czerpią przyjemność z nękania innych. O tym, jak pokonać takie osoby, dyskutowali uczestnicy na spotkaniu w Łoskot Cafe.

Był wiek rozumu, okres rewolucji przemysłowej, czasy postindustrialne. Gdybym miała określić teraźniejszość, nazwałabym ją epoką hejtu. Nienawidzimy wszystkiego. Tych, którzy się od nas różnią, zwłaszcza tym, na co nikt nie ma wpływu, ­ kolorem skóry, religią, stylem życia, seksualnością. Nienawidzimy tych, którzy nas przypominają – imigranci najbardziej nie mogą znieść innych imigrantów, tych, którzy nie mówią prosto z mostu, co myślą – ach, ta polityczna poprawność; tych, którzy mówią prosto z mostu, co myślą. Nie wypada nazwać faszystą osoby o poglądach faszystowskich; bogatych, bo skąd mają kasę; biednych, bo dlaczego nie radzą sobie w życiu; wykształconych, bo się mądrzą; niewykształconych, bo im się nie chciało… mogłabym tak wymieniać w nieskończoność ­– wspomniała Katarzyna Pyś – Fabiańczyk, organizująca warsztaty na ten temat.

Na spotkanie przybyło bardzo wiele osób w różnym wieku. Jednak najwięcej było młodzieży i to ona najżywiej dyskutowała. Warsztaty z radzeniem sobie z mową nienawiści pod hasłem „Hejt? To nie przejdzie!” odbyły się w czwartek, 2 lipca. Poprowadziła je brawurowo Agnieszka Ryczkowska–Przywoźny, na co dzień zajmująca się mediacjami.

Zasób słów, którym umiemy człowieka zwymyślać, często bywa rozleglejszy niż słownictwo, za pomocą którego możemy precyzyjnie opisać własne stany emocjonalne” – to zdanie Marshalla Rosenberga przytoczyła w trakcie spotkania, przedstawiając jednocześnie jego osobę jako znanego w świecie amerykańskiego mediatora, który starał się pogodzić najbardziej zwaśnione strony, również w sporach międzynarodowych.

­– Kiedy usłyszałam, że mam poprowadzić spotkanie na temat hejtu, byłam nieco przerażona, bo co ja wiem na ten temat. Jednak poszperałam głównie w internecie i okazało się, że to przecież nic innego, jak pewien rodzaj mediacji i szukania porozumienia. Starałam się przyjrzeć mechanizmowi hejtu – wspomniała mediatorka. – Nie formułuję żadnych gotowych rozwiązań na hejtowanie, ale chcę, by spojrzeć na hejt w duchu porozumienia, bez przemocy, to jest poprzez cztery kroki: oddzielenie ocen od obserwacji, dotarcie do swoich uczuć, odkrycie potrzeb oraz sformułowanie prośby do siebie lub innych – dodała.

Hejter, jak zauważyli uczestnicy, jest często osobą niedowartościowaną, pełną zazdrości, zawiści i agresji wynikających z obniżonego poczucia wartości. Jak zwalczyć go? Można po prostu zlekceważyć – i taką drogę wybiera większość. Jednak to nie rozwiązanie, bo hejter znajdzie inną ofiarę. Można też zastraszyć, ale to zdaniem mediatorki da krótkotrwały efekt. Później może taka osoba być jeszcze bardziej nieprzewidywalna. Mediatorka radzi rozpoznać emocje i potrzeby własne i hejtera, nawiązać z nim dialog, wyrazić chęć pomocy, współczucia. To jej zdaniem osłabia i wytrąca mu oręż z ręki. Jednak to jedna z dróg, bo tak naprawdę – co wykazała dyskusja – nie ma jednej, trafnej diagnozy na pokonanie hejtu. Każda sprawa to za każdym razem inny pomysł, który wymaga poznania emocji i metod działania.

­– W internecie jest nam łatwo obrażać. Zwłaszcza, gdy jesteśmy anonimowi, oddaleni od celu naszej agresji. W internecie nie działa empatia, nie musimy mieć odwagi do podjęcia odpowiedzialności. W internecie odreagowujemy często własne frustracje, czy złości. Tak bywa, ale czy warto niszczyć sobie życie, bo w gruncie rzeczy hejter atakując innego, kopie samego siebie – zauważyła Agnieszka Ryczkowska – Przywoźny.

Dyskusja trwała bardzo długo, gdyż uczestnicy wspólnie z mediatorką analizowali przypadki hejtu, jakiego sami doświadczyli, głównie w sieci. Zastanawiali się, czy podjęli słuszną drogę działania i czy sprawę można było inaczej rozwiązać.

Bogumiła Nowak

Fot. Bogumiła Nowak