Strona główna Kultura Fotografie niczym obrazy

Fotografie niczym obrazy

116
0
PODZIEL SIĘ

Przez cały lipiec i sierpień w Galerii Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sochaczewie można oglądać wystawę „Harmonia środka – fraktale”. To tzw. postfotografia, która jest wydrukowana na płótnie i tworzy coś w rodzaju obrazu. Autorem wystawy jest Andrzej Rosłaniec, pochodzący z Sochaczewa artysta, a obecnie mieszkaniec Krakowa. To jego druga w tym roku wystawa w naszym mieście.

Pierwsza prezentacja prac Andrzeja Rosłańca miała miejsce na początku lutego w Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą. Wtedy przedstawione zostały prace na ekspozycji „Fotografia i Postfotografia – Fragmenty, Rendery, Fraktale”, na którą złożyły się 42 fotogramy w różnych wymiarach i ujęciach.

Jak stwierdza artysta, ta twórczość wymusza na nim większą pracę, by zaistnieć w tak wielkiej masie fotografii, by wyróżnić się nie tylko pięknym zdjęciem, ale stworzyć pełną, artystyczną kreację. Nie tylko dzięki programom komputerowym, ale też własnej wizji. To nie jest takie proste. Jak zauważa Andrzej Rosłaniec, nastąpiło rozgraniczenie na fotografię w tradycyjnym rozumieniu i na postfotografię, czyli dzieła wychodzące z fotografii i mające z nią tylko związek, jednak tworzące zupełnie nową jakość.

Tym razem wystawa „Harmonia środka” to udokumentowanie sztuki kadrowania. Efektem tego jest kompozycja, w której elementy uchwycone w obiektywie tworzą harmonijną całość. Zazwyczaj głównym elementem powstałego obrazu, na którym koncentrujemy uwagę, jest punkt centralny kompozycji, często wyznaczony przez geometryczny środek, ale również może być ten punkt asymetrycznie przesunięty i zaakcentowany. Uzyskujemy to przez kompozycyjne podporządkowanie elementów obrazu. Fraktale to obraz złamany, cząstkowy lub ułamkowy, nieskończenie złożony i w dowolnym powiększeniu. W ten sposób można przedstawić każdy fotografowany obiekt, ujmując jego fragment i przetwarzając go w nieskończoność.

Prezentowane prace „Państwo Środka. Portrety” to cykl fotografii wykonanych w 2014 roku podczas podróży artysty po Chinach.

– Aby opowiedzieć coś niebanalnego, ciekawego o chińskiej rzeczywistości, skupiłem swoje obserwacje na człowieku i tylko czasami użyłem sztafażu „Made in China” do stworzenia kulturowego kontekstu portretowanych osób. Chciałem też uniknąć pocztówkowej atrakcyjności zdjęć z podróży i raczej wzbudzić refleksję o kondycji chińskiego społeczeństwa, niż zachęcić do peregrynacji w te strony. Nie ma tu żadnych analogii do teraźniejszości, do sytuacji pandemii – mówi Andrzej Posłaniec.

Warto przypomnieć sobie prace tego artysty.

BN

Fot. Bogumiła Nowak