Strona główna Kultura Portretował ludzi i przyrodę

Portretował ludzi i przyrodę

83
0
PODZIEL SIĘ

Wielu z nas zaskoczyła wiadomość o śmierci Stanisława Werle “Westa”, sochaczewskiego artysty malarza, twórcy ogromnej ilości portretów ludzi, zwierząt i kwiatów. Jego prace znane są również poza granicami Polski, gdzie w ostatnich latach zdobyły sobie wielkie uznanie.

Stanisław Werle –West malować lubił od zawsze. Już jako kilkulatek wykazywał wyjątkowe zdolności malarskie. Jednak nie poszedł w kierunku wykształcenia plastycznego. Nie skończył też żadnej prywatnej edukacji u mistrzów malarstwa.

Bardzo lubię malować i gdybym mógł, to nie wychodziłbym z pracowni nawet na moment. Jak zacznę malować, to przestaje dla mnie istnieć cały świat. To jest moja największa życiowa pasja. Cały czas się uczę i pracuję nad warsztatem. Jestem amatorem i do wielu rzeczy muszę dochodzić sam, metodą prób i błędów. Jedne obrazy wychodzą mi lepiej, inne gorzej. Jednak ta praca z pędzlem i płótnem jest dla mnie fascynująca. Od wielu lat używam tylko i wyłącznie farb olejnych. Najlepiej mi się z nimi pracuje i im pozostanę wierny – mówił w jednym z wywiadów.

Zresztą niechętnie tych wywiadów udzielał. Nie dał się nigdy namówić na dłuższą rozmowę o swej pracy i sztuce.

Co tam będę gadał. Ja nie od tego. Mogę tylko malować. Gadanie jest nie dla mnie – wymawiał się z wywiadu.

Sochaczewianie pamiętają jego wystawy m.in. w Galerii Klubu Nauczyciela w Sochaczewie, ze Spotkań ze Sztuką w „Jezioranach”, w Kramnicach Miejskich, czy z „Okna sztuki” – wakacyjnego projektu Marcina Hugo – Badera w Parku im. Fryderyka Chopina w Sochaczewie. Tam był w ubiegłym roku co weekend. Prace artysty były też eksponowane na benefisie Władysława Komendarka w Warszawie, gdzie cieszyły się ogromnym powodzeniem.

Artysta zaczynał swą przygodę z malarstwem od pejzaży i kwiatów. Potem pojawiły się zwierzęta i portrety. Wielu pamięta niezwykle piękne safari, egzotyczne ryby z mórz południowych i cykl taneczny. Zaskakiwał tempem, w jakim powstawały jego dzieła i serie prac, a jednocześnie perfekcją wykonania. Jeden obraz powstawał zwykle w 3-4 dni. „West” malował tylko dniami, bo nie znosił pracować przy sztucznym świetle. Artysta miał niezwykłą wyobraźnię. Tworzył cyklami tematycznymi – zwierzęta, tancerzy, głównie tanga, portrety znanych gwiazd i mniej znanych – swych znajomych i przyjaciół. Malował też kopie wielkich dzieł historycznych. Jego obrazy urzekały realizmem, energią i światłem.

– Staram się zawsze jak najdokładniej odzwierciedlić każdy szczegół, ale również za każdym razem włożyć w te obrazy cząstkę siebie. Nie chcę wiernie kopiować – stwierdzał.

Nie uczestniczył w konkursach plastycznych, gdyż był indywidualistą i uważał, że jest mu to zbędne. W jego odczuciu konkursy powodują, że artyści zupełnie niepotrzebnie rywalizują ze sobą, a jego jako człowieka spokojnego i mało konfliktowego nie interesowała walka o podium.

– Maluję, bo to sprawia mi ogromną radość i chcę przekazać ludziom moje widzenie świata, poprzez moje obrazy. Chcę malować jak najwięcej, by osiągnąć możliwie najwyższy poziom, jaki będzie mi dany – mówił pytany o to, co jest dla niego najważniejsze w twórczości.

Artysta zmarł nad ranem 28 maja w wieku 70 lat. Zmogła go choroba, z którą walczył przez ostatnie lata. Jego pogrzeb odbył się w sobotę 30 maja.

Sochaczewianom będzie zapewne brak bardzo tego pogodnego, sympatycznego i pełnego uśmiechu artysty. Szkoda, że już nie powstanie żaden piękny obraz, pełen jasnych barw i słońca.

Bogumiła Nowak

Fot. Archiwum