Strona główna Kronika kryminalna Uczennica z Ogrodnika wyprowadziła w pole gwałciciela

Uczennica z Ogrodnika wyprowadziła w pole gwałciciela

805
0
PODZIEL SIĘ

Historia ta sięga czasów, gdy na drogach kursowały tylko państwowe autobusy z firmy PKS. Samochodów osobowych było jak na lekarstwo, a dzieci po ukończeniu ósmej klasy szkoły podstawowej w swojej gminie, musiały kontynuować naukę w jednej z sochaczewskich szkół ponadpodstawowych. Nasza bohaterka mieszkała w gminie Rybno, uczyła się w Technikum Ogrodniczym w Sochaczewie. Telefoniczna informacja, która wpłynęła od dyrektora tej szkoły do policji, była tak intrygująca, że kryminalni natychmiast znaleźli się w szkole.

Dziewczynka opowiedziała, co jej się przydarzyło tego dnia. Autobusy PKS, choć kursowały regularnie, to jednak ich rozkład jazdy nigdy nie był dostosowany do czasu, w jakim dzieci rozpoczynały lub kończyły naukę. Całe grupy dzieciaków dojeżdżały do Sochaczewa korzystając z tak zwanych okazji. W dzisiejszych czasach rzadziej można zobaczyć stojące przy drogach osoby usiłujące zatrzymać samochód celem podwiezienia, ale wówczas autostopowiczów było bardzo wielu.

Zwiodła zboczeńca

 Dziewczynka, nie mając możliwości dojechania do szkoły autobusem, a nie chcąc tracić dnia nauki – tak jak wielokrotnie to robiła – stanęła przy drodze i machając ręką próbowała zatrzymać jakiś samochód, którym podjechałaby do Sochaczewa. Po jakimś czasie zatrzymał się koło niej dostawczy żuk i siedzący w samochodzie kierowca, na pytanie czy podwiezie ją do Sochaczewa, zgodził się na to. Droga wiodła koło miejscowości Dębsk, a następnie kierowca skręcił na most w Kozłowie Biskupim. Trasa ta była bardzo często wykorzystywana do ominięcia Sochaczewa – wiecznie zatarasowanego przez samochody ciężarowe, wobec tego nie zdziwiło to dziewczyny. Zaskoczenie nastąpiło, gdy kierowca nagle skręcił w okoliczny las. Sprawy przybrały bardzo zły obrót. Dziewczynka zorientowała się, że za chwilę może stać się ofiarą zbrodni. Zamiary kierującego autem były jednoznaczne i zdecydowanie wskazujące na próbę zgwałcenia nieletniej.

Rozmowę z dziewczynką prowadziła policjantka, gdyż kobieta z kobietą szybciej się zrozumieją. Tym bardziej, że mężczyzna w tym przypadku był zdecydowanie czarnym charakterem. Po pewnym czasie policjantka spotkała się z nami i tu dowiedzieliśmy się tak niesamowitych informacji, że  nie byliśmy w stanie w je uwierzyć.

Dziewczynka, gdy sprawca zaczął dobierać się do niej, zachowując się całkiem spokojnie powiedziała, że chętnie pokochałaby się z panem kierowcą, ale ma bardzo ważną kartkówkę w szkole i musi zdążyć, aby ją napisać, bo inaczej wyleją ją ze szkoły. Zaproponowała, że po lekcjach o piętnastej dotrze do tego miejsca w lasku i gdyby kierowca chciał, to z przyjemnością zawrze z nim bliższą znajomość.

Nie wiem, czy poziom intelektu przestępcy był tak niski, czy psychologia perswazji zastosowana przez dziecko była tak skuteczna. W każdy bądź razie do gwałtu nie doszło. Kierowca ochoczo podwiózł dziewczynkę do szkoły, umawiając się z nią na godzinę 15.00 we wspomnianym lasku. Słuchaliśmy tego z niedowierzaniem, to było nieprawdopodobne. Po naradzie wszystkich kryminalnych – dla świętego spokoju a także na wszelki wypadek – zrobiliśmy dwie rzeczy. Po pierwsze bardzo dokładnie przesłuchaliśmy uczennicę i to nie było przesłuchanie o tym, jak wyglądał sprawca. Pytaliśmy o każdy, nawet najdrobniejszy opis przedmiotów, jakie znajdowały się w kabinie kierowcy, o jego ubranie a nawet zauważalnych uszkodzeń zewnętrznych auta. Po drugie zastawiliśmy w miejscu spotkania zasadzkę, choć pewni byliśmy, że nie ma takiej możliwości aby przestępca, który choć usiłował dokonać zbrodni, powrócił w to miejsce. Musiałby być idiotą.

Zgubiły go majtki

 Idiota nadjechał jednak od strony mostu w Kozłowie piętnaście minut przed czasem. Żuk parkotał mu miarowo, gdy podjechał do stojącej przy lesie uczennicy, która była tak twarda, że zdecydowała się nam pomóc do końca. Uśmiech na twarzy kierowcy zamarł, gdy w jego seksualne wizje wdarły się obrazy osaczających go policjantów. Pościg był krótki.

Po zatrzymaniu, samochód przyprowadzono na teren komendy a kierowcę zaczęto przesłuchiwać. Jak było do przypuszczenia, poszedł w zaparte. W tym miejscu wykorzystano materiały z rannego przesłuchania poszkodowanej. Krok po kroku. Punkt po punkcie opisywano i fotografowano szczegóły wyposażenia samochodu, które wcześniej opisała dzielna dziewczynka. Klamka od strony pasażera była tak skonstruowana, że nie można jej było otworzyć z wewnątrz pojazdu, o czym w przesłuchaniu podawała poszkodowana, na desce rozdzielczej były trzy naklejki, których treść i rozmieszczenie zgadzały się co do joty z wcześniejszym opisem uczennicy. Takich „zgodności” opisowych było jeszcze wiele.

Uczestniczący w oględzinach kierowca na początku zaprzeczał, że kogokolwiek wiózł, ale widząc ilość argumentów, zaczął zmieniać zdanie. Twierdził, że może kiedyś ta dziewczynka jechała w tym samochodzie i dlatego wie, jak wygląda w środku, ale to nie znaczy, że on ją chciał zgwałcić. Prawem podejrzanego jest mówić co chce i gdy on tak mówił i mówił, przeszliśmy do dalszych oględzin. Uczennica podała wygląd odzieży, jaką miał na sobie kierowca tego dnia. Szary sweter w serek koło szyi, wytarte sztruksowe spodnie koloru ciemnego, buty za kostki zapinane na rzepy i majtki koloru czerwonego. Kierowca na naszą prośbę odpiął pasek od swych ciemnych sztruksów, rozpiął guzik od spodni i opuścił je. Stał tak na placu koło swego żuka w tych czerwonych majtkach i wyglądał bardzo żałośnie. Nie mógł  już znaleźć wytłumaczenia, co do swojej bielizny.

Kierowcę tymczasowo aresztowano. Był to pracownik zaopatrzenia jednej z firm pod Łodzią, który – jak się okazało w śledztwie – takich przygód seksualnych miał jeszcze kilka na terenie kraju.

To, co zrobiła ta dziewczyna, to był majstersztyk psychologii. Dla mnie jej czyn zasługiwał na medal. Wiedziała co ryzykuje, zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństwa, ale zachowała się tak, jak niejeden z nas nigdy nie potrafiłby się zachować, a była przecież tylko dzieckiem.

Ireneusz Kisiołek