Strona główna Kronika kryminalna PŁATNI MORDERCY W AKCJI

PŁATNI MORDERCY W AKCJI

776
0
PODZIEL SIĘ

Nie oglądam seriali kryminalnych. Mało tam prawdy a wiele sensacji, której celem ma być podniesienie popularności filmowej produkcji. W filmach scenarzysta zawsze na koniec zostawia imponujące sceny, gdzie trup kładzie się gęsto, a kule świstają po całej okolicy.

W tym przypadku wystrzelonych kul było kilka, lecz nie były to pociski, które przyniosły śmierć.

Pierwszy z wystrzelonych pocisków przebił szybę w oknie w pokoju, gdzie mieszkał kilkunastoletni chłopiec, przeleciał koło jego głowy, a następnie wbił się w ścianę pokoju. Dwa następne strzały oddane w kierunku chłopca były też niecelne, gdyż jeden z pocisków zatrzymał się we framudze solidnego plastikowego okna, a drugi po przebiciu szyby utkwił w monitorze komputera, który stał w pokoju.

Sprawcy strzelali jeszcze kilkakrotnie, lecz nad mieszkańcami domu czuwał ich anioł stróż i nikt nie został trafiony.

Wówczas  – a były to czasy, gdy gangsterzy zaczęli skutecznie i z hukiem eliminować konkurencję – kierowałem pracą policjantów operacyjnych.

Na miejscu strzelaniny, w miejscowości usytuowanej w gminie Nowa Sucha, byliśmy kilkanaście minut po zdarzeniu.

W budynku otoczonym wysokim metalowym płotem, zamieszkiwała rodzina składająca się z rodziców i dwójki nieletnich dzieci. Nigdy nie byłem wcześniej u tych ludzi, a z ich opowieści dowiedziałem się, że rok temu przeprowadzili się do tej gminy z Warszawy.

Napastnicy strzelali z co najmniej dwóch pistoletów, oddali kilkanaście strzałów celując w postacie znajdujące się w oświetlonych nocną porą pokojach, których okna wychodziły na wiejską ulicę. Kule wybiły jedno z okien, a w drugim przestrzeliły szyby, w których widoczne były małe otworki.

W mojej ocenie sprawcy strzelali, aby zabić.

Rodzina nie potrafiła powiedzieć, kto do nich strzelał i dlaczego.

Z uwagi na późna porę i ciemności panujące na drodze, nie byli w stanie podać żadnych szczegółów dotyczących sprawców i samochodu, jakim się poruszali.

Sprawa stała się priorytetowa. Gdyby kule osiągnęły swój cel, mielibyśmy wielokrotne zabójstwo, a na to nie mogliśmy pozwolić.

Roztoczyliśmy nad nimi pewnego rodzaju parasol, aby wykluczyć kolejną próbę usiłowania wystrzelania członków tej rodziny. Mogę śmiało stwierdzić, że przez blisko miesiąc ta wieś była chroniona niczym najtajniejszy obiekt wojskowy.

Nie wiedząc, kto strzelał, postanowiliśmy dowiedzieć się, do kogo strzelano. Dokonaliśmy wielu sprawdzeń, przeprowadziliśmy mnóstwo rozmów i ustaliliśmy, że rodzina, którą zabójcy chcieli wyeliminować w sposób zaczerpnięty z czasów gangsterskiego Chicago, miała już pewne zatargi w Warszawie ze zorganizowanymi grupami przestępczymi.  Chodziło o interesy, które po pierwsze były nie do końca legalne a po drugie, które przyniosły określone zyski, lecz podział tych zysków niestety nie spodobał się bandyckim bossom. Rodzina postanowiła wyemigrować z Warszawy do podsochaczewskiej miejscowości, ale i tu znaleźli ją „cyngle” gangu i usiłowali dokonać egzekucji długu poprzez egzekucję dłużników.

Gdy poskładaliśmy do kupy te informacje, ustaliliśmy dwóch młodych – ale z ciekawą kartoteką kryminalną – członków jednej z band, którzy wykonywali zlecenia podobne do tego z naszego terenu.

Ponowna rozmowa z poszkodowanymi dostarczyła trochę nowych informacji o przebiegu zdarzenia a z okazanych kilkunastu fotografii poszkodowani wybrali dwie, które przedstawiały sprawców strzelaniny. Jak państwo domyślacie się, były to fotografie wytypowanych wcześniej osób.

Teraz nastąpiła najniebezpieczniejsza dla nas część działań. Należało zatrzymać niedoszłych zabójców. Jeden z nich mieszkał w Warszawie, na blokowisku koło lotniska Okęcie. Był już od roku poszukiwany za zbrodnie, więc raczej za pewnik uznaliśmy, że nie będzie go w miejscach nam znanych a tym bardziej w miejscu zameldowania. Drugi z bandytów zamieszkiwał w starej kamienicy przy ulicy Świerszcza, w dzielnicy Warszawa Włochy.

Przez kilka dni, praktycznie nie zdejmując taktycznych kamizelek kuloodpornych i z przeładowanymi pistoletami, przeszukiwałem z moimi podkomendnymi mieszkania, warsztaty puby i pustostany w tej dzielnicy. Proszę mi wierzyć, było bardzo niebezpiecznie. Szczęście nam dopisało. Zatrzymany mężczyzna wcale nie wyglądał, ani na bandytę, ani tym bardziej na zabójcę, ale tacy są przecież najlepsi w swym kryminalnym fachu. W czasie przewożenia z Warszawy do Sochaczewa, niestety emocje pokonały rozum i z pasją oraz zapałem wykrzykiwał, jak bardzo nienawidzi rodziny zamieszkałej w okolicach Sochaczewa i co im powinien zrobić, albo zrobi, jak tylko wyjdzie z więzienia. Nie bylibyśmy policjantami, gdybyśmy pominęli tę informacje podczas raportowana stanu śledztwa prokuratorowi.

Po aresztowaniu Piotrka, bo tak miał na imię bandyta, porozmawiałem z poszkodowaną rodziną, która podziękowała nam za pomoc i zadeklarowała przeprowadzenie się do miejscowości znacząco odległej od Warszawy i Sochaczewa, co przyjąłem z głębokim zadowoleniem.

Po miesiącu dowiedzieliśmy się, że zatrzymany chłopak ma postawiony zarzut zabójstwa, dokonanego na terenie województwa podlaskiego, oraz usiłowania zabójstwa w innej miejscowości pod Warszawą.

Opisałem tę historie, aby oglądając sensacyjny kryminał pamiętali państwo, że prawdziwe historie dzieją się obok was. To tu padają strzały płatnych zabójców. To tu gangi usiłują narzucać swoje prawa. To tu są policjanci, wasi sąsiedzi, którzy zastanawiają się, czy kamizelka mająca ich ochronić przed kulami, na pewno ich ochroni. A w domu czeka na nich rodzina nie filmowa, ale prawdziwa.

Ireneusz Kisiołek