Ochroniarz, który wymuszał haracze

Będąc kierownikiem sochaczewskich kryminalnych któregoś dnia otrzymałem telefoniczną informacją od moich kolegów kryminalnych z komendy wojewódzkiej, że na naszym terenie działa bandyta usiłujący wymuszać pieniądze od lokalnych biznesmenów.

Prawdę powiedziawszy dokładnie wiedziałem, kto komu i ile płaci za różnego rodzaju usługi, ale było to raczej w kręgach pewnego układu. Jednak tam panował niepisany kodeks, w którym preambułą był zakaz jakiejkolwiek współpracy z „psami”, czyli z nami policjantami.

Zdziwiłem się zatem bardzo i rozpocząłem badanie sprawy. Oto pewien mieszkaniec Sochaczewa zgłosił się do sochaczewskiej komendy informując, że w rozmowie telefonicznej nieznany mu mężczyzna oświadczył, że ma zapłacić 5000 zł, jako wyrównanie rachunków z dawnych czasów. Policja przyjęła zawiadomienie i rozpoczęła w sprawie czynności dochodzeniowe. Po pewnym czasie zgłaszający sprawę oraz jego żona zostali telefonicznie poinformowani, że w związku z poinformowaniem policji cena wzrosła do 8000 zł.

Pracownicy dochodzeniowi prowadzący postępowanie umorzyli je z powodu niewykrycia sprawcy a telefony dalej dzwoniły i cena urosła już do ponad 10 000 złotych.  Po umorzeniu dochodzenia stosunki na linii policja a pokrzywdzony znacznie się pogorszyły.  Niepokój zaczęły wzbudzać informacje przekazywane przez bandytę o rozkładzie dnia poszkodowanych oraz dokładny opis tego,  jak były ubrane były ich dzieci konkretnego dnia.

Nie mogąc uzyskać pomocy w Sochaczewie mężczyzna napisał kilka pism, informując o swych problemach komendę wojewódzką policji i inne instytucje mające pomagać w przestrzeganiu prawa. Te posuniecie okazało się strzałem w dziesiątkę. Natychmiast umorzoną sprawę przekazano do mnie z zaleceniami: pilne, priorytet, natychmiast. Do Sochaczewa zjechali też detektywi z województwa i obiecali pełne wsparcie. Na rozmowę z poszkodowanymi pojechałem ja i pracownicy komendy wojewódzkiej. Ustaliliśmy zakres naszych działań.  Poszkodowana rodzina była wyraźnie zadowolona, że nareszcie na poważnie potraktowano problem.

Założyliśmy, że przestępca musi obserwować rodzinę. więc i my  rozpoczęliśmy obserwację z zamiarem namierzenia szantażysty. Jednocześnie ustaliliśmy numer telefonu komórkowego, którym posługiwał się bandyta.

Jednak nasze działania operacyjne absolutnie nie wniosły nic nowego do sprawy a telefon został zakupiony na tak zwana kartę i aktywował się na krótki okres czasu.

Te informacje wzbudziły mój niepokój. Skoro standardowe działania policji nie są skuteczne to znaczy, że i bandyta jest inteligentny a to wróżyło tylko i wyłącznie problemy.

Przez następny tydzień dniami i nocami pilnowaliśmy zagrożonej rodziny i niestety ponieśliśmy klęskę. Pomimo wsparcia z komendy wojewódzkiej nie byliśmy w stanie posunąć się ani o krok do przodu.

Ale szczęście nam jednak dopisało. Analizując materiały sprawy doszedłem do wniosku, że możliwe jest, iż bandyta w jakiś sposób próbuje sprawdzać, co się dzieje na sochaczewskiej policji w dniach, gdy telefonował z groźbami i żądaniem okupu. Sprawdziliśmy wszystkie połączenia telefoniczne na komendę w tych dniach, kiedy logował się telefon przestępcy.

Miałem nosa i niezwykle szczęście, gdyż po kilku godzinach sprawdzeń otrzymałem nagranie rozmowy przeprowadzonej z poszukiwanego telefonu, w której ten mężczyzna informował dyżurnego komendy o … swoim imieniu, nazwisku, adresie zamieszkania i numerze samochodu, którym się porusza.

Jak ustaliliśmy  poszukiwany, to pracownik jednej z firm ochroniarskich, który mieszkał w Łowiczu, ale pracował często na terenie Sochaczewa.  W trakcie dłużących  się patroli interwencyjnych wymyślił, jak szybko zarobić kasę i – po zainwestowaniu w telefon na kartę – rozpoczął swoją przestępczą działalność. Jako ochroniarz wzbudzał mniejsze zainteresowanie służb i miał dużo czasu na obserwowanie wytypowanej rodziny.

Wszystko przebiegało według jego misternie opracowanego planu, do czasu, gdy będąc w Sochaczewie – po ponownym telefonicznym zagrożeniu rodzinie – stał się uczestnikiem kolizji drogowej. Czując się poszkodowany i znajdując w stanie zdenerwowania, poinformował dyżurnego komendy o kolizji drogowej. Zrobił to z telefonu, który miał służyć tylko do wymuszania haraczy.

Zatrzymania dokonaliśmy, gdy ponownie jechał do Sochaczewa na służbę i oczywiście telefon na kartę miał przy sobie nie przypuszczając, że policja może już znać jego właściciela.

Mężczyznę aresztowano, rodzina nam bardzo podziękowała, komendant wojewódzki dał nagrody i wróciliśmy do spraw, które musieliśmy na chwilę odłożyć. Ale taka właśnie była potrzeba chwili, bo przecież bandyta śledził dzieci i nie wiadomo jak daleko mógłby się posunąć. Zaś my sochaczewscy kryminalni nie mogliśmy dopuścić, aby spróbował zrealizować swój bandycki plan.

Ireneusz Kisiołek

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz