Strona główna Młodzieszyn Pijany zabił 24-latka

Pijany zabił 24-latka

1085
0
PODZIEL SIĘ

Nie pomagają policyjne apele do kierowców, by nie siadali po alkoholu za kierownicę. Policja łapie coraz więcej pijanych za kółkiem. Jeden z takich pijanych kierowców był sprawcą tragicznego w skutkach wypadku. W wyniku zderzenia z pijanym szaleńcem zginął 24-letni kierowca.

Do tragedii doszło w czwartek, 27 lutego, około godziny 20.30 na drodze krajowej nr 50 w okolicach Młodzieszyna.

­– Po przybyciu na miejsce zdarzenia pierwszych zastępów, ratownicy stwierdzili, że w zdarzeniu wzięły udział dwa samochody osobowe, które zderzyły się czołowo. Strażacy przystąpili do udzielania pierwszej pomocy oraz starali się wydobyć poszkodowanych przy użyciu narzędzi hydraulicznych. Niestety w wyniku wypadku jedna osoba poniosła śmierć na miejscu ­– poinformował Rafał Krupa, rzecznik Prasowy Komendy Państwowej Powiatowej Straży Pożarnej w Sochaczewie.

W pijanym widzie

 Miejsce wypadku, jak dodaje rzecznik straży, wyglądało przerażająco. Jak stwierdziła policja, analizując przebieg zdarzeń, kierujący renault scenic 36-letni mieszkaniec powiatu rawskiego jechał, nie zachowując zasad bezpieczeństwa. To doprowadziło do zderzenia samochodu z naczepą ciężarowego dafa, który jechał w tym samym kierunku co renault. Po czym samochód odbił się i zderzył się czołowo z jadącą prawidłowo z przeciwnego kierunku toyotą auris. Uderzenie było potężne.

Osobową toyotą kierował 24-letni mężczyzna. Jechały z nim dwie 23-letnie kobiety. 24-latek zginął na miejscu. Nie miał szans na wyjście cało z tego zderzenia. Natomiast jego pasażerki w ciężkim stanie i z poważnymi obrażeniami zostały przewiezione do szpitala.

Po badaniu na trzeźwość okazało się, że kierowca renault był pijany. Miał 1,7 promila w organizmie. Co więcej policja ustaliła, że był już w przeszłości karany za jazdę po alkoholu. Pijany był nie tylko 36-latek, ale też dwóch jego pasażerów. Kierowca renault i jeden z pasażerów z obrażeniami trafili do szpitala.

Tragedią jest bezmyślność

– To wielki dramat, którego można było uniknąć, gdyby kierowca renault nie wsiadł pijany za kierownicę. Tragedia została spowodowana bezmyślnością i brakiem rozsądku. Kierowca poniesie tego konsekwencje, ale nic nie wróci życia młodemu człowiekowi, który miał pecha trafić na pijanego na drodze ­stwierdziła mł. asp. Agnieszka Dzik, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Sochaczewie.

Choć za wcześnie jest jednoznacznie ocenić, jakie były okoliczności wypadku, to jednak już jednoznacznie można zauważyć, że jedną z głównych przyczyn mogło być to, że kierowca jechał pod wpływem alkoholu. Trwa dochodzenie pod nadzorem prokuratury.

Parę dni wcześniej, w nocy z 24 na 25 lutego, policja zatrzymała 15-latka z powiatu żyrardowskiego, który siadł za kierownicę w zastępstwie pijanego taty. Omal nie doszło do tragedii. Małoletni rajdowiec, jak dodaje Agnieszka Dzik, wpadł po kilkunastominutowym pościgu, zajeżdżał policjantom drogę, a po zatrzymaniu nie chciał opuścić auta, które nie miało aktualnych badań technicznych. Do zdarzenia doszło w Feliksowie. Policjanci zauważyli tam zaparkowanego w zagajniku opla zafirę. Gdy jechali w jego kierunku, kierujący pojazdem zaczął uciekać i nie zatrzymywał się mimo sygnałów dźwiękowych i świetlnych.

15-latek był trzeźwy, ale jego 39-letni ojciec już nie. Mężczyzna miał 1,5 promila alkoholu. Tłumaczył, że wysiadł z auta chwilę przed przyjazdem policjantów. Z systemu policyjnego wynikało również, że ma cofnięte uprawnienia do kierowania. Auto zostało odholowane na parking depozytowy na koszt właściciela. Nieletni w najbliższym czasie usłyszy zarzut zmuszenia policjantów do pościgu. Odpowie również za jazdę bez uprawnień i stworzenia zagrożenia w ruchu drogowym. Materiały trafią do sądu rodzinnego i dla nieletnich.

Policjanci będą również ustalać, kto kierował pojazdem przed pościgiem – tata czy syn.

­– Jedno jest pewne, że bez względu na to, który z nich kierował, obaj stwarzali poważne zagrożenie na drodze. Jeden nie posiadając do tego uprawnień, a drugi będąc kompletnie pijanym. W tym przypadku udało się uniknąć tragedii. Jednak pod Młodzieszynem już nie – podsumowała Agnieszka Dzik

Bogumiła Nowak

Fot. OSP Młodzieszyn

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPary poszukiwane
Następny artykułBezpłatne badania