Strona główna Teresin Nie śpią bo boją się katastrofy

Nie śpią bo boją się katastrofy

462
0
PODZIEL SIĘ

Mieszkający przy drodze w Pawłowicach ani na moment nie mogą się czuć bezpieczni. Szczególnie teraz, kiedy pojawiają się przygruntowe przymrozki. Asfalt od strony lasu pokrywa się cienką warstwą lodu i samochody jadące z dużą prędkością wypadają często z drogi.

– Nie ma tygodnia, aby coś się tu nie działo. Od końca stycznia do chwili obecnej doszło do 10 zdarzeń drogowych. Najpoważniejszy wypadek omal nie zakończył się tragicznie. Kierowca tuż za moją posesją wypadł z drogi. Jeszcze kawałek, a trafiłby w latarnię. Ja od grudniowego wypadku, w którym zginął kierowca, nie mogę spać. Zamieram ze strachu, gdy słyszę szum przejeżdżających samochodów – mówi Zofia Szymańska, właścicielka posesji, na której płocie zginął kierowca rozpędzonego auta.

Strach o życie

Droga przez Pawłowice, w kierunku Kampinosu, jest bardzo ruchliwa. Szczególnie w godzinach porannego szczytu oraz po południu. Zakręt, jeśli się nim jedzie, nie wygląda zbyt groźnie. Wydaje się, że łuk przechodzi miękko w prosty odcinek. Jednak to tylko pozory.

­– Po remoncie i przebudowie droga nie jest zbyt dobrze wyprofilowana i przy większych prędkościach zarzuca samochodami. A tu kierowcy nie zważają na nic i pędzą ­– zauważa pan Sławomir, sąsiad Zofii Szymańskiej.

Mieszka po przeciwnej stronie drogi. Walczył, aby drogowcy wykonali mu rów melioracyjny, który po remoncie został zasypany. Parę miesięcy temu, jeszcze przed wykopem rowu, rozpędzone auto staranowało stojący na podjeździe samochód i część ogrodzenia z bramą wjazdową.

­– Teraz jest o tyle bezpieczniej, że jeśli samochód wpadnie, to wpierw do rowu, a dopiero potem może na ogrodzenie i bramę. Zagrożenie jest, ale mniejsze. Jednak nie do końca droga jest bezpieczna. Tu największym problemem jest zbyt duża szybkość ­– dodaje.

Jeśli wyjdzie się na drogę, można zauważyć, że kierowcy w większości jadą w okolicach 70 kilometrów na godzinę. Na zakręcie zrobione są na asfalcie ograniczniki. Jednak niewiele one dają. Łomot odbić kół samochodowych aut przekraczających prędkość niesie się po okolicy.

­– Najbardziej boję się tirów. Boję się, że taka ciężarówka zmiecie mój dom. To dlatego nie mogę spokojnie spać –­ mówi pani Zofia.

Tiry tą drogą w ogóle nie powinny się poruszać. Na tym odcinku jest ograniczenie tonażu do 10 ton. Policja dość często się tu zasadza i wyłapuje kierowców łamiących ten zakaz. Ci jednak skarżą się, że brak oznakowań od strony Kampinosu. A trasa jest dla wielu dogodnym skrótem na Warszawę.

– Kierowcy twierdzą, że mają winietki. Pytałam o to w PZD w Sochaczewie i pani dyrektor Dębowska stwierdziła, że takich zezwoleń na tę drogę nie wydawała żadnemu. Tirowcy jednak jeżdżą tędy – mówi Zofia Szymańska.

W ciągu godziny na drodze przewija się około 5-6 dużych ciężarówek z naczepami. I to poza godzinami szczytu. Przy wzmożonym ruchu jest ich znacznie więcej.

Znak to nie wszystko

Zofia Szymańska wraz z sąsiadami ostatnich kilka lat walczy o bezpieczeństwo na drodze w sąsiedztwie swego domu. Jak zaznacza, w innym powiecie podobną drogę, po śmiertelnym wypadku, szybciej i lepiej oznakowano i zabezpieczono barierami ochronnymi.

­– Jestem bezsilna i błagam o pomoc, bo to co uzyskałam, to jedynie obietnice, że w przyszłości będzie tam próg zwalniający. Prosiłam też o ustawienie znaku z sygnalizacją pulsującą. Byłoby to dobrym ostrzeżeniem. OZD postawił ostatnio jedynie zwykły znak, który wielu kierowców lekceważy. Gdyby pulsowało światło, to byłby mocniejszy przekaz – dodaje mieszkanka Pawłowic.

Pani Zofia została też poinformowana o działaniach, jakie podejmuje PZD względem pechowego odcinka drogi w Pawłowicach.

Zarządca Drogi zwrócił się do Projektanta w sprawie możliwości montażu barier energochłonnych oraz wystąpił do Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego o zainstalowanie stacjonarnego urządzenia rejestrującego (fotoradaru). W dniu 8 stycznia otrzymaliśmy opinię Projektanta wskazującą na techniczną możliwość bariery energochłonnej pod warunkiem likwidacji dwóch zjazdów w ciągu bariery (o zakładanej długości minimalnej 60 m), ponadto należy przewidzieć konieczność montażu odcinka początkowego i końcowego, których to odcinków nie wlicza się do długości bariery. Wobec powyższego pojawia się konieczność rozwiązania problemu obsługi komunikacyjnej dwóch posesji znajdujących się na analizowanej zewnętrznej części łuku drogi” – informuje pismo Małgorzaty Dębowskiej, dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Sochaczewie.

­– To znaczy tyle, że tego nie zrobią. Nie ma innej opcji dojazdu do tych domów. Propozycja wykonania dojazdu z drugiej strony nie wchodzi w rachubę. To wymagałoby wycinki części lasu i zrobienia kilkusetmetrowej dodatkowej drogi. Mojego brata, który mieszka obok, i mnie na to nie stać. W innych regionach Polski takie bariery montowane są na krótszych odcinkach bez problemów – zauważa Zofia Szymańska.

Z pisma PZD mieszkanka Pawłowic dowiaduje się też, że „wskazana lokalizacja drogi powiatowej nr 4132W nie została ujęta w analizie jako miejsce, w którym należy w pierwszej kolejności zainstalować stacjonarne urządzenie rejestrujące i nie przewiduje się w chwili obecnej montażu urządzenia”. Poinformowano ją też, że awarię oświetlenia na łuku drogi spowodował ciągnik siodłowy, czyli tir. Po czym dyrektor Dębowska dodaje, że za uszkodzenie mienia mieszkanki odpowiedzialni są kierowcy, którzy nie przestrzegają ograniczenia prędkości i oznakowania o możliwości oszronienia drogi, gołoledzi i śliskiej nawierzchni. O swoich działaniach PZD poinformował lokalny samorząd.

­– Ustawione tablice nie spełniają naszych oczekiwań. A dwa słupki przy mojej posesji wytrzymają do pierwszej kolizji. Sama tablica za dnia jest lekceważona przez wielu kierowców. Migające, pulsujące światło byłoby silniejszym sygnałem ­– stwierdza Zofia Szymańska.

Może pomogłoby ustawienie tzw. „czarnego punktu”, określającego miejsce, gdzie giną ludzie?

Boję się teraz iść poboczem. Jesienią to Matce Boskiej zawdzięczam, że nie zginęłam pod kołami tira. Gdybym się nie cofnęła z pobocza, to bym już nie żyła – dodaje 80-letnia matka pani Zofii.

Mieszkańcy okolicznych posesji obawiają się puszczać swoje dzieci idące do szkoły, czy do sklepu. Sprawa zdaniem pawłowiczan nadal czeka na konkretne rozwiązanie.

­– Czy władze w końcu wezmą się za to, aby wprowadzić ograniczenie prędkości na tej drodze i ustawić odpowiednie oznakowanie. „Zwolnij”, póki co nie działa. Tu prędkość jest za duża. Radar też rozwiązałby sytuację. Policja miałaby problem z głowy. Błagamy urzędników, aby w końcu sprawa została rozwiązana. Nie tylko półśrodkami i byśmy mogli spać bez strachu – mówią zgodnie mieszkający przy łuku pechowej drogi.

Bogumiła Nowak

Fot. Bogumiła Nowak