Strona główna Sochaczew miasto Kto katuje łabędzie?

Kto katuje łabędzie?

559
0
PODZIEL SIĘ

W ostatnich tygodniach już po raz drugi w tym roku sochaczewscy kajakarze znaleźli poturbowanego łabędzia. Ptak był poraniony i szamotał się na wodzie. Kilka tygodni temu kajakarze również znaleźli rannego łabędzia. To nie pierwszy przypadek znęcania się nad tymi pięknymi ptakami.

Prawie rok temu kajakarze znaleźli pierwszego poszkodowanego łabędzia na działkach przy byłej cegielni, przy ul. Kościńskiego. Jak ustalili, przebywała tam para łabędzi. Gdy spłoszone ptaki chciały odlecieć, to jednemu się udało, ale drugiemu już nie. Prawdopodobnie uderzył on linię wysokiego napięcia i został porażony prądem. Jednak przyczyna mogła też być inna, na przykład łabędź mógł być poraniony od uderzenia kamieniem. Ptak żył i poruszał się, ale nie mógł odlecieć. Był bardzo przestraszony, gdy ktoś zbliżał się do niego, to syczał.

­– W ubiegłym roku zdarzyło się kilka podejrzanych zdarzeń, w których poszkodowane były łabędzie. Wcześniej takich sytuacji nie było. To zastanawiające, kto i po co męczy te piękne ptaki. Obrażenia wskazują, że to na pewno nie były inne zwierzęta, ale najpewniej człowiek. Kto może być tak bezduszny, aby je katować? – pyta Maryla Markowska – Bajurska ze Stowarzyszenia Kajakowcy Sochaczewa.

Miał zdarte pazury

Poranionego łabędzia kajakarze znaleźli, spływając Bzurą w sąsiedztwie Motoprzystani w Plecewicach. Ptak był przestraszony i agresywny.

­– Pływamy Bzurą przez cały rok. Wcześniej płynęliśmy na przykład na Trzech Króli. Teraz w Dzień Kobiet. Pierwszego rannego łabędzia znaleźliśmy w lutym. Ten znaleziony teraz, wyglądał na solidnie przestraszonego. Przerażony trzepotał przy brzegu skrzydłami. Okazało się, że ma pozrywane pazurki. Tego nie zrobiło inne zwierzę, a raczej człowiek. Nie mogliśmy jednak nic z nim zrobić ­i w żaden sposób mu pomóc – mówi Maryla Markowska – Bajurska.

Łabędź, to duży i silny ptak. Średnia waga dorosłego osobnika to około 10-12 kilogramów, a rozpiętość skrzydeł dorównuje wzrostowi bardzo wysokiego człowieka. Jest to więc około 2 metrów.

­– Nie dałoby rady zapakować wyrywającego się, przerażonego ptaka do kajaka i zawieźć… tylko gdzie? W niedzielę nie działa żaden gabinet weterynaryjny. Zresztą podobne problemy z pomocą łabędziowi mieliśmy rok temu. Tylko tamten był otumaniony, a ten rozdrażniony – mówi Mariusz Bajurski.

Ptak nie zmieściłby się w żaden sposób do kajaka z powodu swych gabarytów i raczej mógłby kajak wywrócić. W łódź wiosłową być może udałoby się ptaszysko załadować. Ale też nie jest to takie pewne. Z konieczności ptak został zostawiony na brzegu. Czy ktoś mu udzielił pomocy? Nie wiadomo. Zapewne zwierzę po jakimś czasie dojdzie do siebie. Obrażenia nie zagrażały życiu, ale dla łabędzia były bolesne.

Maltretują zwierzęta

Jak dotąd nie ustalono przyczyn, dla których ktoś znęca się nad łabędziami. Zresztą nie one jedne padają ofiarami ludzkiej bezduszności.

Jak wspominają państwo Bajurscy, nieopodal swego domu znaleźli niedawno martwe borsuki. Nieznana jest przyczyna ich padnięcia. Czy ktoś otruł te zwierzęta, czy padły z powodu choroby. Nie widać było śladów kłusowniczych wnyków, ani postrzeleń.

– Przypuszczalnie to jakaś choroba lub trucizna – stwierdzają małżonkowie.

Dzikie zwierzęta mają utrudnioną drogę do pomocy medycznej. Jak informuje pracownik Powiatowego Lekarza Weterynarii, rannymi i chorymi dzikimi zwierzętami, takimi jak łabędź, czy bobry lub borsuki zajmuje się wydział ochrony środowiska Urzędu Miasta w Sochaczewie, a w terenie poszczególne urzędy gmin. To im trzeba zgłosić informację o zdarzeniu. Jednak urzędnicy gminni nie mają możliwości zajęcia się takimi indywidualnymi przypadkami. Brak w gminach na to funduszy i fachowców. Przekazują sprawę do jednostki terenowej odpowiedzialnej za pomoc dzikim zwierzętom. Najbliższa od nas jest w Siedlcach. Jednak na pomoc zwykle trzeba poczekać od kilku do kilkudziesięciu godzin. Dwa lata temu do poszkodowanej w wypadku sarny pomoc z Siedlec dojechała dopiero po 24 godzinach. W ubiegłym roku ranny łabędź nie czekał aż tak długo. Pomoc trafiła do niego znacznie szybciej i ptak został wyleczony.

Problem jednak pozostaje. Ktoś znęca się na dzikimi zwierzętami, czego wcześniej nie było na naszym terenie, tak przynajmniej twierdzą kajakarze.

Bogumiła Nowak

Fot. pixabay