Strona główna Mazowsze Czy przyroda wymaga kontrolera

Czy przyroda wymaga kontrolera

291
0
PODZIEL SIĘ

Temat polowań na zwierzęta nabrał ostatnio większego znaczenia. Stał się tematem burzliwych sporów i ostrej wymiany argumentów. Z jednej strony jest społeczność wspierająca przyrodę i gorąco optująca za tym, aby człowiek nie ingerował w prawa natury i nie przekształcał środowiska pod swoje dyktando. Z drugiej myśliwi, którzy nie potrafią zrezygnować ze swych upodobań do polowań i dyktowania, w jakich ramach powinna się natura rozwijać. Kto ma rację? Prawda jak zwykle jest pośrodku i trudno wyrokować.

Ruch antyłowiecki znalazł w Sochaczewie i okolicach dość liczne wsparcie mieszkańców, którzy zaznaczają, że zbytnia ingerencja w kształtowanie środowiska naturalnego prowadzi do degradacji.

– Natura przez tysiące lat rozwijała się samoczynnie i regulowała sama. Kiedy jednak człowiek zaczął zbyt mocno w tę naturę ingerować i narzucać jej swoje warunki, zaczyna dziać się coś niepokojącego. Coraz częściej mówi się, że grozi nam degradacja i zniszczenie środowiska naturalnego. Coraz więcej gatunków flory i fauny ginie bezpowrotnie. A wszystko to za sprawą człowieka, który naturze zaczął dyktować warunki – zaznaczył Roman Głogowski, przyrodnik, fotograf i aktywista – ekolog w trakcie spotkania z mieszkańcami w sobotę, 8 lutego w Cafe Łoskot w Sochaczewie.

Mity i rzeczywistość

– Myśliwi propagują swoje łowieckie mity, które nie mają odbicia w rzeczywistości. Powołują się na tradycję i kultywowanie łowieckiego obyczaju. Jednak dla wielu ludzi te polowania   to zwykła rzeź. Z jednej strony słyszymy: polowania są dobre, bo trzeba ograniczać ilość zwierząt, a z drugiej: natura potrafi się sama regulować, nie potrzeba do tego ludzi ze strzelbami. Komu przyznać rację? Czy te polowania są nam potrzebne? – pytała prowadząca dyskusję Dorota Dyda.

Podczas spotkania przedstawione zostały dane statystyczne, które pokazały rozmiar polowań i tego, jak one kształtują przyrodę. Wspomniano również św. Huberta, patrona myśliwych. Jednak polscy myśliwi nie do końca stosują się do jego zasad.

– My nie tylko polujemy, ale też prowadzimy działalność wspierającą mieszkańców powiatu. Współpracujemy z harcerzami, rolnikami, udzielamy się w różnych akcjach społecznych, dbamy o środowisko i promujemy swą działalność – zapewnia Adam Kloch z koła łowieckiego Grunwald.

Tradycja czy pasja?

Jednak przyrodnicy nie ze wszystkim się zgadzają. Ich zdaniem nie ma potrzeby kontrolować populacji zwierzęcej, na co wskazują myśliwi. Dane o odstrzale z zeszłego roku mogą szokować. W ciągu 12 miesięcy zginęło blisko 290 tysięcy sztuk dzików, prawie 222 tysiące saren i 100 tysięcy jeleni. Odstrzelane są też takie zwierzęta jak muflony – blisko 800 sztuk, które są dość unikalną zwierzyną. W przypadku drobnej zwierzyny ponad 153 tysiące lisów straciło życie. Ale też prawie 13,5 tysiąca zajęcy szaraków, 17 tysięcy jenotów. Nawet jeden szakal złocisty, który jest unikatem na skalę Polski.

Wśród ptaków najwięcej ustrzelono bażantów – ponad 100 tysięcy. Większość z nich pochodziła z hodowli i zostały wypuszczone, aby myśliwi mogli je ustrzelić. Prawie 85 tysięcy upolowanych to kaczkowate – krzyżówki, cyraneczka, głowienka. Zaskakujące jest, że w polowaniach padło w minionym roku blisko 500 sztuk słonek, trudno uznać, że myśliwi mają z nich jakikolwiek pożytek ekonomiczny. Część z upolowanej zwierzyny nie trafia do przerobu spożywczego. Raczej chyba nie ma chętnych na konsumpcję borsuka, szopa pracza, czy właśnie słonki.

Myśliwi zasłaniają się tym, że mają plany odstrzałów wytyczone przez nadleśnictwo. Jeśli plan nie będzie zrealizowany, to ponoszą konsekwencje w postaci kar.

– Żaden rolnik nie powie o nas złego słowa. Pilnujemy ich pól przed szkodnikami. Nie polujemy też w okresie ochronnym i ściśle przestrzegamy zasad myśliwskich – dodaje Adam Kloch.

Jednak aktywiści ekolodzy twierdzą, że to jeden z myśliwskich mitów. Wiele polowań współczesnych, to nie szukanie i tropienie zwierzyny, tylko napędzanie ich przez nagonkę prosto po lufy myśliwych. Ekolodzy są przeciwni lansowaniu tradycji myśliwskiej jako historycznego polskiego dziedzictwa.

Nie dokarmiać

– Z wielu tradycji zrezygnowaliśmy. Czas się zmienia i idzie do przodu. Taką tradycją przez wieki były publiczne egzekucje skazańców, czy też niewolnictwo, dziś uznawane za barbarzyństwo. Naszym zadaniem współczesnemu człowiekowi nie są potrzebne polowania. Sztuczna depopulacja zwierzyny i ograniczanie prowadzi do dewastacji – zaznaczyła Doroda Dyda.

Z tym nie zgadza się Adam Kloch, który uważa, że zwierzyna, a zwłaszcza zbyt liczne gatunki niektórych zwierząt są zagrożeniem dla człowieka i trzeba stosować odstrzał, by utrzymać proporcje. Tyle jednak, że przyrost zwierzyny czasem w nadmiarze, jak to ma miejsce w przypadku dzików czy łosi, to ewidentna wina człowieka, który wyrzuca odpadki na skraju pola czy lasu. Dziką zwierzynę kusi darmowa stołówka, która uczy nachodzenia gospodarstw, a nawet prowokuje „wycieczki” do miejskich śmietników. Dokarmianie zwierzyny odpadami pieczywa, owoców i warzyw często nadpsutych, nie jest dobrą metodą. Roman Głogowski uważa, że jest to działanie wręcz szkodliwe, bo powoduje choroby i zatrucia zwierząt. Jednak myśliwi uważają, że bez dokarmiania zwierzęta nie poradzą sobie i wyginą. Ich zdaniem trzeba regulować działanie środowiska.

Nie chcą kontroli

– Tylko, dlaczego człowiek tak usilnie próbuje wszystko i wszystkich kontrolować. Czy to nam wyjdzie na zdrowie? Czy nie możemy po prostu żyć i cieszyć się życiem? – pytał jeden z uczestników spotkania.

Jedna z uczestniczek stwierdziła, że przecież polowanie to zabijanie i jest to sprzeczne z etyką. Myśliwych to nie przekonuje. Większość z nich stwierdza, że tak było przez wieki i polowania są nie tylko pasją i kontaktem z naturą, ale też uczą etosu myśliwego i szacunku do przyrody.

Każdy ma zatem swoją rację. Tylko, ile osób obecnie zdeklarowanych jest zjeść muflona, czy borsuka? A może ktoś ma apetyt na norkę albo piżmaka, lub bobra? Wśród zwierzyny łownej w Polsce całkowicie wyginął popularny przed wiekami drop. Wilcza populacja jest od 1998 roku odtwarzana (wilk jest pod całkowitą ochroną). W Polsce, zgodnie z dostępnymi danymi od kół łowieckich, na polowaniach przeciętnie w ciągu roku zabijanych jest milion zwierząt i ptaków.

Bogumiła Nowak

Fot. Bogumiła Nowak