Strona główna Mazowsze Czy mysliwi będą bezkarni

Czy mysliwi będą bezkarni

547
0
PODZIEL SIĘ

W ostatnich dniach coraz więcej mieszkańców powiatu sochaczewskiego i gmin ościennych, gdzie są kompleksy leśnie, skarży się na myśliwych, którzy ich zdaniem strzelają, jak im pasuje. Praktycznie do wszystkiego, co w polu się rusza. Tym samym stwarzają zagrożenie bezpieczeństwa publicznego. Mieszkańcy obawiają się, że jakiś zabłąkany pocisk może zrobić komuś krzywdę.

 W biały dzień przed południem, na odkrytym terenie między Wiejcą a puszczą, łaził taki gość i strzelał. Strach wyjść na spacer z rodziną, żeby dzieciaka z dzikiem nie pomylił. Kiedy i w jakich warunkach pojedynczy myśliwi mogą polować? – zastanawia się pan Marcin spod Kampinosu.

Ustawa zamyka las?

Pytania o bezpieczeństwo w lesie oraz na polach nurtują wielu mieszkańców. Tym bardziej, że czują zagrożenie, gdyż najnowsze przepisy zawarte w specustawie dotyczącej wirusa ASF tzw. lex Ardanowski (od nazwiska ministra rolnictwa i rozwoju wsi), zostały właśnie parafowane przez Senat RP. Zakładają one, że polowania będą mogły odbywać się w pobliżu domów, a pilnować bezpieczeństwa na nich będą strażacy, policjanci oraz wojsko. Ustawa czeka teraz na podpis prezydenta.

W opinii przeciwników tej ustawy, zapewnia ona całkowitą bezkarność myśliwym. A zwykły obywatel sprowadzony zostaje niemal do pozycji zwierzyny, na którą tenże myśliwy poluje. Polujący bowiem mogą wymusić pozbycie się z lasu spacerowiczów i grzybiarzy pod pretekstem polowania. I to im prawodawca przyzna rację. Najbardziej restrykcyjny przepis tej specustawy zakłada karanie pozbawieniem wolności osób utrudniających polowanie przez to, że znajdują się w lesie, gdy myśliwemu zechce się postrzelać. To zdaniem niektórych już nie eliminacja dzikich zwierząt, ale dyktat wobec innych obywateli fanatyków strzelania.

– To całkowite postawienie sprawy na głowie. Przecież las jest dla wszystkich, a przede wszystkim dla zwierzyny. Jeśli myśliwi wytłuką wszystko to, co żyje w lasach, to co nam pozostanie? Oglądanie dzikich zwierząt tylko na obrazkach – zastanawia się mieszkanka Podkampinosu.

Legalnie, czy nie

Przy zbiorowych polowaniach ustalany jest kalendarz tych polowań. Łatwo to sprawdzić w gminie – termin i na co te polowania są organizowane. Jednak w przypadku polowań indywidualnych, a te też są dopuszczalne w ustawie, nie ma żadnej możliwości weryfikacji. Chyba, że wezwie się policję, a ona sprawdzi delikwenta, czy poluje on legalnie i czy nie jest kłusownikiem – zauważa pani Anna.

Jednak i takie działania też rodzą kolejny problem. Zanim meldunek dotrze do patrolu policyjnego, a ten uda się na wskazane miejsce, to już po myśliwym dawno śladu nie będzie. Nie pomoże nawet dokładne wskazanie miejsca odkrycia strzelającego osobnika, gdyż liczy się czas. Myśliwy nie będzie czekał na kontrolę urzędnika.

– Polecam też nosić wiatrówkę i strzelać – stwierdza Karol, jeden z mieszkańców Kampinosu, uważając, że śrut raczej większej krzywdy nie zrobi nikomu, a postrzał nim jest bardzo bolesny.

Co prawda wszystkie polowania, te zgodne z kalendarzem urządzane są, aby pozyskać zwierzynę. Myśliwy legalnie działający powinien być wpisany do książki koła. Dodatkowo wymogiem jest, jak na razie, aby była zachowana odpowiednia odległość od zabudowań mieszkalnych.

W sumie należy pamiętać, że polowania odbywają się na wyznaczonym obrębie przynależnym do koła łowieckiego. Tylko w dzień można polować na jelenie, bażanty kuropatwy i zające. Musi być jednak zachowana odległość – 200 metrów od zabudowań. To konieczne ze względów bezpieczeństwa – zaznacza jeden z młodzieszyńskich myśliwych.

Co zatem zrobić, jak pojawią się wątpliwości, kiedy ktoś zauważa strzelającego na polu czy w lesie myśliwego?

– Nie ma co się zastanawiać, tylko dzwonić po policję. Niech sprawdzają gościa, czy jest na legalu. Lepiej nie zarażać siebie i swych bliskich. Przy okazji, nie tylko polowań indywidualnych, ale też i zbiorowych, warto zbadać trzeźwość strzelającego czy strzelających. To tak dla bezpieczeństwa innych – dodaje myśliwy.

Czasem bywa, że taki myśliwy potrafi ustrzelić nie dzika czy sarnę, a innego myśliwego. Takie zdarzenie kilka dni temu miało miejsce, co prawda nie w powiecie sochaczewskim czy Kampinosie, ale w nie całkiem odległym Mszczonowie.

Bogumiła Nowak

Fot. KPN

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułChrońmy miejski krajobraz
Następny artykułFerie na sportowo