Strona główna Sochaczew miasto Chrońmy miejski krajobraz

Chrońmy miejski krajobraz

409
0
PODZIEL SIĘ
SONY DSC

Coraz więcej miast decyduje się na uporządkowanie na swoim terenie reklam, które szpecą krajobraz, a tym samym wpływają negatywnie na mieszkańców i turystów. Ostatnio zrobiła to Warszawa. Tymczasem w Sochaczewie nikt o tym jeszcze nie myśli.

O tym, że Sochaczew nie należy do nazbyt zadbanych miast, nie należy nikogo przekonywać. Choć w ostatnich latach miasto zainwestowało olbrzymie środki w poprawę wyglądu przestrzeni publicznej, to jednak ta nadal pozostawia wiele do życzenia. Chodzi przede wszystkie o szpecące miasto reklamy, które wiszą praktycznie na każdym płocie czy budynku. Wpływ na postrzeganie Sochaczewa mają również elementy małej architektury, jak ławki, kosze na śmieci, przystanki autobusowe, tablice ogłoszeniowe czy ogrodzenia posesji. A te także pozostawiają wiele do życzenia. Podobnie jak wygląd samych posesji.

Śmierć billboardom

Co prawda przyjęta w 2015 roku ustawa o ochronie krajobrazu nie narzuca obowiązku podejmowania przez samorządy uchwał mających na celu jego ochronę, to jednak w wielu miastach w Polsce zostały one podjęte przez rady.

Ostatnio między innymi w Warszawie, gdzie reklamy, przede wszystkim wielkoformatowe, stały się prawdziwym utrapieniem. Po przyjęciu uchwały, wielkie, kłujące w oczy billboardy będą mogły być ustawiane jedynie przy trasach wylotowych ze stolicy. Ale na tym nie koniec. Warszawscy radni wzięli się także za szyldy. Te będą mogły być umieszczane jedynie na parterze budynków. Na dodatek określono również, jakiego rodzaju oraz jakiej wielkości nośniki będą mogły ozdabiać budynki. W przyjętej uchwale zajęto się ponadto małą architekturą. Na przykład w przypadku koszy na śmieci, które znajdują się na miejskich terenach lub należących do skarbu państwa, zdecydowano się na ich ujednolicenie nie tylko pod względem wyglądu, ale także materiału, z jakiego mają być wykonane. Warszawscy radni wzięli się również za ogrodzenia. Nie tylko postanowili określić ich dozwoloną wysokość i materiał, z jakiego mogą być wykonane. Postanowiono również sporządzić wykaz osiedli, na których nie będzie można się grodzić, a istniejące już ogrodzenia trzeba rozebrać. Dodajmy, że dotyczy to nie tylko centrum stolicy, ale osiedli na jej obrzeżach.

Poplątanie z pomieszaniem

 Tymczasem w Sochaczewie nikt o tym nie myśli. I tym samym krajobraz miasta nie ma nic wspólnego z planami mającymi uczynić Sochaczew jedną z atrakcji turystycznych Mazowsza.

Zresztą lansowana koncepcja opierająca atrakcyjność miasta jedynie na Fryderyku Chopinie jest chybiona i póki co nie przynosi żadnych rezultatów.

Ale powróćmy do krajobrazu miasta, zwanego przestrzenią publiczną. A ta, mimo zabiegów i wielomilionowych nakładów ze strony samorządu, nadal odstrasza nie tylko turystów, ale też mieszkańców. Trudno się temu dziwić, widząc wiszące praktycznie na każdym płocie banery reklamowe czy szyldy. Nie lepiej jest z małą architekturą. Fakt, miasto dzięki środkom z projektu sochaczewski „Eko-Bus” zrobiło w końcu porządek z przystankami miejskiej komunikacji, ale wiaty należące do innych przewoźników nadal wołają o pomstę do nieba.   Podobnie jest z ławkami, które są w różnych formach i wymiarach. Jest to tym bardziej zastanawiające, gdy przypomnimy sobie, że samorząd wydał miliony złotych na renowację sochaczewskich parków czy nadrzecznych bulwarów. I co z tego, skoro w każdym parku, jak i nad Bzurą lub Utratą zdecydowano się na instalację różnych koszy na śmieci. Tym samym, mimo najlepszych chęci ze strony Urzędu Miejskiego, mamy galimatias połączony z oczopląsem. Jeżeli do tego dodamy wygląd niektórych posesji i ich ogrodzenia, to mamy obraz przestrzeni publicznej, która przypomina sen pijanego architekta krajobrazu.

Osiedlowe zasieki

Co ciekawe, krajobraz miasta można było już dawno uporządkować, na co pozwalały przepisy o planowaniu przestrzennym. Wystarczyło jedynie wprowadzić bardzo rygorystyczne uwarunkowania w uchwalonych przez radnych planach zagospodarowania przestrzennego. Ale tego nie zrobiono. Teraz tych zaległości, bez przyjęcia przez radę miejską uchwały krajobrazowej, nie da się odrobić. Podobnie dotyczących grodzenia przestrzeni na osiedlach wielorodzinnych, z czym ma zamiar zmierzyć się stolica. W Sochaczewie mamy do czynienia z podobnym problemem.

Express Sochaczewski od lat apeluje o zrobienie z tym porządku. Jednak nasze apele pozostają bez echa. To powoduje z kolei, że nadal na większości sochaczewskich osiedli w przypadku pożaru strażacy muszą najpierw przedzierać się przez zasieki z płotów i barierek, aby móc ratować ludzi i mienie. Tymczasem według urzędników nie można w tej sprawie nic zrobić, ponieważ obowiązujące przepisy uniemożliwiają nam jakąkolwiek ingerencję. Nie może interweniować także Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego, gdyż stawianie wszelkiego rodzaju ogrodzeń, które nie przekraczają pewnej wysokości, nie wymaga zgłoszenia. To z kolei powoduje, że wspólnoty mieszkaniowe oraz spółdzielnie praktycznie mogą je stawiać, gdzie im się podoba.

Jednak przepisy dotyczące warunków technicznych – jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie – stwierdzają, że do budynków i urządzeń z nimi związanych należy zapewnić dojście i dojazd umożliwiający dostęp do drogi publicznej, odpowiednie do przeznaczenia i sposobu ich użytkowania oraz wymagań dotyczących ochrony przeciwpożarowej. Wygląda, więc na to, że po prostu trzeba chcieć, a nie udawać, że się chce z czymś zrobić porządek.

Jerzy Szostak

Fot.: Jerzy Szostak

.

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTropem nietoperzy
Następny artykułCzy mysliwi będą bezkarni